Premier Szwecji Stefan Loefven oświadczył, że "szwedzkie interesy i priorytety zostały zabezpieczone" w zawartym w Brukseli porozumieniu w sprawie budżetu i funduszu odbudowy. Opozycja krytykuje premiera. Lewica uważa, że sformułowania dotyczące praworządności zostały ostatecznie osłabione". Liberałowie mówią o "rozwodnieniu" ostatecznego zapisu.

Szwedzka składka do unijnego budżetu wzrośnie o ok. 6 mld koron rocznie (ok 580 mln euro) do 45 mld koron (ok. 4,39 mld euro), ale pozostanie niezmieniona w stosunku do poziomu PKB, wynosząc 0,7 proc. tego wskaźnika.

Według Loefvena nowy wieloletni budżet to "wielka zmiana". "Nasz wkład do unijnego budżetu zostaje utrzymany na niskim poziomie, otrzymaliśmy największe w historii rabaty oraz po raz pierwszy w UE poszanowanie praworządności zostanie powiązane z wypłatą funduszy" - stwierdził szwedzki premier.

Reklama

Ogólna kwota unijnego budżetu jest jednak znacznie większa od pierwotnie proponowanej przez Szwecję, która należała obok m.in. Holandii oraz Danii do krajów określanych jako "skąpe". Szwecja chciała również wprowadzenia systemu pożyczek zamiast funduszu odbudowy.

W Sztokholmie premier Szwecji został skrytykowany przez opozycyjną Partię Lewicy, która zapowiedziała postawienie Loefvena przed Komisją Konstytucyjną (KU), będącą parlamentarnym organem kontrolnym wobec rządu. Przewodniczący Partii Lewicy Jonas Sjoestedt uważa, że uzgodniony pakiet środków "jest drogi dla Szwecji", a "ważne sformułowania dotyczące klimatu i praworządności zostały ostatecznie osłabione".

Podobne wątpliwości ma europosłanka Karin Karlsbo (szwedzka partia Liberałowie), która w komentarzu w mediach społecznościowych za "niefortunny" oraz "rozwodniony" uznała ostateczny zapis, mający zwiększyć presję na kraje łamiące zasady UE.