Na stronie internetowej sklepu Smile.Shop.pl nawet raz nie pojawia się słowo „dopalacze”. Zamiast nich można kupić imitacje soli do kąpieli, odżywek do roślin czy kadzidełka. Ale specyfiki mają te same nazwy i opakowania co dopalacze dostępne do niedawna w sklepach na terenie całego kraju. A w imieniu Smile.Shop.pl wysyła je do Polski „zaprzyjaźniona firma z Czech”.

Jak ustaliliśmy, łącznie działalność wznowiło już kilkanaście sklepów internetowych z dopalaczami. Oficjalnie ich polscy właściciele sprzedali je nowo powstałym spółkom zarejestrowanym najczęściej na Słowacji bądź w Czechach (tam najłatwiej, najszybciej i najtaniej można zarejestrować spółkę), rzadziej w Holandii lub Wielkiej Brytanii. Oferują klientom nie tylko dostawę towaru pod same drzwi, lecz również możliwość odebrania go osobiście. Tak robi m.in. sklep Kolekcjoner.nl zarejestrowany oficjalnie w Amsterdamie. Jego asortyment chętni mogą odebrać na własną rękę w czeskiej Ostravie. Towar sprzedaje nie tylko w detalu, lecz także w hurcie. „Posiadamy też produkty, które zostały zakazane w Polsce, ale są legalne na terenie Czech” – chwalą się właściciele sklepu na jego oficjalnej stronie. I nikt nic nie może im zrobić.

Nawet policja przyznaje, że ma związane ręce.

– Zabronione jest posiadanie tylko tych używek, które uznano za narkotyki. Posiadanie pozostałych dopalaczy pozostaje dozwolone – mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. Przyznaje też, że w poszukiwaniu dopalaczy policja nie może zaglądać do każdej paczki, która wysyłana jest np. ze Słowacji do Polski.

Tymczasem sklepy internetowe z używkami nie opisują swoich przesyłek.

– Jeżeli spodziewasz się paczki od nas, bądź czujny. Staramy się nie pisać jako adresata „Pylki.com – sklep z dopalaczami” – zaznaczają właściciele sklepu Pylki.com, który jako pierwszy wyemigrował na Słowację i dostarcza artykuły kolekcjonerskie klientom z Polski od ponad tygodnia. Bezradny jest również sanepid.

– Zagraniczne sklepy internetowe to duży problem, wciąż szukamy rozwiązania – mówi Wiesław Rozbicki, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Czy może być gorzej? Może. – Boję się myśleć, co będzie, jak sprzedawcy zaskarżą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Eugeniusz Kłopotek z PSL. Jest niemal pewien, że tak się stanie.

Polski rynek dopalaczy jest szacowany na 2,5 mld zł

Z różnych danych i obliczeń wynika, że rynek dopalaczy w Polsce może być wart od kilkuset milionów do nawet 2,5 mld zł rocznie. Na tyle wycenił go portal Money.pl, opierając się na wyliczeniach urzędów skarbowych. Tylko we wrześniu tego roku właściciele smart shopów mieli zarobić na czysto ok. 160 mln zł. Ich obroty przekroczyły 240 mln zł.

Katowicka izba skarbowa wyliczyła, że w samym województwie śląskim w ciągu ośmiu pierwszych miesięcy 2010 r. na dopalacze wydano 18,5 mln zł.

Jeszcze przed ogólnokrajową kontrolą głównego inspektora sanitarnego na początku października w Polsce istniało co najmniej 1800 smart shopów. Z danych Urzędu Kontroli Skarbowej w Warszawie wynika, że najlepiej prosperujące osiągały sprzedaż w wysokości nawet 1 mln zł miesięcznie. Mniejsze osiągały obrót rzędu kilkuset lub kilkudziesięciu tysięcy złotych na miesiąc.

Według Ministerstwa Finansów zyskowność handlu dopalaczami w 2010 r. wyniosła 98 proc. Najniższa marża stanowiła 11 proc., a najwyższa ponad 411 proc. Ponadto resort w zeszłym roku ujawnił, że punkty sprzedaży dopalaczy nie uregulowały podatków na ponad 0,5 mln zł.