Rafał Jurkowlaniec jako ósmy z członków zarządu Polskiego Związku Kolarskiego podał się do dymisji. O swojej decyzji poinformował na Facebooku. To oznacza, że jedynym, który nie zdecydował się na taki krok jest prezes Dariusz Banaszek.

"Sytuacja wzajemnych pomówień, niedomówień, kłótni, prześcigania się w medialnych rewelacjach i odgrażania się za pomocą mediów społecznościowych to nie jest poziom, który powinien towarzyszyć dyskusji o przyszłości kolarstwa. Nie jest to też atmosfera, która pozwala w normalnych warunkach pracować zawodnikom czy trenerom" - napisał Jurkowlaniec.

Kilka godzin wcześniej, kiedy Banaszek informował na konferencji prasowej, że nie poda się do dymisji do 22 grudnia, czyli dnia, w którym odbędzie się nadzwyczajny zjazd związku, Jurkowlaniec był jedynym obok szefa federacji członkiem zarządu, który pozostał na "polu bitwy". Do dymisji wszystkich nawoływał minister sportu i turystyki Witold Bańka po tym, jak wyszła na jaw afera obyczajowa w związku.

Reklama

"Aferami muszą się zająć prokuratury i sądy. To one powinny wyjaśnić bulwersujące działania i zachowania osób związanych z polskim kolarstwem, prowadzące do niszczenia tej dyscypliny sportu, nadużyć władzy i stawiania ciężko pracujących zawodników, trenerów, kadry szkoleniowej i struktur regionalnych w tak negatywnym świetle. To one powinny też chronić osoby poszkodowane, które dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami nie w blasku fleszy, lecz przed przedstawicielami instytucji, którym ufają. Granice przyzwoitości zostały w tym przypadku przekroczone" - dodał Jurkowlaniec, w przeszłości wojewoda dolnośląski i marszałek województwa dolnośląskiego.

"W PZKol reprezentowałem przede wszystkim interesy Dolnego Śląska, który dzięki partnerstwu, wytężonej pracy i zaangażowaniu wielu środowisk jest jednym z najlepiej rozwiniętych kolarsko regionów w kraju. To tutaj działamy ponad podziałami starając się rozwijać kolarskie talenty. Tu pozyskujemy sponsorów i dbamy o nich oraz o młodych zawodników, którzy ciężko pracują, by sięgać po najwyższe kolarskie laury. Dziś stajemy przed jeszcze jednym wyzwaniem – odbudowaniem zaufania do tej dyscypliny sportu i instytucji ją reprezentujących. I w tę stronę kieruję moją dalszą aktywność, ale już poza zarządem PZKol" - zaznaczył.

Wcześniej w piątek z funkcji członków zarządu PZKol zrezygnowali Lucjusz Wasielewski i Arkadiusz Jałowski. W środę uczynili to Piotr Kosmala, Adam Wadecki, Franciszek Harbacewicz i Tadeusz Jasionek, a w poniedziałek Marek Kosicki.

PZKol zmaga się z kłopotami finansowymi - jest poważnie zadłużony, ponadto wycofał się sponsor główny - firma CCC, a sponsor strategiczny Orlen oraz ministerstwo zawiesiły finansowanie. Współpracę z kolarską centralą zawiesiła również firma odzieżowa OTCF, właściciel marki 4F.

Związkiem wstrząsnął także skandal obyczajowy. 25 listopada były wiceprezes Kosmala ujawnił portalowi WP SportoweFakty, że "ważna osoba w środowisku kolarskim" miała się dopuścić czynów ohydnych jak zastraszanie, seks z podopiecznymi, w tym z nieletnimi, a nawet gwałt. Dodatkowo w grę wchodziły nadużycia finansowe. Potwierdzić miał to zewnętrzny audyt zlecony przez Banaszka. Po tej publikacji minister Bańka wezwał zarząd związku do natychmiastowej dymisji.

Po tym, jak Banaszek ogłosił, że nie zamierza zrzec się funkcji minister sportu podkreślił, że tym samym nie zostały spełnione warunki dalszej współpracy. "Nie będzie zmiany stanowiska z naszej strony. Wszyscy muszą odejść. Musi nastąpić całkowity reset, całkowite katharsis" - powiedział Bańka podczas briefingu w siedzibie MSiT i poinformował, że w przyszłym tygodniu resort zamierza rozpocząć procedurę złożenia wniosku do Sądu Rejestrowego o wprowadzenie kuratora, o zawieszenie władz, "chyba że w najbliższych dniach przyjdzie refleksja i wszyscy zrezygnują".