Chadecy wygrali wybory w Bawarii. Zdobyli jednak o wiele mniej głosów niż zazwyczaj. Do rządzenia potrzebują koalicjanta. Gorszy wynik CSU to pokłosie kryzysu, w jakim znajduje się koalicyjny rząd Angeli Merkel.
Reklama
W niedzielnych wyborach do regionalnego parlamentu w Bawarii Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU) zdobyła 37,2 proc. głosów. To jej najgorszy wynik od 1950 r. Na przestrzeni ostatnich dekad na chadeków głosowała zazwyczaj ponad połowa Bawarczyków. Tradycyjnie rolnicza część Niemiec pod rządami CSU stała się domem dla koncernów motoryzacyjnych. To napędziło rozwój gospodarczy i zapewniło mieszkańcom dobrobyt. CSU dbała równocześnie, aby Bawaria zachowała swój regionalny rys będący mieszanką lokalnego patriotyzmu i katolickiego konserwatyzmu. Niedzielne wybory oznaczają dla niej koniec długiej epoki politycznego monopolu.
Słaby wynik CSU to konsekwencja mylnie obranej strategii wyborczej. Władze partii postanowiły odwojować część elektoratu, która ze względu na kryzys migracyjny zaczęła sympatyzować z prawicową populistyczną partią Alternatywa dla Niemiec (AfD). Szef CSU Horst Seehofer, który w rządzie Angeli Merkel sprawuje funkcję ministra spraw wewnętrznych, zaczął przejmować język używany dotąd tylko przez AfD. Przekonywał w mediach, że islam nie jest częścią Niemiec, a migrację nazwał matką wszystkich problemów. Seehofer próbował także wprowadzić kontrole policyjne na granicy niemiecko-austriackiej oraz odsyłać z Niemiec uchodźców, którzy wcześniej zostali zarejestrowani w innym kraju UE. Plany szefa CSU nie weszły w życie z powodu sprzeciwu współrządzących socjaldemokratów i braku poparcia kanclerz Angeli Merkel.
Także premier Bawarii Markus Söder (CSU) chciał się zbliżyć do wyborców AfD. Wielokrotnie krytykował politykę migracyjną Merkel. Głosząc jasny sprzeciw wobec „turystyki azylowej”, retorycznie przypominał premiera Węgier Viktora Orbána. W ramach kampanii we wszystkich urzędach Bawarii nakazał wywiesić krzyże, aby podkreślić chrześcijański charakter landu. Decyzję jako instrumentalizację symboli religijnych skrytykowali nawet hierarchowie Kościoła katolickiego.
Gdy Söder zorientował się, że naśladowanie AfD nie dodaje mu poparcia w sondażach, skupił się na wychwalaniu walorów Bawarii. I tym razem spotkała go krytyka, bo wielu mieszkańców tego kraju związkowego to przybysze z innych części RFN. Ta grupa nie patrzy na swoje miejsce zamieszkania z takim uwielbieniem, jak rdzenni Bawarczycy. Słowne prowokacje i polityczne happeningi liderów CSU nie tylko nie wzruszyły wyborców AfD, ale i zniechęciły tradycyjnie konserwatywny, ale nie ksenofobiczny elektorat CSU.
Największymi zwycięzcami wyborów w Bawarii ogłoszono Zielonych, którzy otrzymali 17,5 proc. głosów, o niemal 9 pkt proc. więcej niż pięć lat temu. Partia na czoło kampanii wysunęła polityków młodej generacji: 33-letnią Katharinę Schulze i 40-letniego Ludwiga Hartmanna. Oboje dali się już wcześniej poznać mieszkańcom regionu. W 2013 r. zorganizowali kampanię Olympia, która doprowadziła do rezygnacji z planu organizacji olimpiady zimowej w Monachium.
Liberalny, proeuropejski i otwarty na migrantów program dał Zielonym zwycięstwo we wszystkich większych miastach Bawarii z Monachium na czele. Zieloni przejęli również centrową część elektoratu CSU, wiążąc hasło ochrony środowiska z troską o bawarską małą ojczyznę. W przewrotny sposób programowo liberalni Zieloni przedstawili się jako ugrupowanie konserwatywne, które dąży do zachowania w Niemczech i landzie polityczno-społecznego status quo w postaci wielokulturowej demokracji liberalnej.
AfD może mówić jedynie o umiarkowanym sukcesie. Antyimigranccy populiści uzyskali 10,2 proc. Apetyt był znacznie większy, ale plany na odebranie większej liczby głosów CSU pokrzyżowała partia Wolni Wyborcy (FW), która od lat działa na politycznej scenie Bawarii. FW w wielu punktach przedstawiają poglądy zbieżne z CSU. Nie są jednak obciążeni udziałem w krajowej koalicji rządzącej, jak CSU, ani nie mają łatki populistycznej skrajnej prawicy, jak AfD. FW zdobyli 11,6 proc. głosów i są niemal pewnym koalicjantem CSU w przyszłym rządzie Bawarii.
Największymi przegranymi są socjaldemokraci. SPD od dekad była drugą siłą polityczną w landzie. Tym razem partia uzyskała tylko 9,7 proc. głosów, ponad dwukrotnie mniej niż poprzednio. Tak duże spadki CSU i SPD wskazują, jaki wpływ na wyniki wyborów lokalnych mają problemy rządu Merkel. Od czasu powstania wielkiej koalicji chadeków i socjalistów w marcu 2018 r. do opinii publicznej nieustannie docierają informacje o kolejnych kłótniach liderów.
Od miesięcy z powodu fatalnej atmosfery media spekulują na temat możliwości odwołania każdego z liderów koalicyjnych partii: Andrei Nahles z SPD, Horsta Seehofera z CSU, ale i Merkel, która od 18 lat rządzi w CDU, a od 13 sprawuje funkcję kanclerza. Kryzys koalicji może się pogłębić już za dwa tygodnie, kiedy kolejne wybory lokalne odbędą się w Hesji. Sondaże wskazują na powtórkę z Bawarii: rekordowe spadki chadeków i socjaldemokratów oraz duży wzrost poparcia dla Zielonych i AfD.