Bardziej zależy nam na załatwieniu dobrej teki czy ważnych kwestii, takich jak budżet czy klimat?
Nie ma takiej alternatywy. Skład personalny komisji i jej uformowanie programowe to części jednej politycznej całości. Nowa kadencja Komisji to moment nie tylko ustalenia personaliów, lecz także kierunków programowych.
Reklama
Jeśli chodzi o teki w Komisji, to z wypowiedzi członków rządu wynika, że zależy nam na energii czy konkurencji. Jakie mamy preferencje?
Polska ma zbyt szerokie interesy w UE, żeby redukować to do jednej czy drugiej teki. Wspomniane nazwy to tylko przykłady, gdyż Komisja może być inaczej uformowana, teki mogą być inne niż dziś. Na pewno dla każdego rozwiniętego państwa szeroko pojęte zarządzanie gospodarcze jest kluczowe. UE ma w tych kwestiach duże kompetencje i wpływ na to, co się dzieje w naszej gospodarce. Natomiast Polska jako kraj graniczny ma także istotne interesy w dziedzinach zewnętrznych UE. W zasadzie nie ma takiej kwestii, gdzie nie ma jakichś polskich interesów w Unii.

Reklama
Padnie dziś nazwisko kandydata?
Spodziewamy się, że oprócz dyskusji na temat programowych kierunków działań KE przewodnicząca elekt będzie chciała rozmawiać o obsadzie personalnej.
Szefowa Komisji daje do zrozumienia, że oczekuje przedstawienia także kandydatury kobiety.
My także z tym nie mamy żadnego problemu. Ale zwracam uwagę, że państwa członkowskie w niewielkim stopniu stosują się do tego założenia. Uznają, że mają prawo do rekomendacji najlepiej oddających ich interesy.
Ale jeśli rozmawia się nieoficjalnie o naszych kandydatach, to słychać, że jedyną kandydatką jest Jadwiga Emilewicz, innej kobiety nie ma. Choć faworytem jest Krzysztof Szczerski. Pana nazwisko także się pojawia.
Czytam prasę, ale dyskusje o obsadzie personalnej będą się toczyły po ustaleniu potencjalnego obszaru odpowiedzialności naszego komisarza. Według zasady najpierw cele, potem osoby do ich realizacji. Będzie to przedmiot wewnętrznych ustaleń w rządzie, konsultacji z większością parlamentarną, a następnie konsultacji z przewodniczącą elektem. Żaden fragment tego procesu nie odbywa się publicznie.
Brzmi, jakby to był początek drogi.
Na pewno nie. Przyszła KE jest przedmiotem wstępnych rozmów premiera od kilku tygodni w różnych formatach, choć przyspieszenie nastąpiło ostatnio, kiedy podjęliśmy decyzje w Radzie i w PE, by przewodniczącą była Ursula von der Leyen. Przewodnicząca elekt wie już sporo o zapatrywaniach premiera Morawieckiego. Pierwsze rozmowy toczyły się jeszcze przed decyzjami Rady Europejskiej.
Na ile mówienie w mediach przez członków rządu o tece energii to zgłoszenie postulatu, a na ile gra negocjacyjna o inne stanowisko?
Na pewno wokół formowania całej Komisji toczy się wiele gier, ale dziś to wewnętrzny proces w rządzie, większości parlamentarnej, będący elementem uzgodnień z przewodniczącą KE. Dopóki nie zapadną rozstrzygnięcia, nie będzie publicznie komunikowany.
Część krajów chce podtrzymania tek dla własnych kandydatów, to przykład Fransa Timmermansa.
Do tej pory nie było takiej praktyki.
Frans Timmermans dalej będzie mógł zajmować się praworządnością?
Nie wiem, jaką tekę będzie miał kandydat Holandii. Podkreślam, że zasada praworządności nie jest przedmiotem sporu między nami. Przedmiotem sporu jest sposób jego prowadzenia przez Fransa Timmermansa, który doprowadził do eskalacji politycznej ponad miarę. Przez ostatnich kilkanaście miesięcy stworzyliśmy liczne szanse, by z tego drzewa zejść, ale ustępująca KE nie była w stanie tego zrobić.
Rozmowy z panią elekt dają nadzieję?
Z przewodniczącą elekt rozmawiamy o żywotnych interesach Polski w UE. Rozmawiamy o tych sprawach, które były naszym wkładem do agendy strategicznej – rozwoju wspólnego rynku, polityce obronnej, a w szczególności o zasadach kompromisu w dwóch kluczowych sprawach: budżecie i klimacie. To są realne problemy. W sprawie praworządności nie oczekujemy żadnych koncesji, a wyłącznie poszanowania naszego prawa do obrony i egzekwowania kompetencji krajowych w niektórych obszarach polityki.
Kiedy nastąpi finał i teki się poukładają?
Zależy to od postępu negocjacji także w innych stolicach. To nie tylko jest kwestia bilateralna pomiędzy przewodniczącą a stolicą. Struktura Komisji musi być satysfakcjonująca dla wszystkich państw, które też mają swoje oczekiwania. Być może to będzie skutkowało nowymi portfolio. Byłbym zaskoczony, gdyby ich nie było, biorąc pod uwagę, że czasy się zmieniły i nowe rzeczy są ważne.
Jakie mogą być nowe teki?
To zostawmy przewodniczącej. Ale pojawiły się przed UE nowe problemy – w szczególności obronność i sektor cyfrowy – zarówno pod kątem rynkowym, jak i bezpieczeństwa.
Są sygnały, że wyślemy nasze typy do końca tygodnia.
To będzie zależało od tego, czy szybko uda się uzgodnić zakres kompetencji. Być może tak. Sam fakt, że przewodnicząca decyduje się na bardzo szybką wizytę w Warszawie, może być odczytany nie tylko jako kwestia polityczna, ale również jako przygotowanie do tego, by złożyć ofertę, która będzie atrakcyjna dla Polski.
Komisarzy musi zaakceptować Parlament Europejski. Biorąc pod uwagę porażkę w głosowaniu Beaty Szydło, może dojść do awantury na temat polskiego komisarza?
PE coraz chętniej sięga po konfrontację z instytucjami, zarówno z Komisją, jak i Radą. Na pewno w tle będzie emocja związana z tym, że to Rada Europejska zmieniła tryb wyboru przewodniczącego KE, być może na zawsze, odchodząc od zasady spitzenkandidaten. Polska i Francja miały w tym walny udział. Duch konfrontacji jest silnie obecny w tej kadencji, dlatego myślę, że proces wyłaniania nowej Komisji będzie nerwowy i będzie to pole do kolejnego zmagania się, także instytucjonalnego i politycznego.
Przez Polskę?
Nie, to dotyczy szerszej grupy państw czy kandydatów, którzy potencjalnie mogą wywoływać emocje w parlamencie.
Parlament może okazać się większą przeszkodą dla polskiego komisarza niż samo uzgadnianie sprzecznych interesów państw z nową przewodniczącą?
Parlament może być trudny z uwagi na panującą tam atmosferę konfrontacji. Mogliśmy to już zaobserwować. Ta kadencja jest dużo bardziej wybuchowa. ©℗