Niewykluczone, że rząd częściowo zrekonstruuje się sam

Premier Mateusz Morawiecki
Premier Mateusz MorawieckiPAP / Piotr Nowak
21 sierpnia 2020

Rozpoczął się exodus ministrów. Niewykluczone, że rząd częściowo zrekonstruuje się sam, zanim zabierze się za to Nowogrodzka

To miał być polityczny plan doskonały. PiS dogadał się z opozycją w sprawie ustawy o podwyżkach dla najważniejszych osób w państwie, a legislacyjny blitzkrieg był w szczegółach dopracowany. Ustawa, zgłoszona jako projekt komisyjny, pojawiła się w czwartek wieczorem. Założenie było takie, że w piątek błyskawicznie wyjdzie z Sejmu, a Senat zatwierdzi wszystko po weekendzie. Suweren, rozjechany na wakacje, nawet nie zauważy. A jeśli już, to oburzenie będzie krótkotrwałe – w końcu zaraz zaczniemy żyć rekonstrukcją rządu i drugą falą pandemii. Konsekwencje? Właściwie żadne, bo wybory dopiero za trzy lata. Elektorat nie ma aż tak długiej pamięci.

Sprawa stała się jednak medialna – i to nie tylko ze względu na wysokość planowanych podwyżek uposażeń polityków w czasie kryzysu gospodarczego. Również dlatego, że opozycja zagłosowała za ustawą przeprowadzoną w trybie, za który do tej pory PiS słusznie krytykowała: na szybko, bez dyskusji i z zaskoczenia. Plan legł więc w gruzach, a zamiast podwyżek zaczęło się szukanie winnych.

Najsilniejsze emocje są po stronie Koalicji Obywatelskiej (KO). – Pozycja Borysa Budki jako przewodniczącego partii i szefa klubu jest zagrożona. To była duża wpadka z poważnymi konsekwencjami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Z takim przywództwem niczego sensownego nie da się uzyskać – przekonuje nas jeden z posłów ugrupowania. Tomasz Zimoch, w ostatnich wyborach startujący jako „jedynka” KO w Łodzi, otwarcie nawołuje Budkę do dymisji z funkcji przewodniczącego klubu. Wściekli są także senatorowie opozycji, którzy byli zmuszeni sprawę odkręcać podczas poniedziałkowego głosowania. Marcin Bosacki, przyłapany na korytarzach sejmowych przez reporterów, mówił o konieczności „głębokiego przemyślenia” procesu konsultacji politycznych wewnątrz KO. – O projekcie dowiedzieliśmy się w czwartek wieczorem. Budka zobowiązał ludzi do głosowania „za” w ciemno, a potem przez weekend się schował. Nie można o tak złożonych sprawach informować własnych posłów suchymi komunikatami z kolegium klubu – twierdzi inny polityk Koalicji.

Czym konkretnie może się to skończyć? Najczęściej słychać opinie, że Borys Budka powinien podzielić się władzą – pozostać szefem partii, ale oddać komuś innemu sprawy klubowe. Zdaniem niektórych obecna sytuacja to doskonały moment na wejście do gry frakcji schetynowców. – Zapewne Grzegorz będzie forsował na szefa klubu Tomasza Siemoniaka. Jeszcze zanim przewodniczący PO zaczął się oficjalnie tłumaczyć w mediach, Schetyna już zdążył udzielić wywiadu w TVN24, w którym ostro się po Budce przejechał – mówi nam osoba z KO.

Siemoniak na razie oficjalnie nie zgłasza swoich aspiracji na nowego szefa klubu. – Poczekajmy, aż opadną emocje. Spodziewam się, że wszelkie zmiany w klubie będą efektem konsensusu, wspólnych wniosków, a nie rywalizacji personalnej. Trzeba przyjrzeć się sposobowi organizacji i strukturze klubu, która jest bardziej skrojona pod minione czasy, a nie pod obecną formułę KO – uważa Tomasz Siemoniak.

Na giełdzie nazwisk na nowego szefa klubu wymieniani są też inni politycy: Jan Grabiec, Urszula Augustyn, Joanna Kluzik-Rostkowska czy Rafał Grupiński. Ale Borys Budka nie zamierza ustępować pola zbyt szybko. – Już w kampanii na przewodniczącego partii zapowiadał, że nie będzie łączył funkcji szefa partii i klubu. Ale przyszedł koronawirus i sprawę zawieszono. Nadal chce oddać część władzy, ale nie w obecnych warunkach. Emocje muszą opaść. Musimy zorganizować posiedzenie klubu tak, by 177 parlamentarzystów mogło wziąć w nim udział. Tyle że w warunkach COVID-19 zebranie tylu osób naraz w jednej sali byłoby szaleństwem. Z kolei robienie głosowania przez internet, gdy nie ma nawet kandydatów, byłoby absurdem – wyjaśnia współpracownik Borysa Budki. Na razie przewodniczący PO zapowiada poszerzenie kilkunastoosobowego kolegium klubu o grupę senatorów. Z jednej strony chodzi o uspokojenie nastrojów w izbie wyższej, a z drugiej o usprawnienie komunikacji między posłami a senatorami. – Dziś jest tylko jeden przedstawiciel Senatu w kolegium. To koślawe rozwiązanie, pozostałość z dawnych lat, gdy był on PiS-owski. Dziś to opozycja rozdaje karty w izbie wyższej, potrzebny jest nie tylko łącznik, ale szersza formuła komunikacji – tłumaczy nasz rozmówca z PO.

Niepewne są także losy Roberta Kropiwnickiego, członka zarządu krajowego PO i wiceprzewodniczącego klubu. – To on był naszym emisariuszem w rozmowach między klubami dotyczących podwyżek. Co prawda udało mu się namówić PiS do uwzględnienia naszego postulatu o wzroście wynagrodzeń samorządowców, ale poza tym zawalił na całej linii. Szwankowała komunikacja, ostateczną wersję projektu ustawy poznaliśmy dopiero wtedy, gdy oficjalnie pokazał się na stronach internetowych Sejmu – przyznaje polityk Koalicji Obywatelskiej.

– Żeby było jasne: te dodatkowe pieniądze – cytując klasyka – „po prostu im się należały”. Ale forma i czas są nieakceptowalne. Dodatkowo wypuszczono bubel legislacyjny – uważa dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z UW. – Cała opozycja jest w tym umoczona, choć największe koszty ponosi PO, a personalnie – Borys Budka, który nie podołał roli szefa klubu. Jako lider jest w ciężkiej sytuacji. Na początku roku wygrał przywództwo w partii, a potem okoliczności nie dały mu szansy dobrze osiąść w nowej roli. Ale co do zasady Budka powinien podzielić się władzą. Jej nadmierna kumulacja będzie wiązała się z niepewnością co do siły jego stanowiska w partii – dodaje dr Materska-Sosnowska.

W tle rozliczeń w Platformie pojawiają się rozważania o roli, jaką może odegrać Rafał Trzaskowski i jego ruch społeczny, którego budowa ma zacząć się z początkiem września. Prezydent stolicy taktycznie milczy w sprawie podwyżek i nie podjął się próby obrony Budki. Jest co prawda na urlopie, ale wystarczyłby jeden wpis w mediach społecznościowych, by zmitygować choćby twitterowe zaczepki Donalda Tuska w stosunku do KO i całej opozycji. – Wielu działaczy zachęca Rafała do ekspansji. Budka jest za słaby, ładnie się podporządkuje Trzaskowskiemu – zapewnia nasz rozmówca z KO. Osoba z otoczenia prezydenta stolicy przekonuje nas jednak, że na razie nie zanosi się na to, by Trzaskowski i Budka mieli zejść na kurs kolizyjny. – Rafał ma poczucie zobowiązania wobec Borysa. Gdyby nie jego upór, nie kandydowałby na prezydenta Polski i nie wzmocniłby się aż tak politycznie – dodaje.

W konflikt między obu panami czy polityczną ekspansję Trzaskowskiego w partii nie wierzy też dr Materska-Sosnowska. – Jeśli tak by było, źle wróżyłoby to losom PO. Trudno być silnym liderem, nie będąc w parlamencie – komentuje ekspertka.

Z nimi nie da się rozmawiać

W PiS nastroje są również dalekie od optymistycznych. Panuje poczucie, że oto z rąk wymknęła się historyczna szansa na odkręcenie zmian z 2018 r. (obniżono wtedy uposażenia parlamentarzystów o 20 proc., by odbudować notowania rządzących po aferze z nagrodami w gabinecie Beaty Szydło) oraz załatwienie problemu wynagrodzeń polityków na długie lata (bo powiązanie ich z pensjami sędziów Sądu Najwyższego oznaczałoby ich waloryzację). – Opozycja nas oszukała. Z tymi ludźmi nie da się normalnie rozmawiać – wścieka się polityk z kręgów rządowych.

Z jego relacji wynika, że pierwsze nieformalne rozmowy z opozycją o wyższych wynagrodzeniach zaczęły się jeszcze przed wyborami prezydenckimi. W lipcu i sierpniu jedynie się nasiliły. – Z ramienia PSL najbardziej chodził za tym Piotr Zgorzelski, a z KO Robert Kropiwnicki. Były rozmowy o dwóch, trzech średnich krajowych dla posłów, a nawet takie pomysły jak wypłacanie trzynastek czy dodatków stażowych. O te ostatnie zabiegał senator Marek Borowski – opowiada polityk PiS. Borowski w rozmowie z portalem TVP Info potwierdził, że „należałoby wprowadzić dodatek stażowy za każdą kadencję dla posłów i senatorów”. – Politycy opozycji mocno parli też na szybkie załatwienie sprawy. Premier i prezes Kaczyński woleli działać na spokojnie, chcieli tylko zainicjować dyskusję, ale opozycja uparła się przy swoim. No to ruszyliśmy z tematem – dodaje nasz rozmówca z PiS.

Podkreśla też, że zgodnie z pierwotnym planem to Senat miał wyjść z inicjatywą, a sprawę wstępnie zgodził się pilotować senator ludowców Jan Filip Libicki. Ale pod pewnymi warunkami. – Pierwszym krokiem miało być wspólne oświadczenie prezydiów Sejmu i Senatu, że należy w ogólnym porozumieniu uregulować sprawę wysokości wynagrodzeń. Po drugie: podpisać pod projektem mieli się w Senacie przedstawiciele wszystkich klubów. I po trzecie: uzyskam zgodę prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza – mówił Libicki portalowi Gazeta.pl. Sprawa jednak upadła, bo u senatora zdiagnozowano koronawirusa.

Jak słyszymy nieoficjalnie, pomysł, by Senat wyszedł z inicjatywą podwyżek, nie spodobał się marszałkowi Tomaszowi Grodzkiemu (KO). – Daliśmy jasny sygnał, że nie ma na to szans – mówi nam osoba zbliżona do marszałka. To wtedy zdecydowano, że sprawę przejmie Sejm, choć problemem było wypracowanie formuły wyjścia z nowymi regulacjami. PiS bał się, że opozycja wpuści go na minę – najpierw w kuluarowych rozmowach namówi partię rządzącą na złożenie projektu, a potem publicznie zgrilluje ją za nadmierny pociąg do pieniędzy w dobie koronakryzysu. – Dlatego postawiliśmy warunek, że albo pod projektem podpiszą się przedstawiciele wszystkich klubów, albo będzie to projekt komisyjny. Zwyciężył ten drugi wariant – opowiada jeden z działaczy PiS.

Ostateczna wersja projektu – jak mówi nam jeden z polityków KO – odbiegała od tego, na co umówiono się z PiS. – My weszliśmy w temat przede wszystkim dlatego, że była okazja docenić finansowo samorządowców, niesłusznie ukaranych cięciami pensji w 2018 r. Nie było wcześniej mowy np. o zwiększaniu subwencji partyjnych o 50 proc. Z kolei podwyżki miały wejść w życie od kolejnej kadencji lub najwcześniej po wyjściu gospodarki z kryzysu, a nie od razu – przekonuje nasz rozmówca z KO. Kształtem projektu podobno zaskoczone były nawet osoby z obozu rządzącego. – Najwyżsi urzędnicy w kancelarii prezydenta o uposażeniu dla pierwszej damy dowiedzieli się z mediów. Małżonka prezydenta w ogóle nie była włączona w rozmowy i nie zabiegała o takie wynagrodzenie – zapewnia w rozmowie z DGP polityk Zjednoczonej Prawicy.

Nie do ruszenia

Teraz w partii rządzącej panuje przekonanie, że temat podwyżek jest już nie do ruszenia w tej kadencji. Co u polityków wywołuje dużą frustrację. Niektórzy przewidują, że choć do rekonstrukcji rządu dojdzie najwcześniej we wrześniu lub w październiku, to jeszcze przed tym może dojść do kolejnych znaczących rezygnacji – także z powodu braku perspektyw na lepsze zarobki.

W tym tygodniu mieliśmy aż cztery dymisje. W poniedziałek o rezygnacji poinformował wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, następnego dnia to samo zrobił jego zwierzchnik Łukasz Szumowski. Obaj twierdzą, że odejść mieli wcześniej, ale wybuchła pandemia i decyzję o rozstaniu z ministerstwem trzeba było odłożyć. Szumowski jako jeden z kluczowych powodów swojej rezygnacji podał zmęczenie pracą.

Ale nie można też pominąć, że prokuratura prowadzi duże śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy zakupie przez resort zdrowia respiratorów i maseczek. Do tego spekuluje się, że rząd obawia się drugiej fali pandemii, wzmocnionej przez sezon grypowy. Pojawia się również wątek motywacji finansowych. – Cieszyński jest świetnym kandydatem na lobbystę farmaceutycznego. Z kolei Szumowski jest doświadczonym lekarzem, pewnie woli dużo więcej zarabiać poza polityką – ocenia nasz rozmówca z rządu.

Ze stanowiskiem wiceministra cyfryzacji w środę pożegnała się Wanda Buk. W resorcie (który zresztą w ramach rekonstrukcji może zostać zlikwidowany) rocznie zarabiała ok. 120 tys. zł brutto. Tymczasem na stanowisku wiceprezesa spółki PGE, gdzie pracę zacznie od września, zarobi niemal dziesięć razy tyle. W czwartek dymisję złożył zaś szef MSZ Jacek Czaputowicz. Pytanie, czy rząd częściowo nie zrekonstruuje się sam, zanim zabierze się za to Nowogrodzka.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.