Gdyby nie działanie CBA, ani Piotr Ryba, ani Andrzej K. nie popełniliby żadnego przestępstwa - mówił w poniedziałek przed sądem mec. Wojciech Wiza broniący Ryby. Prokurator chce dla tego oskarżonego 4 lat więzienia. Drugi adwokat Mariusz Paplaczyk apelował, by sąd nie brał pod uwagę "owoców z zatrutego drzewa", czyli dowodów, które - ich zdaniem - CBA wytworzyło bezprawnie.

Mec. Ryszard Marciniak, adwokat Andrzeja K., dla którego prokurator chce nadzwyczajnego złagodzenia kary za przyznanie się i ujawnienie okoliczności sprawy, wniósł o "sprawiedliwy wyrok". On także kwestionował podstawy prawne działań CBA i zachęcanie K. przez udającego biznesmena agenta Biura do kontynuacji przedsięwzięcia odrolnienia ziemi na Mazurach - mimo że K. chciał się z tego wycofać.

Mec. Paplaczyk cytował wyroki Trybunału Konstytucyjnego, nakazujące proporcjonalne ograniczanie praw obywatelskich przez m.in. stosowanie podsłuchów. Wskazywał na istotną rolę sądowej kontroli akcji specjalnych, takich jak operacja CBA ws. afery gruntowej. "Aby akcja CBA mogła zostać wszczęta, musi być "wiarygodna informacja o przestępstwie", tymczasem świadek, który jako pierwszy dowiedział się od K. o możliwości "odrolnienia dowolnej ziemi w Polsce", odebrał to jako +niepoważną propozycję+" - zauważył adwokat.

"Gdy polityka przekracza drzwi sali sądu, sprawiedliwość uchodzi z niej oknem" - te słowa sławnego poznańskiego adwokata Michała Grzegorzewicza przypomniał mec. Paplaczyk. Mec. Wiza dodał: "konformizmem i łatwizną intelektualną byłoby uznanie, że sprawa powoływania się na wpływy jest nieskomplikowana. Możliwy jest także wyrok wykazujący odpowiedzialność" - powiedział i wniósł o uniewinnienie.