Spór o nowy kształt przepisów dotyczących pracowników delegowanych ożywiło pojęcie dumpingu socjalnego. Problem w tym, że takich sytuacji jest w UE znacznie więcej. Większość stworzyła stara Europa.
Niemiecki biegły Peter Mankowski, na zlecenie Federacji Niemieckich Związków Zawodowych (DGB) i Federalnego Stowarzyszenia Transportu Towarów (BGL), sporządził ekspertyzę, która ma pomóc RFN w korzystnym zakończeniu unijnego postępowania o naruszanie swobody świadczenia usług. Zostało ono rozpoczęte po tym, jak Niemcy objęli przepisami o płacy minimalnej m.in. polskich kierowców TIR-ów (rząd na razie odstąpił od kontroli przestrzegania przepisów). Ofensywę przeciw tzw. dumpingowi socjalnemu zapowiedział również nowy prezydent Francji Emmanuel Macron. I Berlin, i Paryż zyskają najpewniej wsparcie Komisji Europejskiej, która chce tę kwestię uregulować za pomocą dyrektywy.
Hans-Werner Sinn, wieloletni szef Instytutu Ifo – poważanego, niemieckiego ośrodka badań nad gospodarką, zdefiniował dumping socjalny jako „słabo rozwinięte państwo dobrobytu tworzące przewagę konkurencyjną dla swoich firm”. Jak wskazuje jednak Kristina Maslauskaite w raporcie dla Instytutu Jacques’a Delorsa, francusko-niemieckiego think tanku, trudno doszukiwać się tak rozumianego dumpingu w UE. Owszem, nominalna stawka godzinowa pracownika z Bułgarii i Niemiec różni się znacznie; różnica ta jednak zanika, jeśli obie wartości zaczną uwzględniać różnice w sile nabywczej czy kursy walutowe.
Reklama
Dumping socjalny to nośny temat, bo zachodzi tu, na miejscu – a nie w jakiejś odległej fabryce na drugim końcu świata. Problem polega na tym, że nie jest to jedyny dumping, jaki dotyka Unię i zaburza jednolity rynek – i nie jest to najważniejsza słabość go trapiąca.
Znacznie bardziej groźny jest chociażby dumping podatkowy, co uświadomiła seria afer pokazujących skalę unikania podatków czy ich zmniejszania dla firm, tj. LuxLeaks czy Panama Papers. Teraz o problemie przypomina „Malta Files”. Przykład: chociaż stawka CIT nominalnie w tym kraju wynosi 35 proc., to międzynarodowe firmy mogą ubiegać się o zwrot nawet 6/7 uiszczonej maltańskiemu fiskusowi kwoty, przez co realna stawka spada do 5 proc. Zgodnie z raportem przygotowanym na zlecenie Zielonych – Wolnego Sojuszu Europejskiego (grupy politycznej w europarlamencie) i opublikowanym w styczniu br. tylko dzięki maltańskim przepisom europejskie firmy uniknęły w latach 2012–15 zapłacenia podatków o wartości 14 mld euro.

Reklama
A przecież Malta nie jest najgorszym „dumperem” podatkowym w UE. Korzystne, często skrojone na miarę rozwiązania podatkowe uczyniły z Irlandii magnes dla amerykańskich gigantów branży technologicznej. W tyle nie pozostają Holandia i Luksemburg.
To zresztą nie są jedyne niedostatki jednolitego rynku. Poważny problem stanowią również nie do końca uzasadnione różnice w traktowaniu przedsiębiorstw ze starej i nowej Unii przez Dyrekcję Generalną ds. Konkurencji, czyli organu Komisji pilnującego, aby na jednolitym rynku panowały zasady fair play. Jak w raporcie z kwietnia br. podliczyli analitycy Polityki Insight, w latach 2005–16 Komisja nałożyła kary za nadużycie dominującej pozycji rynkowej w podobnej wysokości (182 vs 168 mln euro) na firmy ze starej i nowej Unii – pomimo znaczącej różnicy w potencjałach gospodarczych. Co więcej, w przypadku takich spraw firmy ze starej Unii częściej odchodzą z Brukseli z listą zaleceń, bez żadnej grzywny. Analitycy wskazują również, że biznesowi z naszej części regionu trudniej przekonać Brukselę do swojej sprawy (czego przykładem jest chociażby spór polskiego Fakro z duńskim Veluxem, zakończony przez Komisję stwierdzeniem, że Velux nie dopuścił się nadużycia dominującej pozycji rynkowej).
Raport „(Nie)Uczciwa konkurencja” wskazuje również na różnicę w podejściu do kwestii pomocy publicznej. „Chociaż Państwa »starej« Unii przeznaczają na pomoc publiczną 10 razy większe środki niż nowi członkowie Wspólnoty, Komisja wydała w ich przypadku tylko 5 razy więcej wniosków o jej zwrot”. Co więcej, decyzje o zwrocie pomocy publicznej częściej wykonywane są w przypadku nowych członków Unii.
Dumpingi można mnożyć: od większego know-how zachodnich koncernów w stosunku do rywali z nowej Europy po lepiej rozwinięty sektor bankowy czy doinwestowaną infrastrukturę. Pojęcie dumpingu socjalnego jest w tym kontekście jedynie narzędziem do realizacji wąsko pojętych interesów narodowych Niemiec i Francji.
Berlin rozważa kary za brak praworządności
Niemiecki rząd zastanawia się nad możliwością wstrzymania wypłat środków unijnych państwom, które łamią zasadę praworządności. Temat pojawił się w dokumencie dotyczącym przyszłej perspektywy budżetowej Unii, do którego dotarł portal Politico. Autorzy sugerują, by decyzję o wstrzymaniu wypłat podejmowała Komisja Europejska; teraz wymaga to jednomyślnej decyzji wszystkich państw członkowskich. Dokument rozważa też wprowadzenie mechanizmu wymuszania reform makroekonomicznych poprzez wstrzymywanie dopłat krajom, które nie osiągnęły zakładanych wskaźników gospodarczych. Dyskusja o wprowadzeniu sankcji za łamanie fundamentalnych wartości przez państwa członkowskie toczy się na forum Unii od sukcesu wyborczego skrajnej prawicy w Austrii w 1999 r. Padł argument, że Unia jest bezsilna wobec podobnego zdarzenia w przyszłości. Odpowiedzią na wybór Victora Orbana była procedura praworządności, która przewidywała trudne do wprowadzenia sankcje. Na skutek sporu Komisji z Polską pojawił się pomysł, żeby je związać z wypłatą funduszy unijnych. To jednak pierwszy raz, kiedy pomysł pojawia się w dokumencie rządowym.