"Bliski nam wszystkim, do bólu przyzwoity, skromny. Nigdy Cię Grzesiu nie zapomnimy" - powiedział premier Donald Tusk podczas ceremonii powitania trumien z ciałami ofiar katastrofy.

Był graczem drużynowym, ludzie byli dla niego ważni, choć jeszcze ważniejsza była rodzina - wspomina Grzegorza Dolniaka jego przyjaciel i współpracownik w świecie polityki, młodszy od niego o 15 lat radny woj. śląskiego Krzysztof Stachowicz.

Stachowicz, którego Dolniak namówił jako 28-latka i wspierał podczas udanego startu w wyborach do sejmiku woj. śląskiego, podkreśla że obaj mieli zupełnie inne charaktery.

Jak mówi, poseł uważał, że w jednej drużynie nie mogą grać sami napastnicy czy obrońcy. "On zawsze stawiał na drużynę, dobierał w swym otoczeniu ludzi bardzo różnych - i ta drużyna odnosiła sukcesy" - zaznaczył Stachowicz, wymieniając m.in. obecnych senatorów Zbigniewa Szaleńca i Zbigniewa Meresa, prezydenta Będzina Radosława Barana czy siebie. "Wprowadzał do polityki ludzi nie z typowego aparatu partyjnego, tak ich rozstawiając, że odnosili sukcesy" - powiedział radny.

Zaznaczył, że w polityce mało jest osób tak zrównoważonych, eleganckich i skromnych. Przypomniał, że kiedy formował się rząd tej kadencji, Dolniak otrzymał propozycję objęcia resortu spraw wewnętrznych. Odrzucił ją. "W pewnym momencie usiedliśmy na spokojnie i doszliśmy do wniosku, to były jego słowa, że on chce być z ludźmi, że chce wśród nich pracować - nie chce być urzędnikiem, nie chce oderwać się od społeczeństwa. W resorcie nie mógłby zajmować się sprawami społecznymi, zwykłymi, więc zrezygnował z tego" - wskazał przyjaciel Dolniaka.

Jak zaznaczył, poseł nie bał się konsekwencji odmawiania, wykonywał przy tym swoją pracę w zespole tak dobrze jak potrafił, nie kalkulując, z kim lub w jaki sposób mógłby odnieść korzyści polityczne. Krótko po powstaniu PO znalazł się na plakatach wyborczych z Andrzejem Olechowskim, potem w klubie parlamentarnym Platformy był asystentem Jana Marii Rokity, później współpracował ze Zbigniewem Chlebowskim.

"Gdy wybuchła ta cała sytuacja z +jednorękimi bandytami+, wszyscy się od Chlebowskiego odsuwają, jedynie Grzegorz daje informacje do mediów, że to dobry człowiek, że wierzy, że wszystko się wyjaśni, że dobrze mu się z nim współpracowało. Tylko on powiedział dobre, ciepłe słowa o Chlebowskim. On mówił to, co czuł" - zaznaczył Stachowicz.

Przypomniał też, że Dolniak był jednym z parlamentarzystów mających najwięcej biur poselskich: spotykał się w nich z wyborcami w swoim rodzinnym Będzinie, w Sosnowcu, w Dąbrowie Górniczej, w Zawierciu. "Cały czas miał te biura i chciał się w swoim okręgu wyborczym spotykać z ludźmi. Tych jego interwencji w drobnych sprawach były setki" - ocenił.

"Przy tym był to wspaniały mąż i ojciec, przyjaciel i sąsiad. Zapamiętamy go jako przyjaciela, który zajmuje się wszystkimi naszymi sprawami, co trzeba było: dobrać materiał budowlany, krzew do ogrodu, dla niego to było równie ważne, jak przygotowywanie zjazdu Platformy. To nie jest tak, że tylko polityka nas łączyła" - zaznaczył radny, wspominając wspólne rozmowy w altanie w ogrodzie przy domu Dolniaka: o ogrodzie, który był jego pasją, o przyrodzie.

Poseł zawsze dokładnie planował też wyjazdy z rodziną na urlopy: szczegół po szczególe - samochodem, nie samolotem. "Zawsze go namawiałem, przestań, samolotem do Włoch, dwie godziny polecisz, odpoczniesz z rodziną, a nie samochodem tyle godzin. Nie latam samolotem z rodziną - odpowiadał. Nigdy, to była jego zasada" - powiedział Stachowicz.

Sam, bez rodziny, wsiadał do samolotu bez problemu. Z dumą wspominał swój pobyt w Afganistanie z ministrem Klichem, najpierw lot casą, potem śmigłowcem - niebezpieczne loty. "Jak spotkał się tam z żołnierzami, z Wojskiem Polskim, był bardzo dumny, bardzo zadowolony. Tak samo był zadowolony z lotu do Katynia" - podkreślił radny.

"A w niedzielę byliśmy umówieni na jedenastą, mieliśmy iść razem na regionalny zjazd Platformy. (...) Znalazłem teraz, w tych dniach, dużo zdjęć. Nas, naszych rodzin. Większość na dyskach, w albumach niewiele. Ale na monitorze gorzej się ogląda zdjęcia. Lepiej w albumach, są cieplejsze " - dodał przyjaciel.

Grzegorz Dolniak urodził się w 1960 r. Przez całe życie związany z Zagłębiem Dąbrowskim, mieszkał w Będzinie. W latach 80. m.in. pracował w fabryce obrabiarek "Ponar-Defum" w Dąbrowie Górniczej, w 1991 r. został prywatnym przedsiębiorcą. Jego firma zajmowała się m.in. usługami motoryzacyjnymi i ochroną mienia.

Po raz pierwszy został posłem w 2001 r. W 2005 roku i w 2007 był wybierany na kolejne kadencje. Przed trzema laty zdobył najlepszy wynik w swoim okręgu - blisko 38,5 tys. głosów.

Od 2005 r. nieprzerwanie był wiceszefem klubu parlamentarnego PO - w październiku ub. roku przez tydzień pełnił obowiązki przewodniczącego klubu w miejsce zawieszonego Zbigniewa Chlebowskiego, do czasu wyboru na tę funkcję Grzegorza Schetyny. W regionie był wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej.

W pracy poselskiej Dolniak angażował się m.in. w prace nad kolejnymi projektami ważnej dla aglomeracji katowickiej tzw. ustawy metropolitalnej. Dbał o interesy miast Zagłębia np. interweniując wobec planów budowy linii kolejowych omijających ten subregion. Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci PO w woj. śląskim.

W tegorocznych wyborach na kolejną kadencję przewodniczącego regionalnych struktur Platformy Dolniak nie kandydował. W związku z katastrofą samolotu Tu-154M śląska PO odwołała zaplanowany na niedzielę regionalny zjazd partii.

Grzegorz Dolniak pozostawił żonę i córkę. (PAP)

mtb/ par/ jra/