Sześć lat temu, przyjmując fotel prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński deklarował, że jego misją będzie umacnianie autorytetu państwa, trybunału i konstytucji. Nie wyszło. Mówiło się wówczas głośno – również na łamach naszej gazety – że konieczna jest zmiana ustawy o TK i odpolitycznienie wyboru jego sędziów. To nie wyszło jeszcze bardziej. Tak samo, jak kolejny formułowany wobec nowego prezesa postulat – by zasady wyznaczania spraw na wokandę stały się wreszcie czytelne i rozsądne.
To, co niestety wyszło, to utrata trybunalskiego autorytetu. W badaniach CBOS z 2012 r. działalność TK dobrze oceniało 43 proc. badanych. Źle – jedynie 11 proc. Cztery lata później, na finiszu misji prezesa Rzeplińskiego, trybunał osiągnął noty najgorsze w historii tych badań: już tylko 31 proc. z nas jest zadowolonych z aktywności TK. Niewiele mniej – 28 proc. – ocenia ją źle. Oczywiście nie prezes Rzepliński jest tu głównym winowajcą. Można jednak odnieść wrażenie, że nie potrafił ani kategorycznie i zawczasu zaprotestować przeciwko politycznemu gmeraniu w TK, ani – już w ogniu tej wojenki – zachować prestiżu tej instytucji bez uszczerbku.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.