Demokraci uważają, że reforma jeszcze bardziej obciąży pracujących
Reklama
Niemal rok po wyborach, które dały republikanom pełnię władzy w USA, partia przedstawiła projekt największej od trzech dekad reformy podatkowej. Prawica reklamuje ją jako spełnienie przedwyborczych obietnic.
Demokraci uważają, że zmiana pogłębi dysproporcje majątkowe w społeczeństwie. – Republikanie za zamkniętymi drzwiami przygotowali program, który długofalowo zwiększy obciążenie dla pracujących rodzin – mówiła w Kongresie demokratyczna posłanka Suzan DelBene. – To obniżka podatków dla najbogatszych, którą sfinansują nasze dzieci i wnuki – dodaje. Podobnego zdania jest Lawrence Summers, były główny ekonomista Banku Światowego i sekretarz skarbu w gabinecie Billa Clintona. – Większość korzyści płynie do najbogatszych. Nadzieja, że ta reforma będzie bodźcem dla wzrostu, jest złudna – powiedział „New York Timesowi".
Prezydent Donald Trump, którego administracja we wrześniu złożyła własny projekt reformy systemu podatkowego, napisał jednak na Twitterze, że koncepcja republikanów jest dobra dla USA i że liczy na jej wprowadzenie do końca tego roku. On sam podczas kampanii proponował m.in. odciążenie klasy średniej i uproszczenie systemu, co pośrednio znalazło odzwierciedlenie w projekcie republikanów. Analitycy przewidują, że radykalne zmiany podatkowe w ciągu 10 lat będą kosztować budżet 1,5 bln dol.

Reklama
Republikanie z siedmiu dotychczasowych progów dla osób fizycznych chcą zrobić zrobić cztery: 12, 25, 35 i 39,6 proc. Największe korzyści osiągnie 42 mln Amerykanów z drugiego obecnie progu podatkowego, którzy zamiast 15 proc. zapłacą 12. Najbiedniejsi muszą się jednak liczyć z podwyżką o 2 pkt proc. W zamian republikanie planują zwiększenie wysokości odliczeń dla singli, małżeństw i małżeństw z dziećmi. Do tej pory osoby samotne mogły odliczyć 6,3 tys. dol., a małżeństwa – 12,7 tys. dol. Jeśli zmiany wejdą w życie, single będą mogli odliczyć o 4 tys. dol. więcej, a małżeństwa – niemal dwukrotnie więcej niż obecnie.
Duże zmiany czekają firmy. Obecnie płacą one 35-proc. podatek, choć przy sprawnej księgowości możliwe jest odliczenie dużej części tej kwoty. Korporacje pomniejszały ją np. o wydatki na reklamę czy odsetki od zadłużenia. Republikanie zaproponowali, by wysokość podatku była niższa, jednak poddana bardziej restrykcyjnym zasadom odliczeń. Ma to zachęcić korporacje do rozwijania nowych technologii, bowiem według projektu odliczeniom zostaną poddane wyłącznie wydatki na badania i rozwój.
Autorzy reformy liczą, że dzięki niej USA staną się atrakcyjne podatkowo dla dużych międzynarodowych korporacji. Te do tej pory starały się unikać wysokiego opodatkowania, księgując dochody w krajach oferujących najniższe stawki. Liderem w zestawieniu jest Apple, który w 2016 r. zaksięgował poza granicami Stanów Zjednoczonych 246 mld dol. Z tyłu zostaje Microsoft z 142 mld dol., General Electric z 82 mld dol. czy Google z 61 mld dol. Reforma zawiera w sobie mechanizm zabezpieczający przez nadmiernym wyprowadzaniem dochodów za granicę. Jeśli firma w dowolnym kraju zapłaci podatek niższy niż 10 proc., będzie zobowiązana pokryć różnicę w Stanów Zjednoczonych.
W dokumencie pojawił się również radykalny pomysł na wprowadzenie 20-proc. cła na transakcje wykonywane pomiędzy amerykańskimi filiami zagranicznych firm. Ta koncepcja może uderzać także w przedsiębiorców z Europy, zmuszając ich do podwójnego opodatkowania.