Szanse dwóch wiodących sił - centroprawicy i lewicy - w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Bułgarii są tak wyrównane, że zdaniem obserwatorów zwycięzca będzie znany dopiero po przeliczeniu prawie wszystkich głosów.
Reklama

Publikowane w ostatnich dniach sondaże dają praktycznie równie szanse centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) i lewicowej koalicji BSP na rzecz Bułgarii na czele z Bułgarską Partią Socjalistyczną. Do parlamentu wejdzie zapewne pięć partii, dwie są na granicy przekroczenia 4-procentowego progu. Do utworzenia gabinetu potrzebna będzie koalicja składająca się z co najmniej trzech sił.

Agencje Gallup Int., Afis i Mediana prognozują nieznaczną przewagę lewicy, w granicach jednego punktu procentowego. Otrzyma ona - według prognoz - 30-31 proc. głosów. Ośrodek Analizy i Marketingu oraz Exakta dają niewielką przewagę GERB. Wszystkie agencje podkreślają jednak, że różnica mieści się w granicach błędu statystycznego.

Na trzecim miejscu z ok. 9 -12 proc. znajdują się: nacjonalistyczna koalicja Zjednoczeni Patrioci oraz partia tureckiej mniejszości Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS). Piątą siłą w przyszłym 240-osobowym parlamencie będzie zapewne populistyczna partia Wola biznesmena Weselina Mareszkiego, właściciela sieci aptek i stacji benzynowych. Na granicy są centrolewicowa koalicja ABW – Ruch 21 oraz centroprawicowy Blok Reformatorski. Dwie małe centroprawicowe formacje Nowa Republika i Tak, Bułgaria według sondaży nie wejdą do parlamentu.

Reklama

Jedyną możliwą dwuczłonową koalicją byłaby BSP-GERB, lecz przywódcy obu formacji kategorycznie odrzucają tę możliwość. Nie aprobują jej również wyborcy. BSP i GERB odrzucają również DPS jako przyszłego koalicjanta, co daje pewność, że nacjonaliści i Wola będą pożądanymi partnerami.

Nacjonaliści w poprzednim parlamencie popierali GERB, ale w ostatnich tygodniach wycofali poparcie. W wielu punktach ich programu bliżej im do BSP. Liderka BSP Kornelia Ninowa stwierdziła, że to oni są pierwszym wśród możliwych partnerów koalicyjnych.

W kampanii wyborczej przeważały tematy dochodów, korupcji, polityki zagranicznej (głównie stosunków z Turcją i Rosją), fali migracyjnej. Według sondaży ponad 50 proc. wyborców najbardziej interesowało się sprawą dochodów, kwestia migracji budziła zainteresowanie 15 proc. badanych.

Wszystkie partie, w tym deklarujące się jako konserwatywno-centroprawicowe, zapowiedziały podniesienie dochodów – płacy średniej i minimalnej - emerytur, bądź wynagrodzeń w poszczególnych sektorach m.in. w szkolnictwie. Zdaniem związkowego lidera Płamena Dymitrowa zarówno te obietnice, jak i konieczność ich realizacji po wyborach są nieuchronne z uwagi na fakt, że poziom dochodów w Bułgarii jest najniższy w UE, co wielu pracowników skłania do emigracji.

Pracodawcy skarżą się na trudności ze znalezieniem nie tylko wykwalifikowanych, lecz i niekwalifikowanych pracowników. Z 8-milionowej kiedyś Bułgarii w ostatnich 27 latach wyemigrowało ok. 1,5 mln osób, a według niektórych szacunków nawet 2 mln.

Lewica proponuje przyspieszenie wzrostu gospodarczego poprzez finansowanie z budżetu określonych sektorów gospodarki i projektów, nacjonaliści - ograniczenie świadczeń dla niepracujących, przeważnie romskich rodzin, które w trzecim pokoleniu żyją dzięki pomocy państwowej, oraz drastyczną redukcję prawie miliona rent. Pozwoli to, ich zdaniem, podnieść dwukrotnie minimalną emeryturę, wynoszącą 83 euro.

GERB stawia na walkę z przemytem i liczy na fundusze unijne, los których po 2020 r. jest jednak niepewny. Ponad 50-procentową podwyżkę dochodów obiecuje na koniec 4-letniej kadencji.

Sprawa wzrostu gospodarczego wiąże się ze zwiększeniem inwestycji zagranicznych, które w 2016 r. spadły o prawie 50 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem i wyniosły 953 mln euro (1,8 mld w 2015 r.). „Ale kto będzie tu inwestować przy takim poziomie korupcji i takim stanie systemu sądowniczego?” – zapytał analityk Lubomir Dacew, były wiceminister finansów.

Bułgaria postrzegana jest jako najbardziej skorumpowany kraj UE. W rankingu Transparency Int. za 2016 r. zajęła 75 miejsce wśród 176 krajów, spadając o 7 miejsc w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie było tu ani jednego wyroku skazującego za korupcję na wysokich szczeblach władzy.

Dyskusja o walce z korupcją toczy się wokół „rumuńskiego modelu” – powołania całkowicie niezależnej, wyspecjalizowanej prokuratury na wzór rumuńskiej DNA (Krajowej Dyrekcji Antykorupcyjnej). Za taką strukturą opowiadają się małe centroprawicowe partie, które mają najbardziej konkretne propozycje w sprawie zwalczania korupcji. Obecnie rumuński model popiera również lewica, która wcześniej raczej go odrzucała. „Gratuluję Rumunii jej wyników, tam są wyroki skazujące, uważam niezależny organ antykorupcyjny za bardzo efektywny” - powiedziała liderka BSP Kornelia Ninowa. Jej zdaniem korupcja, nazywana przez nią „równoległą gospodarką”, odbiera bułgarskim obywatelom 10 mld lewów (5 mld euro) rocznie.

Nacjonaliści zgłaszają wiele zastrzeżeń do tego modelu, GERB mu się sprzeciwia. „Z całym szacunkiem dla sąsiadów, Rumunia nigdy nie była dla mnie wzorem do naśladowania. Chcemy być jak Niemcy” – mówi Bojko Borysow. Obecnie jego partia opowiada się za przyjęciem antykorupcyjnej ustawy, zaproponowanej przez centroprawicowy Blok Reformatorski w poprzednim parlamencie i odrzucony m.in. głosami jej posłów.

W sprawie stosunków z Rosją BSP, DPS i nacjonaliści opowiadają się za natychmiastowym zniesieniem unijnych sankcji, gdyż według tych partii sankcje te powodują duże straty w bułgarskiej gospodarce. GERB zajmuje pozycję umiarkowaną – nie sprzeciwiłby się kontynuowaniu sankcji, lecz - zdaniem Borysowa - z Rosją należy utrzymywać pragmatyczne i poprawne stosunki, rozwijać turystykę i współpracę w energetyce. Bułgarska turystyka, zapewniająca ok. 15 proc. PKB, jest nastawiona głównie na Rosjan. Borysow liczy też nadal na utworzenie gazowego hubu pod Warną, dla którego głównym dostawcą gazu byłaby Rosja.

Powołanie rządu w następnym parlamencie będzie, zdaniem obserwatorów, trudne, nie wyklucza się nawet powtórzenia wyborów na jesieni, gdyby do Zgromadzenia Narodowego weszło siedem formacji. Bardziej prawdopodobny jednak jest lewicowy lub centroprawicowy rząd mniejszościowy.