Jeden na siedmiu rezydentów domów spokojnej starości ma mniej niż 65 lat, a dopiero w tym wieku w Stanach Zjednoczonych przechodzi się na pełną emeryturę. Niektórzy są znacznie młodsi. U takich, jak 26-letni Adam Martin, ciągłe przebywanie w dużo starszym gronie wywołuje poczucie izolacji i frustracji.
"To przygnębiające miejsce. Nie ma żadnej prywatności. Ludzie ciągle wokół ciebie umierają" - mówi cytowany przez AP Martin. Sparaliżowany, trafił do Ośrodka Zdrowia i Rehabilitacji w Sarasocie na Florydzie, po tym, kiedy w minionym roku postrzelił go przypadkowo przyrodni brat.
Jak wynika z danych ośrodków świadczących usługi firmom ubezpieczeniowym dla osób starszych oraz dla ubogich, w ostatnich ośmiu latach o blisko 22 proc. wzrosła liczba tych, którzy dostają się do domów spokojnej starości jeszcze w wieku przedemerytalnym.
Powodów jest kilka. Leczenie szpitalne jest droższe i czasem nie godzą się na nie firmy ubezpieczeniowe. Ponadto zamknięto wiele zakładów psychiatrycznych, a postępy medycyny utrzymują dłużej przy życiu chorych cierpiących na schorzenia pourazowe.
Osób 30-letnich i młodszych jest w domach seniorów mniej niż 1 proc. Niektórzy mieli udar mózgu lub cierpią na stwardnienie rozsiane. Nie zawsze wiadomo, co począć, aby zapewnić im sprzyjające warunki rehabilitacji.
Martin nie mógł zostać w domu, bo jego ojciec jest kierowcą, ciągle w rozjazdach, a macocha choruje na toczeń.
Dla chorych środowisko, w którym przebywają ma kolosalne znaczenie. W Centrum Zdrowia Bayshore Duluth, w stanie Minnesota, czwarta część z 160 podopiecznych to młodzi ludzie, którzy ulokowani są w oddzielnych pokojach w specjalnym skrzydle budynku. Personel placówki stara się zorganizować im styl życia zbliżony do tego, do którego byli niegdyś przyzwyczajeni. Mogą jeść później śniadania niż starsi, mają inne posiłki, w tym pizzę i różne napoje bezalkoholowe. Zamiast bingo, grają w pokera. Dla tych, którym pozwala na to zdrowie, urządza się nawet wypady do nocnych klubów.
Mimo wszystko wielu młodych popada w depresję. Męczą ich fizyczne ograniczenia, samotność i otaczające środowisko."Dla nich to dożywocie. Masz 40 lat i wiesz, że nigdy stamtąd nie wyjdziesz. Takie będzie twoje życie na wieki wieków. Amen" - pisze geriatra Diane Persson.
Martin obawia się, że jego też to czeka. "Kiedy mnie tu nie ma, nie ma nikogo w jego wieku, z kim mógłby porozmawiać o piłce nożnej, czy o czymkolwiek," - mówi Paul Tuttle, który odwiedza i karmi przyjaciela. 26-latek siedzi w wózku inwalidzkim i nie ma wesołej miny. "To wszystko sprawia, że czujesz stary. Stajesz się taki, jak twoje otoczenie" - dodaje.