Rozpoczynałam swoją karierę zawodową jako księgowa. Podlegałam wtedy kontroli przez biegłych rewidentów. Przed egzaminami certyfikacyjnymi mówiono mi, że biegli rewidenci mają publiczny obowiązek wobec rynku inwestorów, by dostarczyć im prawdziwe informacje o danej firmie, o jej uczciwości. Uczono mnie, że istnieją standardy badania, że dzięki temu są wykrywane oszustwa w badanych podmiotach. 40 lat później widzę, że firmy audytorskie tak naprawdę nie wypełniają swoich obowiązków i nie uważają, by było to w zakresie ich obowiązków.

Czy audytorzy naprawdę nie widzą oszustw?

Obecnie, jako niezależna dziennikarka i wykładowczyni na uniwersytecie stanowym Ohio, często rozmawiam ze studentami rachunkowości, którzy przygotowują się do egzaminów certyfikacyjnych, by stać się biegłymi rewidentami. Zanim skończą studia, mają oni możliwość pracy w firmach audytorskich. Mogą wybrać firmę, w której chcą pracować. Już od początku powtarza się im, jak mantrę, że nie są oni od tego, by wykrywać oszustwa. Jako dziennikarka i wykładowczyni chcę obalić ten mit, mimo że zdominował on debatę i sposób myślenia o audycie.

Reklama

Wszyscy powinni wiedzieć, że biegli rewidenci mają publiczny obowiązek wobec rynku. Podczas swojej pracy na rzecz klienta powinni ocenić czy pojawia się ryzyko popełnienia przestępstwa. Powinni oni przeprowadzić audyt (badanie sprawozdania finansowego) tak, by wykryć potencjalne przestępstwo czy oszustwo mogące zniekształcić sprawozdanie finansowe.

Reklama

Ktoś powie: „Audytor nie może zapobiec oszustwom i nadużyciom”. Przecież audytor może odmówić pracy dla takiego klienta! W USA takie standardy już obowiązują i są przedmiotem ciągłej debaty. O tym przypomina się firmom od początku, od wyboru klienta aż do zakończenia audytu.

Jeśli firma audytorska będzie miała do czynienia z klientem, który odrzuca możliwość przeprowadzania audytu w prawidłowy sposób, odrzuca komunikację ze wszystkimi zainteresowanymi stronami i odrzuca rozmowę z regulatorem odnośnie do potencjalnego oszustwa, to biegły rewident ma ustawowy obowiązek raportowania o sytuacji do właściwej instytucji regulacyjnej. W tym procesie kluczowe są standardy badania! Planując i przeprowadzając audyt biegły rewident powinien mieć z „tyłu głowy” założenie, że być może istnieje realne ryzyko oszustwa. To jest częścią obowiązków statutowego audytu w USA. Niestety, pracując jako dziennikarka dla „Market Watch” i „Wall Street Journal”, widziałam biegłych rewidentów, którzy zwalczali ten obowiązek, odrzucali go! Audytorzy nabierali wody w usta, gdy ktoś był podejrzany o oszustwa. Nie chcieli komentować, gdy pojawiały się informacje od sygnalistów. Ich standardową wypowiedzią do mediów było: „Nie możemy komentować tej sprawy, bo są to kwestie poufne dla klienta”. Biegły rewident często działa na rzecz klienta, by go zadowolić, natomiast nie bierze pod uwagę najważniejszego, głównego priorytetu, czyli obowiązku wobec rynku, obowiązku publicznego.

Bo nas oszukano…

Rzadko się zdarza, by biegli rewidenci ostrzegali przed oszustwami. Podczas kryzysów finansowych widzieliśmy, że to nie audytorzy odkrywali oszustwa. Najczęściej dowody były przytłaczające, były maile i inne dokumenty, które wskazywały, że kierownictwo firmy ignorowało swoich wewnętrznych sygnalistów, jak w przypadku Wirecard. Analizowało to OECD, dziennikarze.

Łatwo jest powiedzieć: „To się po prostu stało”, „Bo nas oszukano, bo udostępniono nam sfałszowane dokumenty, fałszywe dane. Bo nas okłamywano”. Nie jest to właściwe, bo firma audytorska pominęła coś, co jest oczywiste! W USA było wiele przypadków spraw sądowych, gdzie mimo dowodów i zeznań, zaprzeczano ustaleniom potwierdzonym wcześniej przez firmę audytorską. Nie jest dobrze powiedzieć: „Opłacamy profesjonalistów, płacimy im tysiące dolarów, a oni potem mówią nam – zostaliśmy oszukani, dano nam fałszywą dokumentację!” lub ”Kierownictwo nas oszukało!”.

Jaka jest teraz sytuacja w USA? Audyt jako usługa nie jest prawidłowo wykonywany. Niektórzy inwestorzy i firmy, które zaczynają działalność i wchodzą na giełdę, tak naprawdę chcą unikać audytów. Chcą, by biegli rewidenci byli po „ich stronie”, by pomagali im w wejściu na giełdę, a nie dotykali problematycznych zagadnień. Obecnie w USA trwa sprawa sądowa zarządu oskarżonego o nadużycia. Ta firma nigdy nie była audytowana, żaden z inwestorów na to nie nalegał! Dla mnie szczególnym sygnałem, że problem istnieje jest fakt, że firmy audytorskie nie są poważane przez najlepszych inwestorów, nie są traktowane jak profesjonaliści, którzy powinni dostarczać prawdziwe informacje dla systemu finansowego. Po co to robić? Może po prostu lepiej powiedzieć: „Opłacamy ich usługi i mówimy im, co mają robić”?

Podoba mi się entuzjazm moich studentów, gdy mówię im, że musimy opierać się na standardach i zasadach, które określono dla zawodu biegłego rewidenta, i że mamy je respektować. Zachęcam ich, by pracowali w tych firmach, które wykażą się największym profesjonalizmem, etyką i zawodowym sceptycyzmem. Jest on wymogiem ze strony inwestorów i regulatorów nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także na całym świecie.

Autorka: Francine McKenna – amerykańska dziennikarka i felietonistka. Pracowała jako wewnętrzny audytor i konsultant w czołowych firmach audytorskich. Jest założycielką i redaktorką serwisu The Auditors.com, który według autora podręcznika etyki biznesowej „powinien znaleźć się na liście wszystkich księgowych korporacyjnych”. Publikuje w Market Watch oraz na łamach Wall Street Journal, Financial Times, Reuters Breakingviews i American Banker. Wykłada na American University i Ohio State University.

Tekst pochodzi z wystąpienia Francine McKenna podczas międzynarodowej konferencji online Ład korporacyjny 2021: jak wzmacniać zaufanie w gospodarce zorganizowanej przez Polską Agencję Nadzoru Audytowego. Dziennik Gazeta Prawna objął wydarzenie patronatem medialnym.