Uhonorowanie prezydenta, który popiera prawo kobiet do przerwania ciąży, wywołało protesty części katolików w USA i sprowadziło krytykę na władze Uniwersytetu Notre Dame. Krytycy z kręgów konserwatywnych domagają się dymisji rektora uczelni Johna I. Jenkinsa.
Jeszcze przed przybyciem Obamy na uczelnię odbyła się tam demonstracja z udziałem około 200 osób, m.in. Normy McCorvey, której walka w sądach o prawo do aborcji zakończyła się w 1972 r. zalegalizowaniem tego zabiegu decyzją Sądu Najwyższego, a która potem przeszła do obozu zażartych przeciwników aborcji.
Na uroczystości prezydent został powitany burzliwą owacją licznie zgromadzonych studentów i wykładowców. Jego przemówienie zakłócały jednak w niektórych momentach okrzyki i skandowanie protestujących. Obama przyjął to spokojnie.
W swoim wystąpieniu podkreślił wyzwania stojące przed młodym pokoleniem Amerykanów. Mówił o recesji, kryzysie, nędzy na świecie i epidemiach, "które nie znają granic". Położył nacisk na znaczenie tolerancji i sprawiedliwości społecznej
"Zbyt często szukamy dla siebie korzyści kosztem innych. (...) Musimy znaleźć sposób, jak żyć razem jak jedna ludzka rodzina. Żaden człowiek ani żadna religia nie mogą w pojedynkę stawić czoła tym wyzwaniom" - powiedział
Mówiąc o aborcji Obama oświadczył, że nie uważa wszystkich przeciwników aborcji za "prawicowych ideologów". Dał do zrozumienia, że uważa aborcję tylko za zło konieczne w niektórych sytuacjach i zaznaczył, że zależy mu na zmniejszeniu liczby zabiegów. "To są rzeczy, które możemy zrobić" - powiedział.
Jego słowa na ten temat zebrani powitali aplauzem.
Prezydent oświadczył wcześniej na konferencji prasowej, że kwestia aborcji nie jest w tej chwili najważniejsza w obliczu innych palących problemów krajowych i na arenie międzynarodowej.
Wobec demokratycznej większości w Kongresie, nie oczekuje się obecnie ograniczeń prawa do aborcji.
Przewodniczący Partii Republikańskiej Michael Steele powiedział w niedzielę na antenie telewizji NBC News, że Obama nie zasługuje na honorowy doktorat Uniwersytetu Notre Dame.
Prezydent został uhonorowany jako były profesor prawa konstytucyjnego na Uniwersytecie Chicago, którym był w latach 90.
"Prezydent Obama nie przestaje rozmawiać z tymi, którzy się z nim nie zgadzają. Panie prezydencie, to jest zasada, którą i my podzielamy" - powiedział rektor Jenkins przedstawiając Obamę.
Większość amerykańskich katolików - jak wykazały sondaże - w listopadowych wyborach głosowała na Obamę.
Chociaż sprzeciw wobec aborcji jest jedną z podstawowych nauk Kościoła katolickiego, Watykan nie zabrał głosu w sprawie kontrowersji w związku z uhonorowaniem prezydenta przez Notre Dame.
W USA około 60 spośród 300 biskupów wypowiedziało się przeciw wystąpieniu amerykańskiego prezydenta na Uniwersytecie Notre Dame i przyznaniu mu tytułu doktora honoris causa.
Według sondażu Pew Research Center, 44 proc. Amerykanów jest przeciwnych aborcji w większości lub we wszystkich przypadkach. 28 proc. uważa, że powinna być ona legalna w większości wypadków, ale tylko 18 procent popiera ją w każdych okolicznościach.