Chyba nie ma lepszego momentu na zadanie tego pytania niż ten, kiedy w wielu mediach na określenie sytuacji w tym regionie padają sformułowania typu „otwarcie puszki Pandory”, „kolejny kryzys”, „wzrost napięć”. Uwaga świata była ostatnio skierowana szczególnie na Macedonię, gdzie przeprowadzono ogólnonarodowe referendum.
Dotyczyło ono zawartej w czerwcu umowy grecko-macedońskiej, na mocy której ustalono, że kraj zmieni nazwę na Republikę Macedonii Północnej. Obecnie na arenie międzynarodowej występuje on pod nazwą FYROM (angielski skrót oznaczający Byłą Jugosłowiańską Republikę Macedonii).
Porozumienie to szybko okrzyknięto historycznym, bo kończącym spór trwający pomiędzy dwoma państwami od początku lat 90. Aby umowa weszła w życie, niezbędna jest jednak zgoda na ratyfikację wyrażona przez parlamenty. Premier Macedonii od początku twierdził, że zadecyduje o tym naród w ogólnonarodowym referendum. Jednak, dostrzegając możliwość niskiej frekwencji, uznał, że będzie to referendum konsultacyjne. Obywatele Macedonii w zdecydowanej większości (94 proc.) odpowiedzieli „tak” na pytanie: „Czy jesteś za członkostwem w Unii Europejskiej i NATO, akceptując umowę między Republiką Macedonii i Republiką Grecką?”. Jednak frekwencja wyniosła niespełna 37 proc. zamiast 50 proc. wymaganych, aby uznać wyniki referendum za ważne.
Pomimo to macedoński premier Zoran Zaew, biorąc pod uwagę głosy tych obywateli, którzy wzięli udział w referendum, ogłosił, że Macedończycy opowiadają się za członkostwem w NATO i UE oraz popierają porozumienie z Grecją. Opozycja, cicho wspierająca bojkot referendum, uznała jego wyniki za porażkę rządu, a niską frekwencję – za głos przeciwko umowie zakładającej zmianę nazwy kraju. Tego samego zdania jest prezydent Macedonii Gjorge Iwanow, który już wcześniej zapowiadał, że nie zamierza wziąć udziału w referendum.
UE i NATO, które przez cały czas podkreślały, że zatwierdzenie umowy z Grecją jest warunkiem odblokowania rozmów akcesyjnych, pogratulowały społeczeństwu macedońskiemu wyboru europejskiego kierunku, w którym zmierzać będzie ich państwo. Natomiast kolejny krok w sprawie wdrażania porozumienia należy do parlamentu. Konieczne jest dokonanie zmian w konstytucji. Nie będzie to możliwe bez poparcia przynajmniej części opozycji. Premier Zaew zapowiedział, że jeśli nie uda mu się wypracować porozumienia z opozycją w sprawie przeprowadzenia zmian konstytucyjnych, zostaną rozpisane przedterminowe wybory parlamentarne.
Część państw bałkańskich jest już w UE, a pozostałe państwa aspirują do członkostwa. Każde z nich znajduje się także w innym momencie integracji. Czarnogóra i Serbia prowadzą już negocjacje akcesyjne, statusem państwa kandydującego cieszą się Albania i Macedonia, natomiast Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo są uważane za potencjalnych kandydatów. Państwa bałkańskie nie spełniają wszystkich kryteriów akcesyjnych. Muszą wdrożyć niezbędne reformy w takich obszarach, jak: wymiar sprawiedliwości, praworządność, prawa człowieka czy administracja publiczna, oraz podjąć zdecydowaną walkę z przestępczością zorganizowaną i zwalczać korupcję. Kolejnym wyzwaniem pozostają reformy gospodarcze i zmniejszenie poziomu bezrobocia.
Wszystkie państwa muszą także doprowadzić do rozwiązania nierozstrzygniętych dotąd konfliktów. Spór macedońsko-grecki nie jest jedyny. Wciąż pozostaje chociażby nierozwiązana kwestia Kosowa, nieuznawanego przez pięć państw członkowskich UE. Belgrad i Prisztina podpisały w 2013 r. porozumienie, na mocy którego obie strony zobowiązały się rozpocząć dialog, a jego celem ma być normalizacja stosunków. Choć stronom udało się uzgodnić wiele kwestii technicznych, to jednak brakuje wciąż znaczących postępów w toczących się rozmowach. Wobec przedłużających się negocjacji obecny prezydent Serbii Aleksandar Vučić stwierdził, że częścią porozumienia z Kosowem musi być gwarancja przyjęcia Serbii do UE w 2025 r.
W czasie ostatnich rozmów pomiędzy serbskimi i kosowskimi przywódcami pojawiły się propozycje wymiany terytorium. Serbia przejęłaby kontrolę nad północną częścią Kosowa, zamieszkaną w znacznej mierze przez Serbów, natomiast Kosowo – południowe tereny państwa serbskiego (Dolinę Preszewską), zamieszkane głównie przez Albańczyków. Jednak takie rozwiązanie zostało skrytykowane przez część kosowskiej i serbskiej opozycji, a także przez niektóre państwa UE, w tym Niemcy. Zmiana granic niesie bowiem ze sobą ryzyko dalszych zmian w regionie, chociażby w Bośni i Hercegowinie (potencjalne odłączenie się Republiki Serbskiej i przyłączenie do Serbii) czy w Macedonii (odłączenie się zachodnich ziem zamieszkanych głównie przez Albańczyków).
Albańczycy są zdecydowanymi zwolennikami jak najszybszego zakończenia sporu Macedonii z Grecją i odblokowania procesu integracyjnego państwa. Dlatego destabilizacja państwa jest możliwa, jeśli nie uda się wdrożyć zawartego z Atenami porozumienia. Komisja Europejska, chcąc potwierdzić swe zaangażowanie w regionie, w lutym ogłosiła strategię dla Bałkanów Zachodnich, której celem jest wsparcie unijnego procesu rozszerzenia w tej części Europy. W dokumencie tym napisano, że 2025 r. jest możliwą datą przyjęcia Czarnogóry i Serbii do UE. Jednak z wielu różnych powodów (np. kryzys finansowy, migracyjny, brexit) Unia w ostatnich latach osłabiła swe wpływy na Bałkanach.
Jednocześnie obecność w regionie zaczęli wzmacniać inni gracze, jak Rosja, Chiny, Turcja czy państwa arabskie. Inwestycje chińskie czy państw Zatoki Perskiej są coraz milej widziane na Bałkanach. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie kraje członkowskie UE są głównymi partnerami handlowymi państw bałkańskich. Turcja stara się odbudować wpływy z przyczyn historycznych. Rosji natomiast zależy na utrzymaniu tej części Europy jako własnej strefy wpływów. Poprzez podtrzymywanie wizerunku Bałkanów jako regionu niestabilnego stara się osłabić perspektywę członkostwa tych państw w UE. Jednocześnie coraz dłuższy okres oczekiwania na uzyskanie członkostwa przekłada się negatywnie na stosunek społeczeństw bałkańskich do Unii. Szczególnie widoczne jest to w Serbii, gdzie w ostatnich latach doszło do osłabienia nastrojów proeuropejskich. Niezbędna jest zatem przede wszystkim wiarygodna perspektywa akcesji państw bałkańskich.
Traktowanie Bałkanów jako spójnej całości bywa zwodnicze, ponieważ taki pogląd nie pozwala na dostrzeżenie kluczowych różnic, jakie występują pomiędzy poszczególnymi narodami i państwami. Co więcej, nieustanne powtarzanie hasła „stabilizacja” przy jednoczesnym przymykaniu oka na wciąż nierozwiązane problemy (szczególnie te wewnętrzne), w dłuższej perspektywie może się przyczynić do destabilizacji regionu i wybuchu kolejnych konfliktów.
Artykuł jest częścią serii publikacji, które ukażą się w DGP i zostały przygotowane przez ekspertów Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego jako wstęp do międzynarodowej konferencji Warsaw Security Forum, która odbędzie się 24–25 października w Warszawie, gromadząc premierów, ministrów spraw zagranicznych i obrony oraz ekspertów z ponad 50 państw. Wśród tematów konferencji będzie m.in. przyszłość NATO, rola i miejsce Europy Środkowej i Wschodniej, perspektywy dla Bałkanów czy ożywienie Trójkąta Weimarskiego