Najpierw dane o spowolnieniu w strefie euro i największej gospodarce Europy – Niemczech. Później mocne deklaracje Nicolasa Sarkozy’ego i Angeli Merkel o konieczności powołania rządu gospodarczego unii walutowej. Europa wchodzi w nowy etap integracji. Konsekwencje są do przewidzenia: Unia Europejska podzieli się na zarządzane z Berlina i Paryża, ujednolicające politykę gospodarczą i fiskalną jądro – czyli strefę euro. Dryfującą własnym rytmem Wielką Brytanię. I resztę – czyli wszystkich tych, którzy pozostają poza wspólną walutą.

Podatek od transakcji

Do tej pory zacieśnienie strefy euro było prywatnym pomysłem Nicolasa Sarkozy’ego. Merkel długo opierała się powołaniu instytucji zarządzających unią walutową. Wczoraj obaj politycy mówili już o „faktycznym rządzie gospodarczym”.

Po pierwsze zapowiedziano regularne konsultacje dwustronne Berlin-Paryż, co legalizuje niemiecko-francuski duumwirat. Do tego co najmniej dwa razy do roku będą się spotykali przywódcy „17” w ramach czegoś na kształt rady strefy euro. Jej pracami kierował będzie obecny przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy (w praktyce oznacza to tyle, że przedstawiciel kraju spoza strefy euro nie będzie przewodniczącym Rady Europejskiej). We wrześniu Francja i Niemcy zaproponują również wprowadzenie w unii walutowej podatku od transakcji finansowych. Merkel i Sarkozy chcą również, aby od początku 2013 roku obowiązywała wspólna podstawa obliczania podatku CIT. Od lata 2012 do konstytucji państw „17” wpisane zostaną też kotwice zadłużenia. W ten sposób zainaugurowano małą unię w unii.

Zaciskanie pasa nie działa

Również wczoraj próbie została poddana strategia uratowania strefy euro poprzez drastyczne oszczędności budżetowe. Z powodu cięć tempo wzrostu gospodarczego w strefie euro w II kwartale tego roku spadło z 0,8 do 0,2 proc. Co gorsza, gospodarki dwóch największych państw unii walutowej niemal stanęły w miejscu. W okresie kwiecień-czerwiec Niemcy rozwijały się w tempie zaledwie 0,1 proc. w stosunku do poprzednich trzech miesięcy, zaś Francja w ogóle nie rosła.

– Okres relatywnie szybkiego wzrostu gospodarczego w Niemczech mamy za sobą. A ponieważ to Berlin gwarantuje de facto wypłacalność najsłabszych krajów strefy euro, można teraz spodziewać się okresu wzmożonych wstrząsów w całej unii walutowej – uważa Carsten Brzeski, ekonomista banku ING. Jak wynika z opublikowanych wczoraj przez Eurostat danych, powodem załamania tempa wzrostu w Niemczech jest spadek wydatków konsumentów. Zaciskanie pasa to m.in. efekt ograniczenia wydatków wprowadzony przez Angelę Merkel.

W artykule opublikowanym w „Financial Times” nowa szefowa MFW Christine Lagarde ostrzegła, że strategii zaciskania pasa muszą towarzyszyć zachęty dla wzrostu gospodarczego. Jej zdaniem w przeciwnym wypadku państwa strefy euro nigdy nie przełamią kryzysu zadłużenia, bo słabnące gospodarki będą przynosiły coraz mniej wpływów z podatków. Do tej pory zjawisko najbardziej widoczne było w Grecji. Teraz przenosi się do centrum unii walutowej.

Jest jednak i drugi powód załamania koniunktury. Zdaniem Andreasa Reesa, głównego ekonomisty banku Unicredit, Europejski Bank Centralny popełnił błąd dwukrotnie podwyższając w tym roku stopy procentowe. Silne euro okazało się jednym z powodów spadku eksportu państw unii walutowej. W II kwartale Niemcy, drugi największy eksporter na świecie, sprowadził nawet więcej towarów niż ich sprzedał za granicą.