Stosunki polsko-ukraińskie można podzielić na dwa główne rozdziały: wieczne buksowanie w problemach historycznych i dynamicznie rozwijająca się współpraca w znacznie ważniejszych dziedzinach. Paradoks polega na tym, że w tej pierwszej sferze prezydenci obu państw wykazują podziwu godny imposybilizm, a w tej drugiej ich zaangażowanie właściwie nie jest potrzebne.
Andrzej Duda nie był na Ukrainie od trzech lat, z których dwa przypadły na końcówkę prezydentury Petra Poroszenki, gdy zaostrzyły się nasze spory o historię. Wołodymyr Zełenski był w Polsce na przełomie sierpnia i września 2019 r. z połową rządu Sługi Narodu, który właśnie rozpoczynał urzędowanie. Tamta wizyta dawała nadzieję, że uda się odblokować dialog historyczny i zająć się ważniejszymi sprawami. Zełenski obiecał zdjęcie zakazu ekshumacji Polaków, którzy zginęli na terenie dzisiejszej Ukrainy podczas obu wojen światowych, w tym w trakcie zbrodni wołyńskiej. Strona polska zaś zapowiedziała, że zdewastowane ukraińskie pomniki zostaną odbudowane, o ile postawiono je legalnie.
Żadna z tych obietnic nie została do końca spełniona. Kijów niby odblokował ekshumacje na poziomie centralnym, ale uzyskiwanie zgód na konkretne prace przypomina drogę przez mękę i w rzeczywistości wciąż jest blokowane, tyle że na szczeblu lokalnym. W ciągu roku udało się rozpocząć tylko prace we Lwowie, gdzie leżą szczątki obrońców miasta z 1939 r.
Z kolei Polska odnowiła wprawdzie zniszczony w 2015 r. pomnik żołnierzy UPA w Monasterzu na Podkarpaciu, ale nie w wersji pierwotnej. Brakuje nazwisk ofiar walk z sowiecką bezpieką i napisu „polahły za wolu Ukrajiny” (polegli za wolność Ukrainy).
Podczas wizyty Dudy powtórzono tradycyjne rytuały: Polacy wyrazili nadzieję, że ekshumacje przestaną być blokowane, a Ukraińcy – że demolowane pomniki będą przywracane do stanu pierwotnego. I że tym razem ten żenujący maraton naprawdę zbliża się do mety.
Na szczęście życie – nawet to międzypaństwowe – nie kończy się na historii. W innych sferach relacje polsko-ukraińskie pozostają dobre. Kwitnie współpraca wojskowa. Dynamicznie rozwijają się stosunki gospodarcze. Odkąd Kijów ratyfikował umowę o wolnym handlu z UE, Polska stała się dla Ukrainy drugim najważniejszym partnerem eksportowym. Prezydent Duda przy okazji wizyty wziął zresztą udział w polsko-ukraińskim forum gospodarczym w Odessie.
Oba państwa wspierają się w sferze dyplomatycznej. Polska we wszystkich możliwych gremiach przypomina o prymacie prawa międzynarodowego w kontekście integralności terytorialnej Ukrainy. Niedawno zainaugurowano nowy format polsko-litewsko-ukraińskiej współpracy w postaci Trójkąta Lubelskiego, a i wobec Białorusi oba państwa do pewnego stopnia koordynują działania.
Wizyta Dudy na Ukrainie miała jeszcze jeden aspekt. Po raz pierwszy Kancelaria Prezydenta sama wybrała media, które mogły ją obsługiwać, nie uruchamiając tradycyjnej procedury akredytacyjnej. Podobno zadecydowały względy epidemiczne. Tymczasem prezydent nie zdążył wrócić z Ukrainy, jak jego urząd uruchomił taką procedurę dla dziennikarzy zainteresowanych obsługą poniedziałkowej wizyty na szczycie Trójmorza w Estonii.