Prezydent oznajmił, że będzie odtąd rządził dekretami, co w praktyce umożliwi mu podjęcie jednoosobowo decyzji o rozpisaniu referendum. Referendum sprzeciwiają się władze poszczególnych stanów, związki zawodowe a nawet zagraniczni sojusznicy.
Tandja powinien odejść z urzędu wraz upływem w br. jego kadencji, ale chce rozpisać referendum i rządzić przez kolejną, trzecią już kadencję. Datę referendum, które miałoby rozstrzygnąć o wprowadzeniu niezbędnych zmian w konstytucji, prezydent wstępnie wyznaczył na 4 sierpnia, ale Trybunał Konstytucyjny nie wyraził na to zgody.
W swym przemówieniu Tandja oświadczył, że podjął tę decyzję "aby chronić podstawy i interesy narodu". Dodał, że jego celem jest wprowadzenie prezydenckiego systemu rządów, który umożliwiłby sprawniejsze zarządzenie krajem, w tym realizację kilku wielkich inwestycji, takich jak olbrzymia elektrownia wodna, rafineria ropy i kopalnia uranu.
W maju coraz bardziej osamotniony prezydent rozwiązał parlament aby zdławić opozycję przeciwną jego planom. Nie jest jasne czy zaplanowane na 20 sierpnia wybory do nowego parlamentu odbędą się.
Położony w Zachodniej Afryce Niger (była kolonia francuska) nie ma dostępu do morza i zaliczany jest do najbiedniejszych krajów świata. Ma jednak duże złoża uranu i ambicje aby stać się czołowym eksporterem tego surowca. (PAP)
jm/