Sport, sprawa odzyskania skradzionych podczas II wojny światowej dzieł sztuki oraz historia - to kwestie, które - według polityków - mogą łączyć, a nie dzielić siły polityczne oraz Polaków.
Reklama

Politycy PiS, PO, Nowoczesnej, PSL oraz Kukiz'15 spotkali się sobotę w radiowej Trójce, byli pytani m.in. co może ich łączyć. Według europosła PiS Ryszarda Czarneckiego taka dziedziną jest sport. "Wszyscy dopingujemy biało-czerwonych na najważniejszych turniejach mistrzowskich, mistrzostwach Europy, świata, igrzyskach olimpijskich" - wyjaśniał. Dodał, że politycy mogą się porozumieć także w kwestii odzyskania skradzionych dzieł sztuki. "Wokół sprawy odzyskania dzieł sztuki, dzieł polskiej kultury, które przez wieku był w polskich muzeach w polskich pałacach, warto się zjednoczyć i warto tę sprawę postawić na sztandar, (...) podziałów być nie powinno" - mówił.

Również europoseł Jarosław Kalinowski (PSL) uznał, że sport może łączyć Polaków. Zauważył, że spornych kwestii Polacy unikają także podczas turystycznych wyjazdów zagranicznych. "Nikt nie pyta rodaka, z jaką partią sympatyzuje, jeżeli spotkamy się gdzieś na wyjeździe zagranicznym, turystycznie. Ja się spotykam z miłymi sytuacjami, gdzie się ludzie uśmiechają, są serdeczni i bardzo mili dla siebie" - powiedział.

"Kiedyś sprawy zagraniczne były takim elementem, który nas łączył. Dziś jest elementem, który nas bardziej dzieli" - oceniła Katarzyna Lubnauer (N). "Jeszcze czasami, chociaż też już rzadziej, można przyjąć w Sejmie wspólną uchwałę przez aklamację, dotyczącą wydarzeń historycznych (...). Chodzi o takie uchwały związane z naszymi ludźmi, którzy byli ważni dla naszej historii, z naszymi poetami, pisarzami, naukowcami" - dodała. Grzegorz Długi (Kukiz'2015) mówił w tym kontekście o konieczności zmiany języka, jakim posługują się politycy - według niego powinien być bardziej precyzyjny i mniej skomplikowany.

Reklama

W ocenie Marcina Kierwińskiego (PO) obszarem, który może łączyć polityków i Polaków jest historia. "Jeżeli popatrzymy na dawną historię, I Rzeczpospolitą, to (...) wszyscy Polacy czują, że ta historia to coś wspaniałego. Im bliżej dochodzimy do wieku XX tym te podziały zaczynają być mocniejsze. A potem ta historia nas w ogóle nie łączy, a właściwie staje się elementem okładania politycznego i to chyba bardzo niedobre. Bo jednak powinniśmy potrafić z naszej historii, zarówno z tej starszej, jak i najnowszej, wyciągnąć wspólne, konstruktywne wnioski" - mówił.

Podczas audycji goście byli pytani o zmiany w sądownictwie. Chodzi m.in. o projekt posłów PiS ws. sądów, który został opublikowane w środę na stronie internetowej Sejmu. Czarnecki ocenił, że zmiany w sądownictwie są potrzebne. "Wymiar sprawiedliwości jest niesłychanie krytycznie oceniany przez obywateli" - argumentował. "W sytuacji istotnej reformy tego systemu nadrabiamy zaległości dwudziestu paru lat. To środowisko (sędziowskie - PAP), jak wiadomo było w jakimś sensie państwem w państwie. To należy zmienić" - przekonywał.

Także Kalinowski przyznał, że wymiar sprawiedliwości wymaga zmian. Zaznaczył jednak, że to, co proponuje obecna władza jest "łamaniem fundamentalnych zasad konstytucyjnych, łamaniem zasad trójpodziału władzy". Z europosłem PSL zgodziła się Lubnauer, - której zdaniem - proponowane zmiany w sądownictwie "to koniec trójpodziału władzy w Polsce". Według posła Długiego nie przyniosą one oczekiwanego efektu. "My zastępujemy jeden problem drugim problemem, żadnego rozwiązania w tym wszystkim nie widać" - powiedział. Kierwiński mówił, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości proponowane przez PiS nie są reformą, bo nie służa obywatelom. "Zmienia tylko jedno, że pan minister (sprawiedliwości - PAP) będzie mógł sterować wszystkimi sądami, wszystkimi prezesami sądów" - powiedział.