Grupa niemieckich aktywistów dąży do upamiętnienia polskich ofiar II wojny światowej.
Grupa niemieckich aktywistów, na czele z architektem Florianem Mausbachem, byłym przewodniczącym Bundestagu Wolfgangiem Thiersem i historykiem Dieterem Bingenem, stara się o polityczną zgodę na zbudowanie w Berlinie pomnika, który upamiętniałby polskie ofiary niemieckiej okupacji. Inicjatorzy uzyskali już poparcie części polityków. Ale w kontrze do propozycji stanęli działacze Lewicy (Die Linke), którzy chcą upamiętnienia wszystkich ofiar II wojny na Wschodzie. W tej narracji akcent położony zostałby na żołnierzy Armii Czerwonej i sowieckich jeńców wojennych. Dla inicjatorów budowy polskiego miejsca pamięci to trudne do zaakceptowania.
– To byłoby miejsce spotkań, jakiego dotąd w Berlinie nie było – mówi prof. Aleida Assmann, zapytana o możliwą formę pomnika upamiętniającego polskie ofiary niemieckiej okupacji. Assmann, wiodący głos w niemieckiej dyskusji na temat polityki pamięci, była gościem debaty na ten temat. Dyskusja odbyła się we wtorek z inicjatywy Topografii Terroru, berlińskiego muzeum i zarazem centrum, które dokumentuje zbrodnie narodowego socjalizmu. Około 200 osób – posłów Bundestagu, historyków, dziennikarzy i studentów – szczelnie wypełniło salę, by zastanowić się nad obecnością polskich ofiar w niemieckim dyskursie historycznym i możliwym sposobem ich uhonorowania.
Reklama
Pomysł pomnika, który ma upamiętniać polskie ofiary wojny i okupacji, narodził się w 2017 r. z inicjatywy stołecznego architekta Floriana Mausbacha, byłego przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Thiersego z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec oraz prof. Dietera Bingena, dyrektora Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej w Darmstadt (DPI). Inicjatorzy przygotowali apel, pod którym dotychczas podpisało się 115 osób, w tym prominetni przedstawiciele różnych opcji politycznych zasiadających w niemieckim parlamencie. Wśród nich również politycy CDU, jak Paul Ziemiak, od niedawna sekretarz generalny tego ugrupowania, czy Elmar Brok, który od 1979 r. nieprzerwanie zasiada w Parlamencie Europejskim. A poza nimi naukowcy, działacze społeczni i znani historycy, jak Timothy Garton Ash i Timothy Snyder.

Reklama
Dokument zwrócił uwagę mediów, ale wtedy żadne konkretne decyzje nie zapadły. Zainteresowanie inicjatywą właśnie powróciło, bo w tym roku przypada 80. rocznica wybuchu II wojny światowej.
Inicjatorzy znaleźli już miejsce, gdzie mógłby powstać pomnik. To Askanischer Platz, nieopodal ścisłego centrum Berlina. – Jest tam dużo wolnego miejsca, a niedaleko, przy wejściu na podziemny dworzec miejskiej kolei S-Bahn, można umieścić tablice informacyjne lub zdjęcia dotyczące historycznych wydarzeń – przekonuje w rozmowie z DGP Florian Mausbach. Architekt jest pewien, że miejsce pamięci stanie się obowiązkowym przystankiem dla Polaków odwiedzających stolicę Niemiec.
Doktor Jochen Böhler z Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie, historyk specjalizujący się w niemieckiej okupacji Polski, nawiązuje do formy Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, najbardziej znanego miejsca pamięci w Berlinie. – Znajduje się tam centrum informacyjne, w którym odwiedzający mogą dowiedzieć się czegoś więcej o historii Holokaustu i znaczeniu samego pomnika – tłumaczył podczas debaty. – Naszym celem jest doprowadzenie w tym roku do podjęcia decyzji politycznej w sprawie powstania pomnika – mówi Mausbach. Decyzję powinien podjąć Bundestag, ponieważ monument ma się odnosić do historii ogólnokrajowej. Poparcie takich ludzi jak Brok, Thierse i Ziemiak sprawia, że pozytywna decyzja w tej sprawie jest całkiem prawdopodobna. Kolejnymi krokami będą ogłoszenie konkursu architektonicznego i budowa. – To może zająć od dwóch do pięciu lat – przewiduje architekt.
Uczestnicy wtorkowej debaty podawali argumenty stojące za potrzebą upamiętnienia polskich ofiar wojny. Profesor Assmann zwracała uwagę, że w RFN żywa jest pamięć o doszczętnie zniszczonym w efekcie alianckich bombardowań Dreźnie, ale o zniszczeniu przez Niemców polskiej stolicy po upadku powstania warszawskiego mało kto słyszał. Assmann przypomniała, że w niemieckiej percepcji funkcjonuje liczba 3 mln żydowskich ofiar wymordowanych na okupowanych ziemiach polskich, ale brakuje świadomości, że drugie tyle ofiar Adolfa Hitlera stanowili rdzenni Polacy. Z kolei dr Böhler dodał, że dla większości jego rodaków działania III Rzeszy na Wschodzie zaczynają się w 1941 r., w którym oddziały niemieckie zaatakowały Związek Sowiecki. – Okupacja Polski jest pomijana – przyznał.
Mausbach zwraca też uwagę, że choć Polska graniczy z Niemcami od tysiąca lat, oba kraje nie doczekały się takiego podkreślenia wspólnych więzów, jak to miało miejsce w 1963 r. w relacjach francusko-niemieckich, gdy zachodnioniemiecki kanclerz Konrad Adenauer i francuski prezydent Charles de Gaulle podpisali traktat elizejski. – Pomnik mógłby być takim symbolem – przekonuje architekt. Emilia Mansfeld, szefowa berlińskiego biura DPI, jest przekonana, że z okazji okrągłej rocznicy wybuchu wojny uda się zainteresować ideą kolejnych polityków. – Ważna byłaby też rezolucja Bundestagu dotycząca polskich ofiar narodowego socjalizmu – mówi Mansfeld i wskazuje, że już sam apel inicjatorów doprowadził do tego, że temat zaistniał w niemieckiej opinii publicznej.
– Tocząca się dyskusja umożliwiła nam organizację wielu pobocznych inicjatyw, wystaw i dyskusji, które zmieniają niemieckie postrzeganie wydarzeń z czasów wojny, które wydarzyły się na terytorium Polski – dodaje.
W Niemczech istnieją jednak także przeciwnicy upamiętniania tylko jednej grupy narodowej. Lewica przygotowała wniosek, w którym domaga się powstania miejsca pamięci wszystkich ofiar narodowego socjalizmu w Europie Wschodniej. Wniosek zawiera informacje o ataku i morderczej polityce Hitlera na terenie Polski, ale sytuuje ją w szerszym kontekście polityki III Rzeszy wobec Słowian.
Dokument wiele miejsca poświęca ofiarom ze Związku Sowieckiego: cywilom, partyzantom i żołnierzom Armii Czerwonej. We wniosku Lewicy jest też bezpośrednie nawiązanie do idei polskiego pomnika. „Aktualne dyskusje na temat upamiętnienia poszczególnych grup ofiar nie powinny prowadzić do sztucznego rozbijania kontekstu biegu wydarzeń związanych z morderczą ideologią nazistów dotyczącą «słowiańskich podludzi»” – argumentują politycy Lewicy. Wniosek miał dziś trafić do pierwszego czytania w Bundestagu, ale wczoraj został usunięty z porządku obrad.
– Ten postulat i tak przepadnie w głosowaniu. Skrajna lewica jest w niemieckim parlamencie odizolowana – przekonuje Emilia Mansfeld. Przedstawicielka DPI uważa, że paradoksalnie wniosek polityków Lewicy pomoże w nagłośnieniu także inicjatywy polskiego pomnika.
– Pomysł wspólnego upamiętnienia ofiar niemieckiej okupacji Polski i ZSRR jest w Polsce nie do pomyślenia – mówi DGP Florian Mausbach. Architekt przypomina, że w 1939 r. Hitler napadł na Polskę w porozumieniu ze Stalinem, a Polacy w trakcie wojny cierpieli nie tylko w wyniku agresji Niemiec, ale też Związku Sowieckiego.
Pod apelem inicjatorów podpisało się dotychczas 115 osób