Przywódca zbuntowanych żołnierzy na Madagaskarze ogłosił się w środę dowódcą armii, usuwając generała, który dał zwaśnionym przywódcom kraju trzy dni na rozwiązanie kryzysu politycznego.

Dowódca armii generał Edmond Rasolomahandry we wtorek zwrócił się do prezydenta Marca Ravalomanany i przywódcy opozycji Andry Rajoeliny o położenie w ciągu 72 godzin kresu konfliktowi, w którym straciło już życie ponad 130 ludzi i który bardzo szkodzi gospodarce.

Senegalski prezydent Abdoulaye Wade, który mediował w kryzysie na Madagaskarze w 2002 roku, powiedział, że Ravalomanana i Rajoelina zwrócili się o mediację i zaprosił obu na rozmowy pokojowe do Senegalu.

Przywódca zbuntowanych żołnierzy pułkownik Noel Ndriarijoana samozwańczo zajął w środę miejsce dotychczasowego dowódcy armii, który podobno opuścił je bez słowa.

"Od tej chwili armia stoi za mną" - obwieścił Ndriarijoana

Wojsko zbuntowało się w proteście przeciwko stłumieniu przez władze demonstracji przeciwników Ravalomanany. Rajoelina zdystansował się od buntowników, ale podobno - jak pisze agencja dpa, powołując się na informacje z kół dyplomatycznych - stoi za nim 80 proc. żołnierzy.

Lokalne media cytują wypowiedź ambasadora USA Nielsa Marquardta, który ostrzegł, że Madagaskar jest "na krawędzi wojny domowej".

Rajoelina, który ogłosił się szefem "rządu tymczasowego", oskarża prezydenta o korupcję i gwałcenie konstytucji.