W marcu tego roku TVN24 doniósł, że prezydent nie podał ręki Niesiołowskiemu podczas dorocznej narady z wojskiem. "Mały zakompleksiony człowiek, który kompromituje wszystko, czego dotknie" - komentował wtedy Niesiołowski. Dodał, że "jeśli chciał mnie obrazić, to obraził siebie".
Niesiołowski powiedział dziś, że "sądzenie" jego osoby za słowa - "mały, zakompleksiony człowiek" - to "kompletne głupstwo". "Nie widzę w swojej wypowiedzi żadnych elementów obrażających, to tylko ocena polityczna pewnej małostkowości prezydenta. Jeśli słowo "zakompleksiony" ma być obelgą i to aż taką, żeby ścigać mnie sądownie, to trudno mi się z tym pogodzić" - zaznaczył.
Przypomniał, że już raz prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie. "Widocznie sądy w Polsce wymagają reformy. Jeżeli nie mają innych zajęć, że zajmują się tą sprawą, to znaczy, że mają za dużo czasu" - uważa polityk PO.
Niesiołowski zapewnił jednocześnie, że uzna wszystkie decyzje wymiaru sprawiedliwości. "Po to mamy niepodległe państwo i wymiar sprawiedliwości, żeby go honorować" - podkreślił.
Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ws. przestępstwa znieważenia głowy państwa
W kwietniu br. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia śledztwa ws. przestępstwa znieważenia głowy państwa. Kancelaria Prezydenta RP odwołała się do sądu.
Dziś sąd uwzględnił zażalenie i nakazał prokuraturze podjąć śledztwo, uznając odmowę wszczęcia postępowania za przedwczesną. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że do uznania przestępstwa znieważenia prezydenta niezbędne jest ustalenie, że sprawca działał umyślnie, w zamiarze obrażenia. Sąd uznał zaś, że prokuratura nie przeprowadziła czynności "mogących uzasadnić podjętą decyzję o odmowie wszczęcia postępowania" i ograniczyła się jedynie do "pobieżnej, lakonicznej oceny wypowiedzi". Tymczasem sprawa wymaga "szczegółowej i wnikliwej analizy pod kątem całości wypowiedzi, a nie tylko jej fragmentu" - uznał sąd.
Zdaniem sądu do prawidłowości jej oceny niezbędne jest powołanie przez prokuratury opinii biegłego językoznawcy by określił, czy te słowa noszą znamiona zniewagi. Ponadto konieczne jest przesłuchanie samego Niesiołowskiego w celu "ustalenia jego zamiaru".
Decyzja sądu jest prawomocna. Nie przesądza ona końcowego wyniku postępowania prokuratury.
"Kto publicznie znieważa prezydenta RP, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech"
Artykuł 135 Kodeksu karnego mówi: "Kto publicznie znieważa prezydenta RP, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech".
Sąd Okręgowy w Lublinie ma wkrótce zbadać zażalenie Kancelarii Prezydenta RP na odmowę wszczęcia śledztwa ws. znieważenia prezydenta przez posła Janusza Palikota (PO), który w kwietniu pytał po raz kolejny, czy Lech Kaczyński "cierpi na chorobę alkoholową". W 2008 r. sąd w Lublinie utrzymał umorzenie śledztwa w sprawie wpisu na blogu Palikota, który pytał o ewentualne nadużywanie alkoholu przez głowę państwa.
W styczniu br., z "braku cech przestępstwa", stołeczna prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie znieważenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez Palikota słowami o "psychopatycznej postaci". W lutym Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał decyzję o umorzeniu innego śledztwa w sprawie znieważenia L.Kaczyńskiego przez Palikota, który oświadczył w 2008 r., że uważa go za "chama".
W styczniu br. Sąd Okręgowy w Gdańsku - rozpatrując zażalenie kancelarii prezydenta na umorzenie śledztwa o znieważenie go przez Lecha Wałęsę słowami: "durnia mamy za prezydenta" - wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy karalność znieważenia prezydenta RP jest zgodna z konstytucyjną zasadą wolności słowa i prawem europejskim.
W 2007 r. warszawska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie artykułu w niemieckim "Die Tageszeitung", gdzie porównano polskiego prezydenta do kartofla; szydzono też z jego matki.Jak twierdziły niektóre media, artykuł był przyczyną odwołania przez prezydenta udziału w spotkaniu w Weimarze z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Jacques'em Chirakiem.
Najgłośniejsza tego rodzaju sprawa dotyczyła Huberta H., bezdomnego z Dworca Centralnego w Warszawie, który pijany, w obecności zatrzymujących go policjantów, wulgarnie wyraził się o prezydencie i ówczesnym premierze. W grudniu 2006 r. Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył proces w tej sprawie, uznając, że czyn zarzucony Hubertowi H. miał znikomą szkodliwość społeczną.