Każda ustawa z zakresu ubezpieczeń społecznych, która wprowadza nowe świadczenie lub poszerza możliwości jego pobierania, oznacza znaczne koszty dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) i budżetu państwa. Nie możemy doprowadzić ani do wzrostu deficytu budżetowego, ani do pogorszenia sytuacji finansowej FUS, zresztą bardzo dobrej. Przyjęty model kroczący dochodzenia docelowo do drugiego świadczenia w ramach renty wdowiej na poziomie najpierw 15 proc., a od 2027 r. na poziomie 25 proc. jest efektem kompromisu przyjętego w rządzie. Wskaźnik 15 proc. dla drugiego świadczenia przewidywał zresztą również obywatelski projekt nowelizacji ustawy emerytalnej w pierwotnej wersji. Nie zgadzam się też z oceną, że to niskie wskaźniki. Według naszych szacunków 15 proc. drugiego świadczenia ma średnio wynieść ponad 300 zł, a 25 proc. – ponad 600 zł. Biorąc pod uwagę, że przeciętna emerytura wypłacana przez ZUS to ok. 3300 zł, renta wdowia przyniesie realną korzyść dla budżetu domowego.
W rządowych poprawkach do nowelizacji zaproponowaliśmy przeprowadzenie w 2028 r. weryfikacji wskaźnika 25 proc. pod kątem tego, czy zapewnia osiągnięcie celu projektu – zapobieżenia degradacji ekonomicznej gospodarstw emeryckich wskutek śmierci małżonka. Po analizie wyników badań zastanowimy się, czy jest zasadny i możliwy dalszy wzrost tego wskaźnika ponad 25 proc.
Rozwiązania, które nazywamy rentą wdowią, mają wymiar socjalny. Ich celem jest pomoc najuboższym i najmniej zamożnym gospodarstwom emeryckim. Spójrzmy na realia: emerytury są niskie, przeciętna z ZUS to ok. 3300 zł, a jedynie 6 proc. emerytów pobiera z ZUS świadczenia wyższe od 7000 zł. Średnie świadczenia kobiet są w dodatku dużo mniejsze. Dla mnie obecnie bieda ma twarz starszej kobiety zostającej z rentą rodzinną po zmarłym mężu.
W tej perspektywie przyjęty limit świadczeń łączonych w ramach konstrukcji renty wdowiej (5700 zł) wcale nie jest niski. Weźmy dla przykładu parę małżonków, gdzie każdy pobiera minimalną lub przeciętną emeryturę. W tym przypadku śmierć jednego może doprowadzić do poważnych reperkusji w zaspokajaniu przez drugiego podstawowych potrzeb życiowych, jedzenia czy leczenia.
Rozwiązanie, które zaproponował rząd, uwzględnia także głosy, które pojawiły się w dyskusji nad projektem, że jest to pomysł dla najbogatszych emerytów. W tej chwili to nowelizacja dotycząca renty wdowiej ma pomóc tym, którzy mają mniej.
Nie mówimy zdecydowanie „nie” pomysłowi podwyższenia pułapu. Ustawa będzie podlegać ewaluacji i bieżącej ocenie. Po 2028 r. można do tematu wrócić.
Artykuł 67 Konstytucji RP definiuje ryzyko emerytalne jako ryzyko dożycia wieku emerytalnego, a nie ryzyko przebycia pewnego stażu pracy. Niemniej zasada ta nie wyklucza przyjęcia w polskim systemie ubezpieczeń społecznych emerytur stażowych. Uważam jednak, że jest to dopuszczalne na zasadzie wyjątku.
Postulat przywrócenia emerytur stażowych jest bardzo mocno obecny w debacie publicznej i ma ogromne poparcie społeczne (ok. 70 proc.). Podnoszą go m.in. związki zawodowe i sami obywatele. Warto go więc rozważyć, ale też odpowiednio skalibrować. Należy się zastanowić nad grupą potencjalnych uprawnionych, będących w szczególnej sytuacji ze względu na przebieg kariery zawodowej. Widzę taką grupę – osoby, które pracowały np. od 16. roku życia, jeszcze jako pracownicy młodociani, i uzbierały 40 lat stażu, ale nie mają prawa do pomostówek, emerytury górniczej czy renty z tytułu niezdolności do pracy. Zanim jednak pomyślimy o przyznaniu im „stażówek”, należy przeanalizować skutki ekonomiczne takiej decyzji, społeczne (jaka grupa ma takie zapotrzebowanie) i dla rynku pracy (ile osób odejdzie z rynku pracy wcześniej i w jakich branżach).
Muszę jasno powiedzieć – obecnie nie ma stanowiska rządu dającego zielone światło dla koncepcji emerytur stażowych. Dopiero będziemy o tym rozmawiać. Dlatego nie jest to perspektywa krótkoterminowa. Trzeba rozważyć wiele wątków, np. wymaganą długość stażu, sposób jego liczenia (czy tylko okresy składkowe, czy też nieskładkowe i uzupełniające oraz ich wzajemne proporcje), zakres tego rozwiązania (czy tylko system powszechny, czy również rolniczy), a także charakter emerytury stażowej – czy ma to być emerytura ostateczna, czy może ma działać jak emerytura pomostowa czy nauczycielskie świadczenie kompensacyjne.
Tak naprawdę, jeśli chodzi o umowy zlecenia, to niemal wszystkie są już obligatoryjnie „ozusowane”. Składek na ubezpieczenia społeczne nie odprowadza się tylko od niektórych zleceń pozostających w zbiegach tytułu do ubezpieczeń z innymi umowami cywilnoprawnymi lub umowami o pracę. W ramach kamienia milowego A.4.7. zobowiązaliśmy się objąć systemem ubezpieczeń obowiązkowych zlecenia w zbiegu i umowy o dzieło (umowy o dzieło zawierane przez osoby, które nie mają żadnego tytułu do ubezpieczeń społecznych).
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pilnuje realizacji kamieni milowych, za które odpowiada, ponieważ dzięki temu dostaniemy kolejne pule środków pomocowych z KPO. Przygotowujemy wiele wariantów, które omawiamy na Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów, zwłaszcza w uzgodnieniu z ministrem funduszy i polityki regionalnej oraz ministrem finansów. Dla mnie kluczowe jest wprowadzenie takich zmian przepisów z odpowiednim vacatio legis, które nie może trwać tylko miesiąc czy dwa. Natomiast z całą mocą trzeba podkreślić, że nie zapadła jeszcze w rządzie decyzja, w jakim kształcie będziemy wdrażać kamień milowy A.4.7.
Zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenie społeczne studentów do ok. 26. r.ż. jest wielowymiarowe. Przede wszystkim promuje aktywizację osób młodych, dopiero wchodzących na rynek pracy, przez umożliwienie im legalnego, tańszego zatrudnienia i ogranicza zjawisko bezpłatnych staży. Ponadto ogranicza dostęp tak zatrudnionych zleceniobiorców do konstytucyjnego prawa do zabezpieczenia społecznego, w tym ubezpieczenia wypadkowego.
Z inicjatywy związków prowadzimy na ten temat dyskusję w obrębie zespołu ds. ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego. Widać, że problem dostrzegają zarówno strona pracownicza, jak i pracodawcza.
Obecnie w rządzie nie ma jednak planów modyfikacji tej preferencji.
Tym razem powiem zdecydowane „nie”. Wiem, że Niemcy testowali takie rozwiązanie, ale chcą je zarzucić, bo się nie sprawdziło. Uważam wręcz, że jest to propozycja niekonstytucyjna oraz generująca bardzo wysokie koszty. Dobrowolne ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców to przepis na to, by tysiące ludzi w przyszłości było skazanych na groszowe emerytury i skromne wsparcie pomocy społecznej. Składki, które płacimy, to jednak nie tylko gwarancja przyszłej emerytury, renty czy zasiłku macierzyńskiego, a po naszej śmierci dla naszych bliskich – renty rodzinnej czy zasiłku pogrzebowego, ale także realizacja zobowiązań wobec starszych pokoleń. Z płaconych dzisiaj składek finansujemy emerytury naszych rodziców i dziadków. Nie bardzo rozumiem, dlaczego ma to robić np. pracownik, a przedsiębiorca z jakiegoś powodu nie.
W styczniu br. Rada Ministrów przyjęła informację, w której MRPiPS przedstawiło różne warianty realizacji tego zobowiązania. To duży i masywny projekt, także jeśli chodzi o skutki finansowe. Jego realizacja nie może jednak polegać na zmianie kilku przepisów kodeksu pracy i ustawy chorobowej. Musi to być zmiana kompleksowa, która – przynosząc ulgę pracodawcom – nie stworzy nowych, dotychczas niewystępujących ryzyk. Dlatego w pierwszej kolejności przygotowaliśmy duży projekt reformujący orzecznictwo lekarskie w ZUS, kontrolę zwolnień lekarskich, zasady kierowania na nie i przebywania na zwolnieniach. Projekt ten skierowaliśmy do zespołu ds. programowania prac rządu. A warianty realizacji docelowej reformy w najbliższym czasie będą przedmiotem dyskusji na Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów. ©℗