Od szefa kongresowej komisji sprawiedliwości zależy, czy zostanie uruchomiona procedura pozbawienia prezydenta urzędu.
Reklama
Kongresmen Ben Ray Luján z Nowego Meksyku, czwarty w hierarchii w kierownictwie Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów, wezwał do wszczęcia procedury impeachmentu Donalda Trumpa. – Uważam, że prezydent nie zadbał o to, by ochronić wyborcze procedury przed wpływem sił pochodzących z zagranicy. Dlatego opowiadam się za rozpoczęciem działań, które odsłonią przed Amerykanami prawdę na ten temat – powiedział we wtorek polityk.
I dodał, że jego zdaniem raport Roberta Muellera, będący efektem śledztwa specjalnego prokuratora w sprawie powiązań sztabu obecnego prezydenta z Kremlem, ujawniony pod koniec kwietnia, nie pozostawia wątpliwości, że ludzie z ekipy Trumpa próbowali nawiązać kontakt z Rosjanami, by skorzystać ze zdobytych przez ich hakerów informacji i że wobec tego gospodarz Białego Domu przedłożył własny interes nad interes narodu.
Luján jest pierwszym politykiem z kierownictwa demokratów, który poparł wszczęcie impeachmentu. Ale i coraz więcej szeregowych polityków partii oraz demokratycznych kandydatów do nominacji w przyszłorocznych wyborach prezydenckich jest pewnych, że należy ten proces wdrożyć. Naciskają w tej sprawie na przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.
Za jest już 128 kongresmenów, a 106 się dotąd nie wypowiedziało. Ci stroniący od zabrania stanowiska zostali wybrani w okręgach, w których Trump jest wciąż popularny. Pelosi jak dotąd była wstrzemięźliwa, bo obawia się gniewu wyborców i utraty większości w Izbie przy kolejnym cyklu wyborczym za 15 miesięcy. Tymczasem o impeachment zaapelowali na Twitterze senatorowie Cory Booker, Kirsten Gillibrand i Bernie Sanders oraz burmistrz South Bend w Indianie Pete Buttigieg, którzy walczą o Biały Dom.
Przewodniczący komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów Jerry Nadler, bliski współpracownik Pelosi, mówił, że skoro specjalny prokurator nie zdołał ustalić, czy prezydent popełnił przestępstwo, kłamał i spiskował, nadszedł czas, by rozpoznaniem prawdy zajął się Kongres. Ale nie powiedział nic o ewentualnym kalendarzu tego procesu. Eksperci są zdania, że skoro prokuratura i Departament Sprawiedliwości umywają ręce, a jednocześnie nie chcą jednoznacznie powiedzieć, że do przestępstwa nie doszło, sprawa jest teraz po stronie parlamentu.
– To precedens nie tylko w amerykańskiej polityce, ale też w tworzeniu źródeł prawa, bo w zasadzie zwalnia każdego przyszłego prezydenta od odpowiedzialności karnej, czegokolwiek by się dopuścił. Raport Muellera zdefiniował model, w ramach którego wobec przywódcy państwa można prowadzić dochodzenie, ale w jego efekcie nie można postawić go w stan oskarżenia – mówi DGP Jens David Ohlin, konstytucjonalista z Cornell Law School.
Jego zdaniem to Mueller podjął taką decyzję. Przyznał co prawda, że w resorcie sprawiedliwości obowiązuje doktryna, że nie można oskarżyć urzędującego prezydenta, ale obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej byli przekonani, że te regulacje są drugorzędne wobec uprawnień specjalnego prokuratora. To do niego miała należeć decyzja o postawieniu Donaldowi Trumpowi zarzutów kryminalnych. Zgadzają się z tym specjaliści od prawa konstytucyjnego o bardzo konserwatywnych poglądach.
Ustawa zasadnicza zostawia drogę do innej procedury niż postępowanie prokuratorskie i proces sądowy, a mianowicie impeachment, o którym mówiono wiele razy, odkąd pojawiły się wątpliwości co do udziału Kremla w kampanii Trumpa. Przypomina to zwykły proces, tyle że odbywa się na forum władzy ustawodawczej. Izba Reprezentantów działa tu jak kolegialny prokurator. Formułuje zarzuty, stawia prezydenta w stan oskarżenia i wysyła dokumenty Senatowi, gdzie zaczyna się proces. A senatorowie są zbiorowym sędzią. Obradom przewodniczy prezes Sądu Najwyższego, ale jego rola sprowadza się do nadzorowania procedur.
Jerry Nadler czeka tylko na sygnal Nancy Pelosi. I od niego teraz zależy ocena tego, czy naruszono ustawę zasadniczą, co byłoby wystarczającym powodem rozpoczęcia procedury impeachmentu. Zwłaszcza że nie ma sprecyzowanej definicji, kiedy można ją wszcząć. Ponad cztery dekady temu dziennikarze zapytali ówczesnego szefa republikanów w Izbie i późniejszego prezydenta Geralda Forda, jakie nadużycie władzy zasługuje na impeachment. Odpowiedział im, że każde, które za takie uzna większość kongresmenów.
Nadler może też chcieć sprawdzić, dlaczego śledztwo w sprawie ewentualnych przestępstw seksualnych, jakich miał się dopuścić Brett Kavanaugh, wówczas kandydat do Sądu Najwyższego, a dziś już sędzia SN, było tak pobieżne i powierzchowne.