Procedura zmiany nazwy państwa na Republikę Macedonii Północnej może potrwać jeszcze kilka tygodni.
Reklama

Rząd Zorana Zaewa zebrał wymaganą większość 2/3 głosów w parlamencie, by rozpocząć procedurę zmiany konstytucji. Po nowelizacji Macedonia zmieni nazwę na Macedonię Północną, co wypełni zapisy zawartego w czerwcu porozumienia z Grecją. W zamian Ateny odblokują rozmowy o akcesji słowiańskiego państwa do NATO i UE. Wejście do Sojuszu powinno nastąpić relatywnie szybko.

W piątek za rozpoczęciem procedury zagłosowało 80 posłów, w tym ośmiu z opozycyjnej Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej – Demokratycznej Partii Macedońskiej Jedności Narodowej (WMRO-DPMNE). To konserwatywne ugrupowanie sprzeciwia się zmianie nazwy, choć wspiera dążenia do integracji euroatlantyckiej. W optyce WMRO-DPMNE zgoda na zmianę to przesadne ustępstwo naruszające godność narodu macedońskiego. Premier Zaew tuż po głosowaniu wyraził na Twitterze „szczególną wdzięczność dla odważnych członków WMRO-DPMNE i jej koalicjantów, którzy postawili interes państwa ponad partyjnymi interesami i zagłosowali za”.

Decyzja nie oznacza jeszcze, że konstytucja na pewno zostanie zmieniona. Teraz rząd zaproponuje parlamentowi konkretną treść nowelizacji, która zostanie zaaprobowana zwykłą większością głosów. Sukces koalicji rządzącej w tym głosowaniu jest pewny. Później propozycja zostanie poddana konsultacjom społecznym, po czym parlament ostatecznie zagłosuje nad zmianą ustawy zasadniczej. Wówczas będzie konieczne zdobycie 2/3 głosów. To już nie jest pewne, skoro w piątek za procedowaniem zmiany konstytucji zagłosowało 80 na 120 posłów. Jeden głos mniej i konstytucja nie zostanie zmieniona. W takim wypadku Zaew zapowiedział, że rozpisze przedterminowe wybory.

Gdy Macedonia zmieni nazwę, porozumienie powinien też ratyfikować parlament w Atenach. To także nie jest pewne, bo układ Zaewa z premierem Aleksisem Tsiprasem równie gorąco, co WMRO-DPMNE, kontestuje grecka prawica, dla której dodanie przymiotnika do dotychczasowej nazwy to za mało. Premier Tsipras już raz po podpisaniu układu musiał stawić czoła wnioskowi o wotum nieufności, a jego minister spraw zagranicznych Nikos Kodzias, który negocjował treść porozumienia, podał się w ubiegłym tygodniu do dymisji (choć stał za nią konflikt z kolegą z rządu, a nie sprawa relacji z północnym sąsiadem).

Sprawa zmiany nazwy zdominowała macedońską politykę. 30 września odbyło się referendum konsultacyjne w tej sprawie. WMRO-DPMNE zachęcała do bojkotu głosowania. Skutecznie – do urn poszło tylko 37 proc. Macedończyków, z których jednak 94 proc. poparło umowę z Grecją. Nieoczywiste wyniki sprawiły, że obie strony ogłosiły sukces. Wówczas Zaew, korzystając z silnego poparcia Zachodu, rozpoczął akcję wyłuskiwania z ław WMRO-DPMNE posłów, którzy poprą zmianę w parlamencie. „Kurir” i „Republika” pisały, że stosowano naciski. Krążą nawet niepotwierdzone informacje o ofertach korupcyjnych dla tych, którzy mieliby się zdecydować na złamanie linii partii. Zaew kategorycznie zaprzecza.

Spór o nazwę Macedonii rozpoczął się od razu po rozpadzie Jugosławii. Władze w Skopje zaczęły nawiązywać do dziedzictwa Aleksandra Wielkiego i starożytnej Macedonii, co wywołało sprzeciw w Grecji, podkreślającej, że państwo to należało do kultury hellenistycznej, a nie słowiańskiej, oraz obawy, że kolejnym krokiem może być wysunięcie pretensji terytorialnych do greckiej Macedonii ze stolicą w Salonikach. Ze względu na sprzeciw Aten kraj został przyjęty do ONZ pod tymczasową nazwą Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii i anglojęzycznym skrótem FYROM. Władze w Skopje musiały też w 1995 r. zmodyfikować flagę, usuwając z niej grecką gwiazdę z Werginy. W zamian Grecja zrezygnowała z blokady ekonomicznej najbiedniejszej wówczas republiki postjugosłowiańskiej.

Czerwcowe porozumienie cieszy się silnym poparciem państw zachodnich oraz Komisji Europejskiej, która chciałaby się pochwalić sukcesem w postaci przyspieszenia integracji Bałkanów Zachodnich jeszcze przed planowanymi na maj 2019 r. wyborami do Parlamentu Europejskiego. Opozycję niechętną zmianie nazwy wspierają Rosja, Serbia i Węgry. Z ujawnionych materiałów macedońskiego wywiadu wynika, że ten pierwszy kraj katalizował zamieszki, do których doszło w czerwcu 2018 r., finansując m.in. protesty organizowane przez organizacje prawicowe i kibicowskie.