W komentarzu z 10 września „Politycy wypełnili próżnię po was” redaktor Marek Tejchman stawia ludziom gospodarki nie tylko retoryczne pytania. To bardzo ważny głos. Zmusza przedsiębiorców i ich organizacje do wiwisekcji. Jaką rolę odgrywamy w życiu publicznym? Czy angażujemy się w sprawy całego kraju?
Reklama
Mogę odpowiedzieć – chcemy, na miarę naszych możliwości. Ale nie jesteśmy politykami i z reguły nie chcemy nimi być. Firmy wymagają kilkunastogodzinnej, codziennej pracy, nierzadko w święta. Czy powinniśmy się bardziej angażować? Powinniśmy. Robimy to na różne sposoby. Ciągle niedostatecznie, ale jednak.
Czy wspieramy polskie uczelnie? Think tanki? Instytuty badawcze? Kooperacja biznesu z ośrodkami badawczymi wciąż raczkuje, ale z roku na rok jest coraz lepiej. Firmy otrzymują dostęp do specjalistów, uczelnie do pieniędzy, studenci do praktyki. Przykładem niech będzie Polskie Forum Akademicko-Gospodarcze, kojarzące czołowych biznesmenów i rektorów najważniejszych ośrodków akademickich. Powstało wiele konkretnych, wspólnych przedsięwzięć.
Członkami Business Centre Club w szczytowym okresie było 27 szkół wyższych. Prowadzimy studia MBA wspólnie z Gdańską Fundacją Kształcenia Menedżerów. Od 2001 r. ukończyło je 600 słuchaczy. Sama fundacja wyedukowała ich ponad 3 tys. W klubie działa od wielu lat Studenckie Forum BCC, skupiające 400 studentów z 10 najważniejszych uczelni w Polsce, przyswajających sobie praktykę biznesu. Przeszkodą jest system prawny i podatkowy dla uczelni i firm podejmujących z nimi współpracę. Nie narzekamy, ale wszyscy staramy się wprowadzić uproszczenia. Każda bez mała firma członkowska BCC ustawicznie kształci swoich pracowników, kierując ich na spotkania doradcze organizowane przez naszą organizację. Pogłębiając wiedzę praktyczną, stają się partnerami zarządów firm. To wciąż za mało, ale m.in. dzięki temu w latach 2016–2018 już 35,8 proc. firm działających w Polsce było aktywnych innowacyjnie – wprowadziły co najmniej jedną innowację dowolnego typu.

Reklama
Czy mało inwestujemy? Na przestrzeni lat 1995–2017 stopa inwestycji oscylowała w Polsce między 18 a 24 proc. PKB. Owo zaangażowanie ludzi gospodarki przyniosło efekty. W latach 1989–2018 polski PKB wzrósł aż o 827 proc.! To najlepszy wynik w Europie.
Polacy potrafili i potrafią też współpracować ze sobą w europejskiej ekspansji i wchodzić na zagraniczne rynki. W 2018 r. wyeksportowaliśmy towary o wartości 221 mld euro, o 7 proc. więcej niż w 2017 r. 80 proc. polskiego eksportu trafia do państw członkowskich Unii Europejskiej. Bardzo prawdopodobne, że eksport towarów wzrośnie w 2019 r. o 6 proc., a import o 5 proc. Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli powiem, że jest to wkład przedsiębiorców w rozwój naszego państwa. A także we wzrost płac pracowników. Płace minimalne były podnoszone od 260 zł w 1995 r. do obecnych 2250 zł. I nie był to tylko wynik ustaleń w dawnej Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych między rządem, związkami zawodowymi i pracodawcami, ale także samych przedsiębiorców z małych, średnich i dużych firm. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze prywatnym wyniosło w lipcu 5182 zł (w skali roku wzrost o 6,8 proc.). I to nie tylko jako rezultat „rynku pracownika”, czyli braku rąk do pracy, lecz także świadomych i autonomicznych decyzji pracodawców. Obecne zainteresowanie inwestycjami polskich firm jest jednak najniższe od 2013 r. Co prawda w pierwszych trzech miesiącach 2019 r. był 12,6-proc. wzrost, ale analitycy oczekują w tym roku obniżenia nakładów brutto na środki trwałe. Jednym z powodów obniżonego optymizmu przedsiębiorców jest strach przed spowolnieniem gospodarczym idącym z Zachodu. Innym – niejednoznaczne, często niespójne prawo gospodarcze, różnie interpretowane przez instytucje kontrolujące, stawiające nierzadko przedsiębiorcę w roli podejrzanego, narażonego na wielomilionowe grzywny czy nawet kary więzienia. Przedsiębiorcy są tylko ludźmi.
Czy zatem nie jest celowe, jak wskazuje red. Marek Tejchman, zbudowanie jednej, dużej organizacji reprezentującej polski biznes? Otóż BCC, wspólnie z Krajową Izbą Gospodarczą, Polską Radą Biznesu, Związkiem Rzemiosła Polskiego i innymi organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców, opracował w 2008 r. projekt ustawy o powszechnym samorządzie gospodarczym, finansowanym z odpisów VAT. Nie znalazł on jednak akceptacji polityków partii ówcześnie głosujących w Sejmie. Dzisiaj lansowane są przez nich koncepcje samorządu przymusowego, z obowiązkowymi składkami. Na taki samorząd biznes, od mikro- i małego do dużego, nie może i nie chce się zgodzić. Zasadnie obawia się groźby przejęcia struktury samorządu przez biurokrację polityczną. Jest jeszcze inna strona medalu. Organizacje przedsiębiorców, izby gospodarcze, cechy rzemieślników, kluby przedsiębiorców, zrzeszenia, związki centralne i regionalne stanowią olbrzymie bogactwo życia gospodarczego i publicznego w Polsce. Są ich setki. Mają swój dorobek, swoje tradycje i metody działania na rzecz swoich, bardzo zróżnicowanych branżowo, finansowo i terytorialnie członków. Tworzą bogactwo społeczne, budujące społeczeństwo obywatelskie. Scalenie tego w jedną organizację mogłoby to wszystko zaprzepaścić.
Jak zatem wznieść się ponad osobiste animozje i branżowe kłótnie – pyta red. Tejchman. No cóż, do końca się ich nie pozbędziemy. Ale sytuacja nie wygląda aż tak źle. W sprawach stanowiących wspólną troskę biznesu przedsiębiorcy i ich organizacje potrafią mówić jednym głosem. Najświeższy przykład to apel 55 organizacji pracodawców do rządu w sprawie utrzymania limitu składek na ZUS. Możliwości zorganizowanego artykułowania wspólnych poglądów, regionalnych i centralnych, jest dużo. Byłem inicjatorem utworzenia kilkanaście lat temu Rady Przedsiębiorczości, której członkowie – najważniejsze organizacje biznesu w Polsce – spotykają się na wspólnych konsultacjach do dzisiaj. Funkcjonuje Rada Dialogu Społeczne go, w skład której wchodzą ustawowo najbardziej reprezentatywne organizacje biznesu (także Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego). Usiłują prowadzić dialog partnerski z rządem i związkami zawodowymi w najważniejszych gospodarczych i społecznych sprawach – edukacja, służba zdrowia, nauka etc. Ale, trawestując słowa wiersza, „z tym największy jest ambaras, aby troje chciało naraz”.
Pytanie zasadnicze brzmi: na ile partnerzy biznesu liczą się z jego opiniami. Rząd dysponuje władzą wykonawczą, związki – strajkami. Biznes jedynie argumentami merytorycznymi. Jest w tym trójczłonie ogniwem najsłabszym. Od niego jednak wychodzą opinie, analizy, prognozy, wnioski, projekty rozporządzeń czy nawet ustaw. Mają charakter nie tylko ekonomiczno-finansowy, lecz także państwowotwórczy. Uwzględniają interesy pracowników i konkurencyjność Polski na scenie międzynarodowej.
Czy można zrobić więcej?
Można, ale do tego potrzebne są chęć i zgoda rządu oraz związków zawodowych, że budujemy razem społeczeństwo obywatelskie. Czyli silna reakcja ustawodawcza, otwierająca drzwi przedsiębiorcom do, jak postuluje red. Marek Tejchman, większego i dłuższego zaangażowania w sprawy kraju. Takiej reakcji (gotowości) brakuje. Dlaczego nie przekształcić Senatu RP, będącego izbą refleksji tylko z nazwy, w izbę społeczno-gospodarczą? Reprezentanci różnych środowisk, w tym przedsiębiorcy, mieliby zagwarantowane miejsca senackie, by skutecznie weryfikować buble prawne uchwalane przez Sejm. Można powrócić do projektu umowy społecznej, wzorem Irlandii lub Hiszpanii, która porozumieniem partii, rządu, pracodawców i związkowców zwiększyłaby efektywność gospodarki. W 2006 r. przygotowywaliśmy zręby takiej umowy przy współudziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prace zarzucono po jego śmierci.
Można zrezygnować z przyspieszonej ścieżki legislacyjnej i wprowadzić dla ministerstw obowiązek konsultowania każdego projektu ustawy m.in. z przedsiębiorcami. Ponadto skonkretyzować regulacje instytucji „wysłuchania publicznego” w regulaminach Sejmu i Senatu RP; zwiększyć zakres podmiotów (przedsiębiorców) uprawnionych do inicjatywy ustawodawczej; zmniejszyć liczbę głosów wymaganych do takiej inicjatywy; przywrócić misję publiczną TVP jako m.in. forum dialogu społecznego (dopóki TVP jest trybuną polityków, na taką misję nie ma szans). Można jeszcze więcej. Ale trzeba wypracować zgodę wszystkich aktorów skonfliktowanej sceny publicznej w Polsce na zwiększenie udziału obywateli, w tym przedsiębiorców, w stanowieniu prawa. To już temat na osobny tekst.
Kooperacja biznesu z ośrodkami badawczymi wciąż raczkuje, ale z roku na rok jest coraz lepiej