Dwóch amerykańskich żołnierzy i czterech afgańskich cywili zginęło w zamachu samobójczym w Kabulu przed ambasadą Niemiec - poinformowało dowództwo armii USA.

Napływają sprzeczne doniesienia o liczbie rannych.

Na początku informowano o co najmniej 12 osobach rannych, w tym czterech amerykańskich żołnierzach.

Wedle ostatnich doniesień Reutera, powołującego się na źródła szpitalne, czternastu cywilów zostało zabranych do szpitala, lecz jeden zmarł w drodze.

Ta sama agencja pisze, cytując przedstawiciela armii USA, że dwóch amerykańskich żołnierzy zginęło, a 12 zostało rannych. Zastrzega jednak, że doniesienia o liczbie ofiar są niepotwierdzone.

Agencja Associated Press pisze o 23 rannych Afgańczykach i 12 Amerykanach

Jak zapewnił Reutera rzecznik ambasady Niemiec, nie ma żadnych ofiar wśród pracowników placówki. Z kolei AP pisze, powołując się na rzecznika niemieckiego MSZ, że "kilka osób z personelu" zostało rannych w wybuchu, lecz nie podano dokładnej liczby.

"Ten incydent wzmocni jedynie nasze wspólne postanowienie, żeby ścigać siatkę wroga zanim skrzywdzi niewinnych Afgańczyków i siły koalicji" - powiedział rzecznik amerykańskiej armii Jerry O'Hara.

Jak pisze AFP, zamachu dokonali talibowie. Kamikadze wysadził samochód na drodze wzdłuż której ustawione są wysokie betonowe bariery biegnące pomiędzy ambasadą Niemiec a Camp Eggers - siedzibą oddziału amerykańskiej armii szkolącego afgańskie wojsko i policję. Bazę wojskową USA w Kabulu i niemiecką ambasadę dzieli tylko dwupasmowa ulica.

Celem zamachu "mogli być zarówno Afgańczycy jak i cudzoziemcy" - zauważył rzecznik afgańskiego ministerstwa obrony generał Mohammed Azimi.

Kilka samochodów zostało zniszczonych przez eksplozję. Nie ma na razie informacji, czy ugaszono pożar w ambasadzie Niemiec. Na miejscu jest straż pożarna.