Być może zrodzi się nowy podział i tym samym nowe (kolejne) znaczenie słowa „filozof”

Tłum ludzi
Tłum ludzishutterstock
28 kwietnia 2024

Kilkaset milionów lat po wyjściu pierwszego ryzykanta na ląd jego dzieło kontynuowali Demokryt, Heraklit, Parmenides, Sokrates, Platon i reszta kompanii. Dziś tych uczonych podzielilibyśmy na fizyków, chemików, geografów, filozofów, a obok nich staliby hydraulicy, kierowcy, inżynierowie… Bo taki mamy teraz podział pracy.

Jak powinien wyglądać filozof? Raczej brodaty starzec w todze czy dyndający na linie alpinista? Wszystko zależy od rodzaju przepaści. Przyjmijmy, że w rezultacie ludzkiej działalności poznawczej, w tym uprawiania nauki, powstają kolejne warstwy wiedzy. Filozof w tej metaforze stara się wyznaczać szlaki między tymi wypiętrzającymi się górami, czasem z konieczności zbliżając się do krawędzi – granicy tego, co da się poznać, powiedzieć, a nawet dorzecznie pomyśleć. Przekroczenie tej granicy to upadek w przepaść – w nonsens.

Uzbrojony w tę roboczą metaforę chciałbym tu przedłożyć swoje stanowisko w dyskusji o sensowności uprawiania filozofii, która zyskała na krajowym podwórku nowy wigor za sprawą książki Jana Hartmana „Zmierzch filozofii”. Odniósł się do niej Sebastian Stodolak w tekście „Nie być indykiem” (DGP nr 29 z 9 lutego 2024 r.), przytaczając również przy tej okazji nieprzejednanie krytyczne w stosunku do filozofii stanowisko fizyka Andrzeja Dragana wyłożone w wywiadzie dla portalu Filozofiaprzyrody.pl

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.