Pietrzak: Na pierwsze stanowisko kierownicze awansował mnie szef terenowych struktur SLD. Po raz pierwszy sekretarzem mianował mnie członek PSL. Najdłużej pracowałam tam, gdzie rządziła koalicja PO i PiS
Musiałabym nie mieć wyobraźni, by mówić, że wszystko jest pod kontrolą, bo nigdy tak nie jest. Wiemy, że różne nieprzewidziane sytuacje miały miejsce w poprzednich latach. Ale gdybym nie wierzyła, że teraz się uda, to nie podjęłabym się tego zadania. Problemów jest mnóstwo, jest ich więcej, niż pierwotnie mi się wydawało. Ale nawet przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Wojciech Hermeliński przyznał już, że jest spokojny o przebieg jesiennych wyborów.
Słyszałam taką jego wypowiedź medialną w komentarzu po spotkaniu w MSWiA.
Jak wiadomo, mamy problem z naborem 5 tys. urzędników wyborczych, którzy będą pomagać przy organizacji wyborów i zapewniać sprawne funkcjonowanie komisji wyborczych. Moim zdaniem ten problem mógłby nie zaistnieć – przynajmniej nie w aż takim wymiarze – gdyby dużo wcześniej podjęto w KBW odpowiednie działania. Gdy rozpoczęłam pracę, zorientowałam się, że jesteśmy wciąż w punkcie wyjścia. PKW 19 lutego podjęła uchwałę dotyczącą liczby urzędników wyborczych oraz zasad ich rekrutacji. I tyle. Bez określenia szczegółowych zadań urzędników, zasad ich pracy, a co najważniejsze – bez określenia zasad wynagradzania. Skutek był taki, że ludzie stawali przed dylematem, że powinni się zgłosić, ale nie mieli podstawowej wiedzy, jak mają pracować, jak mają być wynagradzani. Poczuli się zlekceważeni i potraktowani niepoważnie. Zostali niejako przymuszeni do zgłoszenia swoich kandydatur zupełnie w ciemno. Z tego powodu ci najbardziej doświadczeni urzędnicy nie złożyli wniosków, o czym w wielu mailach mnie informują. Ja ich rozumiem. Po tygodniu pracy przedłożyłam PKW uchwałę precyzującą te kwestie, oczywiście w zakresie, w jakim przepisy to dopuszczają. Jednocześnie poprosiłam o wydłużenie do 6 kwietnia terminu rekrutacji. Wcześniej na nabór przewidziano tylko 21 dni, które upływały 13 marca. Nikt tego należycie nie rozpropagował, nie zadbał o to, by informacja o rekrutacji w ogóle zaistniała w przestrzeni publicznej. Ja, czyli osoba żywotnie zainteresowana przygotowaniami do wyborów, dowiedziałam się o rekrutacji i jej zasadach praktycznie przez przypadek, wchodząc na stronę PKW, gdy przygotowywałam się do swojej rozmowy kwalifikacyjnej.
Według stanu na połowę marca mieliśmy 1162 kandydatów.
I to też może nie być ostateczna liczba. Odbyłam już spotkanie z dyrektorami delegatur KBW, do których trafia najwięcej ludzi z zapytaniami o tę rekrutację. Swoją drogą takie spotkanie powinno było się odbyć przynajmniej dwa miesiące wcześniej. Dyrektorzy delegatur to ludzie z ogromnym doświadczeniem i wysokimi kwalifikacjami, to z nimi należało wypracować koncepcję funkcjonowania korpusu urzędników. Szkoda, że tak się nie stało. Tak czy inaczej dyrektorzy zaproponowali korektę liczby wymaganych urzędników. Stwierdzili, że w małych gminach, dwu-, trzytysięcznych, nie potrzeba aż dwóch urzędników wyborczych. Pozostaje mi tylko się z nimi zgodzić i podjąć działania.
O prawie 600 osób. Czyli zrekrutować będzie trzeba ok. 4,6 tysiąca. To i tak będzie dla nas wyzwanie, biorąc pod uwagę zaległości w pracach oraz stworzoną atmosferę dezorganizacji i braku koncepcji. Jeden z sekretarzy stwierdził, że jako pierwszy zgłosił swoją kandydaturę na urzędnika wyborczego, ale później ją wycofał, gdy okazało się, że jest chaos i nikt nic nie wie.
Właściwy moment, by tego typu sprawy poruszać, był na etapie prac parlamentarnych nad zmianami kodeksu wyborczego, jednak ówczesne kierownictwo KBW tego tematu nie podjęło. Dziś sytuacja jest taka, a nie inna, teraz mamy jeden cel oraz deklarowane wsparcie ze strony MSWiA.
Na pewno nie, mam na myśli co innego. Patrząc z boku na przebieg prac nad tą ustawą, miałam wrażenie, że zamiast współpracy były dwa przeciwne sobie obozy. W takiej atmosferze trudno coś wypracować. Można było omówić szczegóły, z których wówczas być może nie zdawano sobie sprawy. KBW ma doświadczenie w tych sprawach, ustawodawca nie. Podobnie ze sprawą transmisji – w drugim dniu mojego urzędowania wystąpiłam z pytaniami do GIODO. Bo szykując rozwiązanie w postaci kamer w lokalach wyborczych, nikt w KBW nie pomyślał, że od maja w życie wchodzi RODO i w pierwszej kolejności problematykę tę należało jednoznacznie rozstrzygnąć.
Ja nie zdecyduję się na to ze względów bezpieczeństwa. To byłyby kompletnie oddzielne systemy, których nie będziemy w stanie zabezpieczyć. Potem pojawiłyby się też problemy organizacyjne typu: kto powinien sprzęt serwisować, przechowywać, czyją jest własnością itd. Dlatego moim zdaniem lepiej jest zorganizować jeden centralny przetarg, który wyłoni jedną firmę do zainstalowania kamer i zapewnienia transmisji. W ustawie jest też zapisane, że jeśli z jakichś względów transmisja internetowa nie będzie możliwa, wystarczy samo nagrywanie prac komisji.
Liczę się z taką możliwością, ale mam pewien pomysł, o którym na razie wolę nie mówić.
Wolałabym nie zagłębiać się w szczegóły. Na pewno problem istnieje, w tej chwili nie mam zasobów kadrowych, borykam się z problemami, których nie mogłam się spodziewać. Jeszcze zanim przyszłam do KBW, wiedziałam, że jest kłopot z informatykami i programistami, nie ma nawet porządnej, rozbudowanej komórki IT w ramach KBW. Część osób zrezygnowała z pracy z przyczyn losowych, zanim w ogóle tu się pojawiłam. I nie uzupełniano tych wakatów. Dziś na szczęście nie ma problemów z systemem informatycznym wspierającym wybory, wprowadzane są do niego nowe moduły. Natomiast wiem, że już w grudniu informatycy KBW poinformowali, że nie są w stanie zająć się kamerami i transmisją, bo ani nie są specjalistami w tej dziedzinie, ani nie mają zasobów kadrowych. I wtedy właśnie był moment, by podjąć działania. Już wtedy trzeba było ustalić koncepcję, wyjść z pytaniami do GIODO, zrobić rozeznanie rynku, przygotować specyfikację techniczną i znaleźć kogoś, jakąś specjalistyczną firmę, która pomoże przygotować przetarg.
Akurat prace komisji, poza głosowaniem, dotąd również mogli nagrywać.
To zawsze jest wola ustawodawcy. Myślę, że niewiadomych jest na tyle dużo, że na razie nie powinniśmy w ogóle spekulować.
Abstrahując od kwestii transmisji i kamer – bo tu sprawa jest jeszcze otwarta – to ja już wiem, że ta kwota powinna być mniejsza. Wiemy np., że obwodowe komisje wyborcze nie potrzebują skanerów, bo protokoły z ich prac mogą być skanowane na poziomie delegatur. To samo dotyczy komputerów, nie trzeba ich kupować, gdyż tak jak dotąd zapewnią je gminy. Warto przypomnieć, że samorządy nadal mają ustawowy obowiązek zapewnienia organizacji tych wyborów jako zadanie zlecone.
I tu się nic nie zmienia. Wszystko da się zorganizować. Z punktu widzenia władz lokalnych wiele kwestii organizacyjnych nie ulegnie zmianie, z wyjątkiem korpusu urzędników wyborczych, którzy zastąpią w tej dziedzinie samorządowych sekretarzy. Mówiąc prosto – wszystko odbędzie się tak samo, tylko kto inny będzie kierować zadaniami do wykonania. Systemowo to dobre rozwiązanie. Przy okazji chciałabym podkreślić – urzędnicy wyborczy nie będą członkami komisji. To ważne, gdyż spotkałam się z takimi stwierdzeniami, również w mediach. Dlatego wyjaśniam ewentualnym chętnym – to nie jest nabór na członków obwodowych komisji wyborczych. Na to przyjdzie czas przed samymi wyborami.
Bardzo dobrze, podobnie jak z całym składem sędziowskim PKW.
Już podczas mojej rozmowy kwalifikacyjnej powiedziałam, że przyjmując takie rozumowanie, należałoby uznać, że w naszym kraju po prostu nie ma żadnego apolitycznego urzędnika. Każdy pracuje przecież albo dla administracji rządowej, albo samorządowej. W toku kariery zawodowej współpracowałam z różnymi środowiskami politycznymi. Pierwszym, który awansował mnie na stanowisko kierownicze, był prezydent będący szefem terenowych struktur SLD. Z kolei po raz pierwszy sekretarzem mianował mnie członek PSL. Najdłużej zaś pracowałam tam, gdzie rządziła koalicja PO i PiS. Dlatego tak krzywdzące są tego rodzaju zarzuty. Barwy polityczne nie mają dla mnie znaczenia. Póki miałam gwarancję pracy na podstawie prawa i w granicach prawa. Nigdy nie miałam problemów z odchodzeniem ze stanowiska, po prostu szukałam wówczas innego zajęcia. Bywało, że dojeżdżałam codziennie 140 km do pracy.
A nie jest?
Nikt ze mną nie uzgadniał treści opisu mojej kandydatury, ale jak rozumiem, wyeksponowano to, co w kontekście funkcji, o którą się ubiegałam, było ważne – czyli doświadczenie w samorządzie, i to na stanowiskach, dzięki którym dobrze znam prawo wyborcze.
I one były przez długi czas niezdrowo podsycane. Ten urząd nigdy wcześniej w czymś takim nie uczestniczył. Codziennie dostaję prośby o wywiad czy udział w jakiejś audycji. By temu sprostać, musiałabym odłożyć swoje obowiązki na bok. Proszę mi pokazać takie zainteresowanie KBW czy PKW jeszcze rok temu. Albo znaleźć jakieś informacje dotyczące mojej poprzedniczki. Pan redaktor wie o mnie wszystko, zarzuca ministerstwu, że nie wymieniło jednego z moich miejsc pracy w komunikacie. A zna pan tego typu szczegóły na temat mojej poprzedniczki? Ta sytuacja nie jest do końca normalna.
A czy ktoś pamięta, jak wcześniej szefowie KBW byli powoływani? Nikt zdaje się nie pamiętać, że kiedyś robił to marszałek Sejmu. Dopiero kodeks wyborczy z 2011 r. przewidział, że szefa KBW wybiera PKW. Wszystko zależy od podejścia, jak chce się zrobić z czegoś sensację, to się ją robi.
Na pewno byłoby dużo łatwiej, gdyby wszystkie działania, które ja podjęłam w ciągu tych ponad dwóch tygodni, zostały podjęte znacznie wcześniej. Uważam, że wciąż jest jeszcze mnóstwo do zrobienia. Zawsze coś może się nie udać, ale do tego nie trzeba żadnej zmiany w przepisach czy zawirowań kadrowych. Natomiast na dziś po prostu nie zakładam, że to przedsięwzięcie się nie uda. Przed nami ciężka praca, dlatego najważniejsze jest pozytywne podejście. Nie rozumiem osób, które zamiast działać, twierdzą, do tego publicznie, że coś się nie uda. Ja wolę ciężko pracować i szukać wyjść z trudnych sytuacji, nawet jeśli wiązałoby się to z sięganiem po inne środki, niż wcześniej przewidywano.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu