Obama został zaprzysiężony jako 44. prezydent USA na Kapitolu. Przysięgę, złożoną na tzw. Biblię inauguracyjną Abrahama Lincolna, odebrał prezes Sądu Najwyższego John Roberts.
Obama - syn białej kobiety urodzonej w Kansas i ciemnoskórego mężczyzny pochodzącego z Kenii - przysięgał, posługując się obydwoma imionami: Barack i Hussein.
Formalnie Obama został prezydentem punktualnie w południe, na kilka chwil przed złożeniem przysięgi.
Tuż przed Obamą został wtorek zaprzysiężony jako wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden.
Obama przedstawia wyzwania stojące przed Ameryką
Barack Obama, zaprzysiężony we wtorek jako 44. prezydent USA, w przemówieniu inauguracyjnym przedstawił trudne wyzwania stojące przed Ameryką i wezwał rodaków do poświęceń i stawienia nim czoła.
W trwającym około 20 minut, wygłoszonym w porywającym stylu przemówieniu nowy prezydent podkreślił, że Stany Zjednoczone przeżywają kryzys gospodarczy, prowadzą dwie wojny, borykają się z nierozwiązanymi problemami, takimi jak wymagająca reformy ochrona zdrowia, a przede wszystkim zaczynają wątpić w dalszy pomyślny rozwój, gdyż "przenika je obawa, że zmierzch Ameryki jest nieunikniony".
"Wyzwania, przed jakimi stoimy, są rzeczywiste. Są poważne i jest ich wiele. (...) Ale niech Ameryka wie - stawimy im czoło. Zbieramy się dziś, ponieważ wybraliśmy nadzieję zamiast strachu i jedność celu zamiast konfliktu i niezgody " - powiedział.
Obama przypomniał o ofiarach i wyrzeczeniach minionych pokoleń - pionierów zasiedlających wielki kraj, robotników pracujących ciężko w fabrykach i żołnierzy poległych w wojnach - i wezwał Amerykanów, by nawiązali do tych poświęceń w przekonaniu, że można przezwyciężyć obecne trudności, gdyż potencjał Ameryki jest wciąż olbrzymi.
Obama dał do zrozumienia, że zamierza przeprowadzić bardzo ambitne, daleko idące zmiany
"Jesteśmy nadal najbogatszym i najpotężniejszym narodem na Ziemi. Nasi robotnicy nie są mniej wydajni niż przed kryzysem. Nasze zdolności pozostają niezmniejszone" - oświadczył.
Ostrzegł jednak, że potrzeba będzie wyrzeczeń i niepopularnych reform. "Czas bierności, chronienia wąskich partykularnych interesów i odkładania na potem nieprzyjemnych decyzji - ten czas na pewno minął" - powiedział.
Przypomniał następnie w zarysie przedstawiany już program swojej administracji - państwowe inwestycje w naprawę infrastruktury, alternatywne źródła energii, rozwój nauki i nowych technologii, reformę oświaty.
Polemizując ze sceptykami, którzy - jak mówił - "sugerują, że nasz system nie zniesie zbyt wielkich planów", Obama dał do zrozumienia, że zamierza przeprowadzić bardzo ambitne, daleko idące zmiany.
Podkreślił jednak, że będzie podążał centrowym kursem, między progresywizmem a konserwatyzmem.
"Ameryka jest przyjacielem wszystkich narodów, które chcą przyszłości w pokoju i godności"
"Problem dziś nie polega na tym, czy nasz rząd jest zbyt mały, czy zbyt wielki, tylko czy spełnia swoje zadania" - oświadczył i zapowiedział, że nieskuteczne, marnotrawne programy rządowe będą eliminowane.
W części poświęconej polityce obronnej i zagranicznej prezydent akcentował wolę "nowego otwarcia" w stosunkach Ameryki ze światem, zapowiedział nacisk na dyplomację i multilateralizm, ale także ostrzegł, że jego administracja nie będzie miękka wobec wrogów USA.
"Ameryka jest przyjacielem wszystkich narodów, które chcą przyszłości w pokoju i godności. (...) Poprzednie pokolenia nie walczyły z faszyzmem i komunizmem tylko czołgami i rakietami, ale za pomocą sojuszy i trwałych przekonań. Rozumiały, że sama siła nie może nas ochronić. Wiedziały, że nasza potęga emanuje ze słuszności naszej sprawy, siły naszego przykładu i miarkujących cech pokory i powściągliwości. Będziemy kontynuować to dziedzictwo" - mówił.
Obama zapowiedział następnie, że jego rząd "odpowiedzialnie pozostawi Irak jego narodowi", i ostrzegł nieprzyjaciół USA i terrorystów, żeby nie liczyli na tolerancję.
"Nie możemy sobie pozwolić na to, by pozostać obojętnymi na cierpienia poza naszymi granicami"
"Nie będziemy przepraszali za nasz styl życia, ani wahali się w jego obronie. Tym, którzy starają się osiągać swoje cele za pomocą terroru i mordowania niewinnych, mówimy, że nasz duch jest silniejszy i nie można go złamać. Pokonamy was" - oświadczył.
Zwracając się do krajów muzułmańskich, Obama zapowiedział, że Ameryka "poszukuje nowej drogi, opartej na wzajemnych interesach i wzajemnym szacunku".
Zapowiedział także pomoc dla biednych krajów Trzeciego Świata.
"Nie możemy sobie pozwolić na to, by pozostać obojętnymi na cierpienia poza naszymi granicami. Świat się zmienił i my musimy się zmienić razem z nim" - zaznaczył.
"Z nadzieją i cnotą raz jeszcze zmierzmy się z lodowatymi prądami i przetrwajmy burze, które mogą nadejść"
Na zakończenie podkreślił, że chce zmienić Amerykę, ale w zgodzie z jej tradycyjnymi ideałami i wartościami.
"Nasze wyzwania mogą być nowe. Narzędzia, za pomocą których się z nimi zmierzymy, mogą być nowe. Ale wartości, od których zależy nasz sukces - ciężka praca, uczciwość, odwaga, fair play, tolerancja, ciekawość i patriotyzm - są stare. Były cichą siłą postępu przez całą naszą historię" - oświadczył.
"Z nadzieją i cnotą raz jeszcze zmierzmy się z lodowatymi prądami i przetrwajmy burze, które mogą nadejść. Kiedy byliśmy wystawiani na próbę, nie odwracaliśmy się plecami i nie okazywaliśmy słabości. Ze wzrokiem skierowanym ku horyzontowi i łaską, którą Bóg nas obdarza, nieśliśmy zawsze naprzód ten dar wolności i przekazywaliśmy go przyszłym pokoleniom" - powiedział prezydent w ostatnich słowach mowy inauguracyjnej.