Budapeszt chce wysłać środową decyzję europarlamentu do TSUE z prośbą o zawieszenie procedury do czasu rozstrzygnięcia skargi.
Reklama
Wynik głosowania zdawał się zaskoczyć nie tylko węgierską delegację, ale także samych wnioskodawców. Węgierskim mediom państwowym stworzenie nowej narracji zajęło więc trochę czasu. Władze uznały, że uruchomienie art. 7 Traktatu o UE to zagrożenie dla praworządności to zemsta za to, że Węgry nie chcą być krajem proimigranckim i strzegą swojej południowej granicy, będącej także granicą UE. Pojawia się argument, jakoby Niemcy domagali się zrzeczenia przez państwa części odpowiedzialności za ochronę granic i przekazanie ich unijnej agencji Frontex. Viktor Orbán mówi wprost: mając kontrolę nad granicami, wpuszczą imigrantów.
Artykuł 7 – dowodzi premier – nie będzie miał dla Węgrów żadnych konsekwencji. I dodaje, że procedura została wszczęta na podstawie ultimatum, które postawili Europie wspólnie kanclerz RFN Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron. Drugim elementem węgierskiej argumentacji jest rzekomo nieprawidłowy sposób liczenia głosów. Regulamin PE dopuszcza bowiem nieuwzględnianie w głosowaniu głosów wstrzymujących się. Taki sposób został wybrany w środę. Gdyby liczbę dwóch trzecich głosów, potrzebną do uruchomienia art. 7, obliczano z uwzględnieniem wstrzymujących się, propozycja by nie przeszła.
Rząd Węgier dysponuje analizą prawną, zgodnie z którą powinny być uwzględnione wszystkie głosy. Po weekendowym posiedzeniu frakcji Fideszu, a także dzisiejszej radzie ministrów mają zostać zapowiedziane konkretne kroki prawne, które Budapeszt podejmie w związku z uruchomioną procedurą. Najpewniej będzie to skarga do Trybunału Sprawiedliwości UE. Być może w dokumencie zostanie zawarty wniosek o zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci zawieszenia postępowania do czasu wydania rozstrzygnięcia przez sąd w Luksemburgu. Węgrzy uważają, że żadna decyzja nie zapadła.

Reklama
Według mediów na szybkim postępowaniu w ramach art. 7 ma zależeć Niemcom. Chcą one, by przesłuchanie w Radzie UE odbyło się już w październiku. Postępowania nie będzie spowolniała Austria sprawująca przewodnictwo w Radzie. Węgrzy na pewno mogą liczyć na Polaków. Mniej przewidywalne jest stanowisko Włoch, ponieważ większościowy koalicjant poparł rezolucję przeciwko Węgrom, a mniejszościowy stoi murem za Orbánem. Poparcie wyraził premier Czech, podobnego gestu Orbán spodziewa się od Słowaków. Węgierska prasa przewiduje, że być może w obronę weźmie Węgrów także Wielka Brytania.
Europejska Partia Ludowa (EPP), macierzysta frakcja Fideszu, w większości poparła w środę wniosek o zastosowanie art. 7. Budapeszt uznał to za przymilanie się socjalistom i liberałom w celu stworzenia koalicji po wyborach 2019 r. Atakowanie politycznego gniazda może sugerować, że Fidesz po wyborach będzie próbował stworzyć nową frakcję wśród podobnych sobie ideowo partii. Na razie Gergely Gulyás, szef kancelarii Orbána, pytany, czy Węgrzy poprą kandydaturę lidera EPP Manfreda Webera na szefa Komisji Europejskiej, odpowiada, że decyzja jeszcze nie zapadła. – Weber w imię swoich politycznych ambicji poparł kłamliwy raport – mówił Gulyás.
Opozycyjni europosłowie, którzy poparli rezolucję, zostali uznani za tych, którym nienawiść wobec Fideszu przysłania miłość do ojczyzny. Po głosowaniu forint mocno tracił na wartości, a potem powolnie zaczął odzyskiwać straty. Węgierska waluta od tygodni znajduje się w głębokiej zapaści i niewiele wskazuje, by ten trend miał się zmienić. Spadki notowano także na budapeszteńskiej giełdzie. Jednak – jak zapewnia prorządowa gazeta „Magyar Idők” – postępowanie w ramach art. 7 nie będzie miało wpływu na wypłatę środków unijnych ani nie interesuje inwestorów. Nad Balatonem notuje się stały wzrost inwestycji zagranicznych, głównie w przemyśle motoryzacyjnym.
Według badań opinii publicznej, przeprowadzonych przez instytut Századvég na tydzień przed głosowaniem, Węgrzy w większości odrzucają raport Judith Sargentini, który był podstawą do uruchomienia procedury. W badaniu pytano jednak wyłącznie o kwestie imigracyjne, które były tylko jedną z części raportu.