Świat szybko uznał zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego. Skala poparcia, którą pokazały sondaże exit poll, nie pozostawiała złudzeń. Jeszcze zanim podano oficjalne rezultaty, Zełenskiego do Berlina zaprosiła kanclerz Niemiec Angela Merkel, a do Warszawy – Andrzej Duda. Polski prezydent był pierwszym zagranicznym przywódcą, który pogratulował Zełenskiemu zwycięstwa.

Wyniki uznała także Moskwa. „Są szanse na poprawę relacji z naszym krajem. Czego do tego trzeba? Uczciwości. I pragmatycznego, odpowiedzialnego podejścia” – napisał w poniedziałek na Facebooku premier Dmitrij Miedwiediew.

Rosja liczy, że nowego prezydenta łatwiej będzie nakłonić do ustępstw. Kreml przygotowuje się do nowych targów, podbijając stawkę. Rosja wykonała wiele nieprzyjaznych ruchów – od nieoficjalnej zapowiedzi wyposażenia w rosyjskie paszporty mieszkańców okupowanych terenów Donbasu po wprowadzenie ograniczeń w handlu z Ukrainą. Własny plan pokojowy dla Zagłębia Donieckiego przedstawił lider partii O Życie Wiktor Medwedczuk, prywatnie przyjaciel prezydenta Władimira Putina. Zakłada on przyznanie autonomii separatystom z Doniecka i Ługańska w ramach państwa ukraińskiego w zamian za obniżenie ceny gazu, jeśli Kijów zdecyduje się wrócić do bezpośrednich transakcji z Gazpromem.

Reklama

– Dla nich to sytuacja win-win. Albo Zełenski pójdzie na realne ustępstwa, albo nie i wówczas presja Moskwy będzie większa niż dotychczas – mówi DGP publicysta Karł Wołoch, zwolennik Poroszenki. – Ale planu Medwedczuka nikt się nie odważy przyjąć, bo gniew narodu zmiótłby go w kilka dni. A mundurowi po rewolucji godności 2014 r. nie są gotowi do siłowej obrony władzy przed ludźmi – dodaje.

W niedzielny wieczór w sztabie Zełenski powiedział, że w relacjach z Rosją jest zwolennikiem oparcia się na istniejących dotychczas formatach międzynarodowych konsultacji między Rosją, Ukrainą a Zachodem – formacie normandzkim i mińskim porozumieniu pokojowym. Kontynuację w polityce zagranicznej zapowiadają też sztabowcy, z którymi rozmawialiśmy. Przeciwnicy elekta obawiają się jednak, że przez niedoświadczenie albo świadomą grę na układ z Kremlem Zełenski może zapłacić ustępstwami utrudniającymi Kijowowi integrację z Zachodem.

Reklama

Nie bardzo wiadomo też, czego można się spodziewać w kwestii relacji z Warszawą. W polskich kręgach dyplomatycznych słychać nadzieje, że nowe władze doprowadzą do zniesienia zakazu ekshumacji Polaków zabitych podczas I wojny światowej, wojny polsko-bolszewickiej i zbrodni wołyńskiej. Albo do zwolnienia kreatora ukraińskiej polityki pamięci, dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wjatrowycza. – Ludzie Poroszenki oszukali nas tyle razy, że może być tylko lepiej – usłyszeliśmy w kancelarii prezydenda Dudy.

Problem w tym, że Zełenski podczas kampanii raczej nie poruszał tego typu tematów. Polska w jego programie pojawiła się raz: kandydat chciałby, by zamiast ogłoszeń „praca w Polsce” nad Wisłą pojawiły się ogłoszenia „praca na Ukrainie”. – Jestem otwarty na dyplomatyczne uczestnictwo Polski w rozmowach dotyczących Donbasu i Krymu – przekonywał Zełenski w odpowiedzi na pytania portalu Eastbook.eu. Potem jednak jego sztabowcy łagodzili te wypowiedzi.

– Zełenski potrzebuje sukcesów w polityce zagranicznej, więc może mu zależeć na poprawie relacji z Polską. A pierwszym krokiem mogłoby być zniesienie zakazu ekshumacji. Choć pamiętajmy, że odpowiada za to rząd, a nie głowa państwa – mówi nam jeden z ukraińskich publicystów. Polscy dyplomaci studzą te oczekiwania, podkreślając, że Polska dla Zełenskiego nie jest priorytetem. Być może okazja do przetestowania nowej ekipy nadarzy się, jeśli nowy lider skorzysta z zaproszenia do złożenia wizyty w Polsce.

Szybkie sukcesy są potrzebne także po to, by wygrać jesienne wybory parlamentarne, które już teraz są określane III turą prezydenckich. System polityczny Ukrainy sprawia, że prezydent bez większości parlamentarnej nie będzie miał swobody ruchów. Wprawdzie wirtualna na razie partia Sługa Narodu, nazwana od serialu, który wylansował Zełenskiego na polityka in spe, prowadzi w sondażach, ale wygrana na jesieni nie jest pewna.

Narzędziem do utrzymania poparcia mają być rozliczenia. Deputowany Witalij Kuprij, który stanął na czele parlamentarnej grupy poparcia Zełenskiego, jest prawnikiem zbliżonym do Ihora Kołomojskiego, oligarchy stojącego za nowym prezydentem. – Umówiliśmy się, że przygotuję propozycje programowe w sprawie zmian w sądownictwie i strukturach ochrony prawa – mówi DGP Kuprij.

Jego pomysł na razie opiera się na zmianach kadrowych. Kuprij przekonuje, że pierwszym krokiem powinno być odwołanie szefów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i prokuratury generalnej. Powołani na ich miejsce ludzie – pełnoprawni szefowie lub p.o., jeśli nie zatwierdzi ich parlament – mają zająć się pokazowymi zatrzymaniami ludzi oskarżanych o korupcję. – Mamy gotowe materiały, by wszcząć 70 spraw karnych przeciw najważniejszym urzędnikom – mówi poseł.

Polityk Dmytro Hnap, który zrezygnował z kandydowania na rzecz prozachodniego Anatolija Hrycenki, wskazuje, że aby uniknąć zarzutu wszczynania procesów politycznych, nowe władze powinny jednakowo traktować otoczenia Poroszenki i Kołomojskiego. Czy Zełenski zdecyduje się wystąpić wbrew interesom swojego wspólnika? – Zobaczymy po jego pierwszych krokach – ucina Witalij Kuprij.

Organy państwa szykują się już do powrotu Kołomojskiego. W przeddzień ciszy wyborczej kijowski sąd uznał za nielegalną decyzję o nacjonalizacji największego banku. PrywatBank został dokapitalizowany, bo oligarcha traktował go jak prywatną skarbonkę i instytucja stanęła na krawędzi bankructwa. Upadek PrywatBanku oznaczałby niechybny krach systemu bankowego. Teraz Kołomojski żąda od państwa rekompensaty liczonej w miliardach dolarów.

– Z Kołomojskim można się dogadać, chociaż czasem jego interesy wygrywają z interesami państwa. Oczekuję od prezydenta, że nie będzie się konfliktował z oligarchami ani z nimi układał, lecz wprowadzi jasne reguły gry oparte na prawie – mówi Kuprij. – Jeśli Zełenski faktycznie okaże się marionetką Kołomojskiego, żadnego postępu nie będzie – dodaje Hnap. – Zełenski to szansa, ale żadna gwarancja – przyznawał niedawno jego zwolennik Micheil Saakaszwili.

Wciąż nie wiadomo, z kim Zełenski zamierza rządzić. Ołeksandr Danyluk, ceniony na Zachodzie były minister finansów, był przedstawiany jako kandydat na szefa MSZ. Tuż po ogłoszeniu wyników exit poll oświadczył, że go ta funkcja nie interesuje. Otoczenie elekta to różnorodny konglomerat. Poza reformatorami w rodzaju Danyluka są ludzie Kołomojskiego, jak prawnik Andrij Bohdan, a nawet dawni współpracownicy Partii Regionów, jak Rusłan Riaboszapka, który walczył z korupcją w rządzie Mykoły Azarowa, najbardziej skorumpowanym w historii Ukrainy.

Jeśli Zełenski wygra wybory jesienią, będzie mógł przystąpić do budowy koalicji. Elekt odżegnuje się od sojuszu z Blokiem Poroszenki czy siłami prorosyjskimi. Kuprij uzupełnia, że wśród potencjalnych koalicjantów widzi Ojczyznę Julii Tymoszenko, Hrycenkę czy potencjalny ruch piosenkarza Swiatosława Wakarczuka. Do tego czasu Zełenski będzie się musiał mierzyć z niechętnym parlamentem. Zwłaszcza jeśli zaproponuje rozwiązania, które uderzają w interesy posłów, jak zniesienie immunitetu.

– Zełenski dowiódł, że potrafi działać niestandardowo. Jeśli parlament odrzuci ważny projekt, nagra kolejny film na YouTube’a i wezwie zwolenników do protestów. W ten sposób skutecznie działa postrewolucyjny premier Armenii Nikol Paszinjan – mówi Dmytro Hnap. Innego zdania jest Karł Wołoch. – Bez większości w parlamencie Zełenski będzie jeszcze bardziej uzależniony od Kołomojskiego – przekonuje.

O to, jakim szefem jest elekt, spytaliśmy w noc wyborczą Jewhena Koszowego, aktora i komika, który w „Słudze narodu” grał szefa MSZ. – Stosował metodę kija i marchewki – usłyszeliśmy. Zapytaliśmy też, jak zamierza uczcić sukces kolegi. – Narąbię się. Na świecie jest bardzo dużo alkoholu – odpowiedział.