O fiasku trwających ponad dziewięć godzin negocjacji poinformował PAP na krótko przed ich zakończeniem lider związku "Sierpień 80", Bogusław Ziętek. Szef górniczej "Solidarności" Dominik Kolorz, po rozmowach mówił nie o fiasku, lecz o "braku porozumienia", które - jego zdaniem - było blisko.

"Nastąpiły pewne elementy zbliżenia, choć bardziej z naszej strony, niż zarządu. Nad tymi rozmowami ciąży duch polityczny i wszyscy to wyraźnie czujemy" - skomentował Kolorz, sugerując, że niepowodzenie rozmów to nie tyle wina zarządu KW, co płynących z kręgów rządowych zaleceń, by w spółkach Skarbu Państwa nie podnosić w tym roku płac.

Szef górniczej "S" wezwał polityków, by odeszli od - jak mówił - "ręcznego sterowania" i nie mieszali się do rozmów płacowych w firmach, które stać na podwyżki. "Powinni dać nam swobodnie rozmawiać; wtedy na pewno się porozumiemy" - powiedział.

Rzecznik Kompanii, Zbigniew Madej nie chciał komentować efektów wtorkowych negocjacji. Wyjaśniał, że do czasu ich definitywnego zakończenia firma nie będzie udzielać żadnych informacji w tej sprawie.

Następne rozmowy z udziałem mediatora zaplanowano na 19 marca. Na razie zarząd Kompanii arbitralnie, w drodze zarządzenia, wprowadził w firmie na ten rok wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w wysokości 1,14 proc., a więc jeszcze mniej niż 1,2 proc., które do niedawna oficjalnie proponowała Kompania.

Według wiceszefa Związku Zawodowego Górników w Polsce, Wacława Czerkawskiego, 1,14 proc. wzrostu oznacza, że realnie wynagrodzenia górników w tym roku nie wzrosną. Podczas wtorkowych rozmów związkowcy zmniejszyli swoje oczekiwania wzrostu płac poniżej 8 proc. (w formie różnych świadczeń), wobec ok. 10 proc., których domagali się wcześniej.

Według relacji Ziętka, w czasie rozmów Kompania była skłonna zgodzić się na podwyżkę rzędu 4,2 proc., potem jednak i z tego się wycofała. Z nieoficjalnych informacji wynika, że związkowcy mogliby zaakceptować minimalny wzrost płac o ok. 6,9 proc., czyli tyle, o ile zgodnie z zasadami obowiązującymi w spółkach Skarbu Państwa, wzrosły w tym roku pensje członków zarządów spółek węglowych.

W środę i w czwartek w kopalniach mają odbyć się tzw. masówki - spotkania przed każdą zmianą, podczas których związkowcy będą informować załogi kopalń o efektach rozmów i planowanym strajku. Protest ma rozpocząć się w czwartek na porannej zmianie, o 6.00 rano. Ok. 8.00-8.30 górnicy mają zjechać na dół i podjąć pracę.

Kolorz zapowiedział, że jeżeli podczas kolejnej tury rozmów, po strajku ostrzegawczym, nadal nie dojdzie do porozumienia, związkowcy przystąpią do dalszych protestów. Nie zdradził o jakie akcje chodzi. Powiedział jedynie, że ewentualny strajk generalny (część związkowców zapowiada referendum w sprawie jego przeprowadzenia) nie jest jedyną formą dotkliwego protestu, jaki może być podjęty.

W ubiegłym roku w KW nastąpił najwyższy, ok. 15-proc. wzrost płac w sześcioletniej historii firmy. Zarobki górników wzrosły średnio o ponad 700 zł brutto. W końcu grudnia ub. roku średnia płaca brutto w KW wynosiła 5273,93 zł wobec 4558,28 zł rok wcześniej. W Kompanii pensje są jednak nadal niższe niż w pozostałych spółkach węglowych.

Kompania Węglowa zatrudnia ok. 65 tys. osób - to największa górnicza firma w Europie. Z oficjalnych danych wynika, że w styczniu KW wydobyła 3,7 mln ton węgla, a sprzedała 3,3 mln ton. Zysk netto za styczeń wyniósł 4,4 mln zł. Jak powiedział Kolorz, prognoza mówi o 10,5 mln zł zysku netto po lutym. Oficjalnie KW podaje, że jej strata za ubiegły rok wyniosła 37 mln zł.

Związkowcy szacują, że roczny koszt postulowanych przez nich podwyżek to poniżej 300 mln zł.(PAP)

mab/ je// bos/