Pod okiem unijnych audytorów. Bruksela sprawdza, jak nasz kraj wydatkuje eurofundusze

unia europejska
unia europejskaShutterStock
26 lutego 2019

Polski rząd uważa, że Bruksela nadmiernie interesuje się tym, jak nasz kraj wydatkuje eurofundusze . Z tego powodu pisemnie interweniuje w Komisji Europejskiej

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zwróciło się do Komisji Europejskiej z prośbą o „statystyczne zestawienie misji audytowych Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO) i KE w poszczególnych państwach członkowskich”.

Jak poinformowano nas w resorcie, przyczyną tego wystąpienia był „systematyczny wzrost liczby audytów prowadzonych w Polsce przez ETO i KE”. Jak podaje Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, w 2018 r. było 27 tzw. misji audytowych KE i ETO, podczas gdy jeszcze w latach 2014–2015 zaledwie po 12. – W naturalny sposób powoduje to zwiększenie obciążeń administracyjnych zarówno po stronie państwa członkowskiego, jak i beneficjentów realizujących projekty z dofinansowaniem unijnym – informuje nas biuro komunikacji MIR.

O sprawę pytamy jednego z ministrów w rządzie PiS. – Z jednej strony te częstsze kontrole to zapewne efekt przyspieszenia w wydawaniu przez Polskę eurofunduszy i dużych inwestycji, które są dzięki temu realizowane. Pamiętajmy, że nasz kraj jest jednym z europejskich liderów, zarówno jeśli chodzi o tempo wydatków, jak i pulę pieniędzy, jaką ma do dyspozycji. Ale z drugiej strony trudno nie odnieść wrażenia, że Komisja Europejska robi nam trochę na złość i że nie jest to wolne od bieżących napięć politycznych – ocenia nasz rozmówca.

Na odpowiedź Komisja ma trzy miesiące i – jak słyszymy – ministerstwo wciąż na nią czeka. Ma ona umożliwić „statystyczne porównania, jak wyglądają obciążenia w tym zakresie w poszczególnych krajach, a w szczególności pozwolić zweryfikować tezę, czy zwiększona obecność kontrolerów unijnych w Polsce nie jest np. wynikiem wyraźnie szybszego tempa wydatkowania środków w naszym kraju na tle innych państw członkowskich”. – Warto dodać, że kontrole naszych programów operacyjnych w ramach tzw. shared management są niewspółmiernie częstsze od kontroli w programach zarządzanych przez KE w ramach tzw. direct management – słyszymy w MIR.

Komisja Europejska sprawy nie komentuje. – Wykonywana przez KE działalność audytowa co do zasady nie jest podawana do wiadomości publicznej. Ponadto KE nie komentuje ujawnionej korespondencji – ucina temat osoba z przedstawicielstwa tej instytucji w Polsce.

Więcej do powiedzenia mają urzędnicy z ETO. Działalność tej luksemburskiej instytucji, zatrudniającej ok. 900 osób, można przyrównać do polskiej Najwyższej Izby Kontroli. Sprawdza ona sprawozdawczość finansową krajów członkowskich oraz to, czy prawidłowo stosują one unijne przepisy finansowe i gospodarnie wykorzystują eurofundusze. – Liczba audytów w danym państwie członkowskim różni się corocznie w zależności od zadań podejmowanych w ramach prowadzonych audytów ETO oraz wielkości związanych z tym funduszy unijnych, wydawanych przez państwo członkowskie w kontrolowanym okresie – mówi Damijan Fišer z ETO. Wskazuje też, że według ostatnich danych dotyczących pracy urzędników ETO liczba dni, które spędzili oni w Polsce w ramach prowadzonych audytów, zmniejszyła się z 345 w 2016 r. do 293 w roku 2017.

To jednak jeszcze nie przeczy tezie resortu inwestycji i rozwoju o „systematycznym wzroście liczby audytów”. Po pierwsze dlatego, że dane te dotyczą kilku lat wstecz (dane za 2018 r. będą dostępne dopiero w maju br.). Po drugie – mowa tylko o audytach ETO, a więc bez uwzględnienia działań samej KE.

Opozycja uważa, że polski rząd sam sprowokował unijne organy do częstszych kontroli. – Przez całą kampanię wyborczą minister Kwieciński biegał za Patrykiem Jakim i opowiadał, że jak kandydat PiS nie zostanie prezydentem stolicy, to Warszawa nie otrzyma pieniędzy z Brukseli. Jeśli takie przekazy dnia idą z Nowogrodzkiej, to niech się potem nie dziwią, że są częstsze kontrole z Komisji – komentuje Jakub Stefaniak z PSL. – KE stwierdziła naruszenie praworządności w Polsce i wystąpiła w tej sprawie do TSUE przeciwko Polsce. Jeśli tak sądzi, to ma podstawy, by mieć wątpliwości, czy eurofundusze w Polsce są wydawane legalnie, czy nie są defraudowane lub przyznawane niezgodnie z prawem – ocenia Jan Grabiec z PO. Przypomina, że obecny rząd sam w połowie 2016 r. zorganizował tzw. superkontrolę w 16 urzędach marszałkowskich, która trwała aż dziewięć miesięcy. – Dochodziły do nas sygnały, że kontrola ta była bardzo obciążająca dla urzędników zajmujących się wdrażaniem eurofunduszy, a momentami wręcz paraliżowała pracę. A to przecież wpłynęło na tempo uruchamiania funduszy z obecnej perspektywy unijnej. Jednocześnie te superkontrole nie wykazały jakichś istotnych nieprawidłowości – dodaje Grabiec.

Przypomnijmy, że efektem tzw. superkontroli było kilka zawiadomień do prokuratury, a łączna kwota zakwestionowanych wydatków w regionach (lub powstałych strat) to kilkadziesiąt milionów złotych. 

Audyty związane są z napięciem politycznym na linii Polska – UE

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.