W szczycie nawałnicy ochotniczą straż pożarną z Podkarpacia zaangażowano do kręcenia filmu.
Na Podkarpaciu sytuacja powodziowa jest dramatyczna. Fala kulminacyjna na Sanie rodzi poważne zagrożenie. Wojewoda zwraca się do Ministerstwa Obrony Narodowej o pomoc wojska. Najgorzej jest w powiatach: rzeszowskim, łańcuckim, przeworskim i... przemyskim. Czym w tym czasie zajmuje się straż pożarna w centrum Przemyśla? Bierze udział w produkcji filmowej na potrzeby TVP. DGP widział zdjęcia zrobione krytycznej nocy z 26 na 27 czerwca przez czytelnika naszej gazety.
W tym czasie część ulic była wyłączona z ruchu na potrzeby produkcji serialu kręconego dla TVP na podstawie prozy Marka Krajewskiego. Jak potwierdziliśmy, ekipie filmowej pomagali strażacy. Przemyśl ma udawać przedwojenny Lwów, więc ulice najpierw trzeba było przysypać piaskiem, a po zakończeniu zdjęć spłukać je wodą z wężów strażackich.
Reklama
Jednak gdy pytamy Grzegorza Latuska, rzecznika komendy Miejskiej Straży Pożarnej w Przemyślu, o zaangażowanie straży, ten robi wielkie oczy. – W tym czasie wszystkie nasze wozy brały udział w akcjach ratunkowych. Niemożliwe, by jakikolwiek sprzęt lub strażacy byli w tym czasie zaangażowani do takich projektów – zapewnia. Po weryfikacji numeru bocznego pojazdu, okazało się, że to wóz strażacki należący do jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Wapowcach, małej wsi na terenie gminy Przemyśl.

Strażak w służbie sztuki

Reklama
Choć do pomocy państwowej straży pożarnej ściągane są jednostki, również OSP, także z ościennych województw, to akurat ta jednostka nie jest ujęta w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. Należą do niej jednostki OSP z odpowiedniej jakości sprzętem oraz poziomem wyszkolenia strażaków. Inna sprawa, że niektórzy strażacy ochotnicy, np. z województwa małopolskiego, przyjechali na Podkarpacie w własnej inicjatywy.
Na profilu w portalu społecznościowym OSP Wapowice widać, że wcześniej ten sam samochód był używany do usuwania skutków nawałnicy, która przeszła przez tę miejscowość oraz Łętownię i Ostrów. Strażacy m.in. wypompowywali wodę z piwnic czy usuwali powalone drzewa. Dlaczego więc w nocy z 26 na 27 czerwca, w samym środku sytuacji kryzysowej w regionie (10 tys. zawodowych strażaków i drugie tyle strażaków ochotników podjęło ponad 2 tys. interwencji) asystowali filmowcom?
– W momencie kiedy podpisywaliśmy umowę z producentem przecież nikt nie mógł przewidzieć, co się wydarzy. Ekipa filmowa jest z Wrocławia, nie mogliśmy się od tak wycofać – mówi Ryszard Miśniak, prezes OSP Wapowice, który z początku próbował tłumaczyć też, że skromne środki, jakimi dysponuje ta jednostka, i tak niewiele by pomogły, nim dokończył zdanie, zarzucił nam szukanie sensacji i się rozłączył. – Jak robimy dobrą robotę, to nikt nas nie pochwali, a do krytykowania to wszyscy – rzucił zdenerwowany.
O wiele bardziej rozmowna była Agnieszka Papiewska z firmy Mediabrigade, która produkuje serial dla TVP. – Prawie cała ekipa jest z Wrocławia i po doświadczeniach w 1997 r. doskonale wiemy, czym jest powódź i jakie są priorytety. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami mieliśmy zapewnioną pomoc OSP, ale z uwagi na sytuację, ograniczoną do minimum. Był tylko jeden samochód i trzech najstarszych strażaków, którzy, niczego im nie ujmując, na pewno są już o wiele mniej sprawni niż ich koledzy, którzy musieli w tym czasie być na „froncie” działań. Planowaliśmy też wypożyczyć podnośnik od państwowej straży pożarnej, ale ze zrozumiałych względów nam odmówiono – tłumaczy Papiewska, dodając, że wszystkie działania ekipy filmowej oraz współpraca z różnego rodzaju służbami jak straż miejska czy pożarna prowadzone są w porozumieniu z władzami miasta i za ich zgodą.
– Jeśli, a wszystko na to wskazuje, została zachowana gotowość bojowa, czyli w czasie gdy jeden z wozów był wykorzystywany na potrzeby filmowe, a pozostałe albo pozostały w gotowości, albo nawet były używane w akcjach ratowniczych, to nie doszukiwałabym się w działaniach strażaków ochotników czegoś niestosownego – uspokaja Nina Mirgos-Kilanowska, rzecznik prasowy Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP. – Tamtejsza jednostka dysponuje naprawdę skromnym sprzętem, a sytuacja w regionie była ekstremalna – dodaje.

Trwa szacowanie strat

Przykładowo tej samej nocy wezbrane wody porwały wóz strażacki, w którym znajdowała się ewakuowana rodzina. Dlatego wojewoda podkarpacki Ewa Leniart wezwała na pomoc wojsko, które dysponuje ciężkim sprzętem, jakiego nie mają najlepiej wyposażone jednostki strażackie. Do pomocy powodzianom wykorzystano pół tysiąca żołnierzy wojsk inżynieryjnych, których zadaniem była ewakuacji ludzi i sprzętu, udrażniania szlaków komunikacyjnych oraz odbudowy zniszczonej infrastruktury. Oprócz tego w walkę z żywiołem zaangażowano też Wojska Obrony Terytorialnej.
Sytuacja w regionie była dramatyczna. W niektórych miejscach spadło nawet 150 litrów wody na 1 mkw. Wiele domów zostało zalanych, a ludzie przed wzbierającą wodą musieli się chronić na dachach budynków. Przeprowadzono ok. 400 ewakuacji. Część osób uratowano łodziami, amfibiami, a były przypadki, gdzie do poszkodowanych nie dało się dotrzeć inaczej niż za pomocą helikoptera.
Obecnie, choć w niektórych miejscach brakuje wody pitnej (bo woda zalała studnie), a część osób nadal nie może wrócić do swoich domów, sytuacja jest już opanowana. Trwa szacowanie strat, ale już wiadomo, że kwoty pójdą w miliony. Od soboty lokalne samorządy powołują komisje, które będą szacować straty po to, aby mogły być uruchamiane kolejne zasiłki w kwocie do 200 tys. zł na remont zniszczonych przez wodę budynków.
Uszkodzonych jest wiele budynków mieszkalnych, gospodarczych oraz użyteczności publicznej (niektóre być może będą się nadawać tylko do rozbiórki). Występująca z koryt rzek woda zerwała też wiele dróg i mostów. Minister finansów zdecydował o zabezpieczeniu prawie 9 mln zł na zaspokojenie pierwszych pilnych potrzeb dla poszkodowanych, a miejskie i gminne ośrodki pomocy społecznej złożyły do wojewody wnioski o pomoc dla ponad 1 tys. rodzin na łączną kwotę prawie 6 mln zł.
Na planie był jeden samochód i trzech najstarszych strażaków