"Nie widziałbym nic złego w tym, żeby pan prezydent - jeśli znajdzie na to czas - zapraszał kandydatów na ambasadorów na rozmowę" - powiedział Sikorski w środę dziennikarzom w Sejmie.
Jak dodał, Lech Kaczyński ma do tego prawo, a z jego strony "będzie do tego zachęta".
Szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki poinformował we wtorek, że być może prezydent będzie osobiście spotykał się z kandydatami na ambasadorów, aby poznać ich poglądy.
Według Kownackiego, w warunkach kohabitacji można oczekiwać, iż funkcje ambasadorów będą obejmowali i tacy ludzie, których poglądy są bliższe opiniom prezydenta i tacy, którym bliżej do poglądów premiera.
Sikorski zastrzegł jednak, że sam nie zna poglądów politycznych "zdecydowanej większości pracowników" swego resortu i nie pyta o nie również kandydatów na ambasadorów.
"Uważam, że w polskiej służbie zagranicznej jest miejsce dla lojalnych ambasadorów, którzy mają różne poglądy. Problem w tym, że nie muszą się nimi dzielić publicznie ani w Polsce ani za granicą" - zaznaczył szef MSZ.
Uzasadniając ewentualność rozmów prezydenta z kandydatami na ambasadorów Kownacki powiedział, że "do jeszcze bardziej wnikliwego niż dotychczas, dogłębnego i być może osobistego analizowania i zapoznawania się ze szczegółowymi poglądami danego kandydata przez pana prezydenta" skłania przypadek Anny Fotygi.
Według strony prezydenckiej Fotyga, która została kandydatką na amabsadora przy ONZ jest - jak mówił Kownacki - "niezwykle dobrze przygotowana i wybitnie wykfalifikowana" do pełnienia tej funkcji.
Jednak - jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli rządu - Fotyga ambasadorem, przynajmniej na razie, nie zostanie. Powodem jest jej wystąpienie na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, kiedy to skrytykowała politykę zagraniczną obecnego rządu. B. szefowa MSZ powiedziała m.in., że czuje się "poraniona" tym, co się dzieje obecnie z polską polityką zagraniczną.