Ambitny minister spraw zagranicznych RFN postrzega kwestię porozumienia nuklearnego z Iranem zupełnie inaczej niż Amerykanie.
Reklama
Z niemiecką dyplomacją najbardziej utożsamiana jest kanclerz Angela Merkel. Jej twarz zna niemal każdy na świecie. Kontakty ze światem pielęgnuje również prezydent Frank-Walter Steinmeier, choć w niemieckim ustroju głowa państwa nie ma wielu uprawnień. Ale coraz więcej do powiedzenia ma także Heiko Maas, który kieruje resortem spraw zagranicznych od niespełna roku. Polityk SPD to dyplomatyczny nowicjusz z ambitnymi planami. Chce na nowo zdefiniować politykę zagraniczną RFN. Aby być konsekwentnym, postanowił nie przyjechać na konferencję bliskowschodnią do Warszawy.
Zabraknie także Michaela Rotha, wiceministra, którego media uważają za prawą rekę Maasa. Berlin wysyła do nas drugiego wiceministra – Nielsa Annena. To znak, że góra nie chce legitymizować narady w sprawie Bliskiego Wschodu organizowanej pod auspicjami Warszawy i Waszyngtonu.
Maasa nie będzie, bo w kwestii porozumienia nuklearnego z Iranem ma odmienne zdanie niż Donald Trump. Niemcy byli jednym z sygnatariuszy porozumienia, które gospodarz Białego Domu nazwał tuż przed zerwaniem „najgorszą umową w historii”. Merkel i Maas starali się przekonać USA do respektowania umowy. Bez skutków. Po tym, jak USA nałożyły na Iran bolesne sankcje, Maas stał się jednym z architektów umowy, która miała doprowadzić do częściowego obejścia sankcji.
Z powodu zbyt dużych rozbieżności wprowadzenie takiego mechanizmu nie było możliwe na poziomie unijnym. Dlatego niemieckie MSZ porozumiało się z partnerami z Francji i Wielkiej Brytanii. W tym składzie urodziła się idea porozumienia z Teheranem. W wyniku starań tzw. dużej trójki powstał Instex, czyli instrument wsparcia wymiany handlowej. To nowe rozwiązanie ma służyć „utrzymaniu legalnych transakcji handlowych między Europą a Iranem, skupiając się na początek na towarach najpotrzebniejszych ludności Iranu, jak farmaceutyki i produkty rolno-spożywcze” – napisali szefowie resortów we wspólnym oświadczeniu.
Państwa stojące za Instexem liczą, że finansowa kroplówka pozwoli dalej prowadzić dialog z Iranem. Chodzi też o interesy spółek z tych krajów. Według Niemiecko-Irańskiej Izby Handlowej z Teheranem współpracuje 10 tys. firm z RFN, a 120 z nich prowadzi biznes na miejscu. Administracja Trumpa, która chce zagłodzić Teheran, sprzeciwia się jakiejkolwiek wymianie handlowej. Przyjazd Maasa do Warszawy byłby zatem zupełną woltą i szpagatem między interesami własnego kraju a chęcią nawiązania kontaktu z politykami, których udało się zebrać w Warszawie.
Nie tylko Iran dzieli RFN i USA. W opinii szefa niemieckiej dyplomacji działania Trumpa charakteryzują się „wycofywaniem się z umów międzynarodowych oraz polityką maksymalnej presji wobec przyjaciół i wrogów”. A minister, obejmując urząd, zapowiadał stworzenie „sojuszu multilateralistów”, grupy państw stawiających na międzynarodowy dialog i mediacje. Te skrajnie różne podejścia powodują, że Ameryka i Niemcy coraz częściej stoją po dwóch różnych stronach barykady. Tak jak to miało miejsce w przypadku Światowego Paktu ws. Migracji. Dokument został z miejsca odrzucony przez USA, a resort Maasa odegrał kluczową rolę w jego przygotowaniu i przyjęciu przez zdecydowaną większość państw ONZ.
Maas regularnie akcentuje potrzebę uniezależnienia się Starego Kontynentu od USA. W tej kwestii podobne zdanie ma Merkel, która już w 2017 r. podczas spotkania z wyborcami stwierdziła, że „Europa musi wziąć sprawy w swoje ręce, bo nie może dalej liczyć na Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone”. Ważnym punktem odniesienia niemieckiej polityki jest społeczeństwo, a to w czasach prezydentury Trumpa staje się coraz bardziej antyamerykańskie. Kolejne badania wskazują, że więcej Niemców ufa Rosji niż Ameryce, a za największe zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa uważa właśnie Trumpa.
Wysłanie przez Berlin do Warszawy jedynie wiceministra nie wzmacnia głosu RFN w sprawie Iranu. A to nie koniec problemów Berlina z konferencjami. Po tym, jak USA i Rosja zapowiedziały wycofanie się z traktatu dotyczącego likwidacji pocisków pośredniego oraz średniego zasięgu, minister Maas zapowiedział zwołanie w połowie marca szczytu, którego przedmiotem mają być nowe regulacje rozbrojeniowe. Jednak jak ujawnił magazyn „Der Spiegel”, na razie żadne z liczących się w globalnym wyścigu zbrojeń państw nie wyraziło zainteresowania udziałem w wydarzeniu.