Nieudolnym urzędnikom trzeba w czasie wyborów samorządowych powiedzieć „sprawdzam”.
I podniósł się wielki krzyk. Samorządowcy z podwarszawskich miejscowości ruszyli przed telewizyjne kamery, by się poskarżyć. Poszło o to, że warszawski Zarząd Transportu Miejskiego zażądał wyższego haraczu za podmiejskie kursy autobusów. Nawiasem mówiąc, samorządowcy mają sporo racji, bo mimo że wszyscy utyskujemy na wzrost cen, to podwyżki rzędu stu procent mimo wszystko zdarzają się jednak rzadko. A właśnie tyle w niektórych przypadkach zażądał ZTM.
Obserwuję tę dyskusję i przyznam, że coś mi tu nie gra. ZTM obsługuje, licząc z grubsza, 40 podmiejskich linii, w tym tylko część dochodowych, resztę dotowanych przez gminy. To przecież niesłychanie łakomy kąsek dla każdego przewoźnika – na przykład prywatnego. Wydawałoby się, że nic prostszego, jak skrzyknąć podstołeczne samorządy i ogłosić jeden duży przetarg na podwarszawskiego przewoźnika, a nie godzić się na dyktat ZTM. Ale wiem: nie da się, samorządowcy wytoczą na to dziesiątki, jeżeli nie setki, argumentów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.