Andrzej Duda nie może liczyć przy przygotowaniach do referendum konstytucyjnego na wsparcie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Efektem tego jest niska frekwencja na spotkaniach poświęconych pomysłowi.
Jak słyszymy od osób z otoczenia prezydenta, kampania informacyjna, której zwieńczeniem ma być przyszłoroczne referendum na temat nowej konstytucji, pozostawia wiele do życzenia. – Partia rządząca nie tylko nie włączyła się w tę inicjatywę, ale jeszcze podważa jej sens. Media narodowe też jakoś nieszczególnie podejmują temat. Prezydent został w tej sprawie sam – twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Jak dotąd w ramach prezydenckiej inicjatywy zorganizowane zostały cztery konferencje – dwie z nich, z udziałem Solidarności, w Gdańsku i Warszawie. Do wydarzeń z tej kategorii pałac zalicza zarówno październikowe spotkanie w siedzibie głowy państwa (pt. „Wspólnie o konstytucji, wspólnie o samorządzie”), jak i... panel dyskusyjny o „swobodzie działalności gospodarczej jako wartości konstytucyjnej” zorganizowany w ramach Forum Ekonomicznego w Krynicy. Udało się też zorganizować siedem spotkań regionalnych w miastach wojewódzkich (Rzeszów, Szczecin, Kielce, Poznań, Toruń, Katowice, Gdańsk). Ostatnie z nich miało miejsce 27 października w Gdańsku.
Reklama
Z naszych ustaleń wynika, że otoczenie prezydenta nie jest zadowolone z frekwencji na tych wydarzeniach. Rozmówcy DGP twierdzą, że dochodziło nawet do sytuacji, gdy na salę dopraszano lokalnych urzędników, by robili sztuczny tłum.
O liczbę osób biorących udział w spotkaniach konsultacyjnych zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta. Poinformowano nas jedynie, że „szczegółowe informacje” na ten temat można znaleźć na stronie internetowej prezydenta. Jednak w zakładce „referendum konsultacyjne” próżno szukać informacji np. o frekwencji na poszczególnych spotkaniach czy nagrań wideo.

Reklama
Pytania skierowaliśmy więc do współorganizatorów spotkań regionalnych. I tak np. 18 września na spotkaniu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego (czyli regionu, w którym marszałek pochodzi z PiS) pojawiło się zaledwie ok. 80 osób. – Urząd informował wcześniej o konsultacjach za pośrednictwem strony internetowej oraz poprzez podległe mu jednostki – mówi rzecznik prasowy Tomasz Leyko. Podobnie było 18 października w Toruniu. W tym mieście pomysłami prezydenta było zainteresowanych ok. 100 osób. – Urząd informował mieszkańców za pośrednictwem plakatów, miejskiego serwisu informacyjnego i serwisów społecznościowych. Informacje o spotkaniu przesłane zostały również do toruńskich redakcji i pojawiły się w lokalnych mediach, zarówno w formie zapowiedzi, jak i relacji – zapewnia Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta miasta.
Politycy PiS przyznają, że frekwencja na spotkaniach nie rzuca na kolana.
– Pan prezydent nie ma żadnych struktur w terenie, tylko biuro i swoją kancelarię w Warszawie. Już na starcie ludzie z jego otoczenia powinni wykazać się refleksją, że razem pewne inicjatywy łatwiej jest przeprowadzić – mówi Jerzy Wilk, poseł PiS.
Dystans polityków PiS w stosunku do referendum to niejedyne zmartwienie prezydenta Andrzeja Dudy. Do współpracy prezydent namówił co prawda samorządy, ale te oczekują teraz czegoś w zamian. Efekt jest taki, że ten niepisany sojusz za chwilę czeka pierwszy test – lokalne władze zamierzają namówić prezydenta do skierowania do Trybunału Konstytucyjnego (lub zawetowania) nowelizacji ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, którą niedawno błyskawicznie przyjął Sejm, a która pozbawia gminy wpływu na wysokość taryf za wodę (od tego będzie krajowy regulator). Zdaniem władz lokalnych w ten sposób PiS próbuje zablokować im możliwość uwzględnienia w taryfach kosztów reformy prawa wodnego (np. powstanie nowej instytucji – Wód Polskich). Samorządy chcą złożyć skargę do TK, jednak wolałyby, aby zrobił to Andrzej Duda. – Wniosek złożony przez głowę państwa ma inną rangę niż choćby grupowa skarga gmin – wskazuje jeden z włodarzy. Przy czym samorządowcy sami zdają sobie sprawę, że stawiają prezydenta w trudnej sytuacji. – Zawetowanie ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych przyszło prezydentowi dużo prościej. Odbyło się to niewielkim politycznym kosztem, bo nie miało bezpośredniego wpływu na sytuację mieszkańców. Ale już zawetowanie lub skierowanie do TK sprawy ustalania taryf za wodę może narazić prezydenta na ataki ze strony PiS. Wystarczy, że partia zacznie wskazywać go palcem jako tego, który nie chciał uchronić obywateli przed zachłannymi samorządami – wyjaśnia nam jeden z samorządowców.
Jest jeszcze jeden kłopot: jak mówi nam poseł Andrzej Maciejewski z Kukiz’15, jego ugrupowanie chce się zaangażować w kampanię społeczną głowy państwa (dla samej idei promowania mechanizmu referendalnego). Ale Kukiz’15 ma obecnie z PiS na pieńku. Chociażby z tego powodu, że angażuje się w spór o sądy na linii PiS – Andrzej Duda. A to może jeszcze bardziej zniechęcić PiS do prezydenckiej inicjatywy.
Samorządy chcą, by prezydent zapłacił za poparcie, wetując ustawę wodną.