Druga fala pandemii, która przyszła wcześniej i zaatakowała silniej niż oczekiwano. Spowodowała ponowne wprowadzenie dotkliwych restrykcji dla biznesu, zmuszając ekonomistów do weryfikacji optymistycznych prognoz sprzed zaledwie kilku miesięcy. Ostatni kwartał tego roku znowu przyniesie recesję, a przyszłoroczne odbicie nie będzie tak wyraźne jak oczekiwano. Z osiągnięciem przedpandemicznych poziomów PKB większość państw będzie więc musiała poczekać do 2022 r.
Na szczęście w tym mocno jesiennym obrazie widać kilka jaśniejszych punktów. W przypadku Polski na szczególną uwagę i docenienie zasługuje eksport. Rok 2020 i czas globalnych zawirowań z powodu pandemii był pod tym względem kolejnym testem, który zdaliśmy celująco w porównaniu nie tylko z innymi krajami Europy.
Na bazie danych z połowy roku zaryzykowaliśmy w KUKE prognozę, że w całym roku unikniemy ujemnej dynamiki eksportu, choć w kwietniu i maju spadł on o odpowiednio 30 i 20 proc. Postawiłoby to nas w światowej elicie na równi z azjatyckimi tygrysami, które szybko i z mniejszym kosztem dla swoich gospodarek zapanowały nad koronawirusem. W tym kontekście można wskazać Wietnam, który raportował niewiele ponad tysiąc zakażeń COVID-19, dzięki czemu mógł sobie pozwolić na zaledwie trzytygodniowy lockdown. Cały czas czerpie też energię z chińskiego „silnika”, który w III kwartale rósł o nieosiągalne dla nikogo innego na świecie 4,9 proc. w skali roku.
Swoją drogą Wietnam jawi się od pewnego czasu jako jeden z bardziej perspektywicznych rynków dla polskich firm. Na pewno pomaga w tym porozumienie o wolnym handlu z Unią Europejską, które niedawno weszło w życie i na mocy którego stopniowo usuwane będą różne bariery w wymianie gospodarczej.

Skąd ta żywotność?

Po trzech kwartałach 2020 r. polski eksport notuje zaledwie o 1,8 proc. niższą wartość niż rok wcześniej (licząc w krajowej walucie) i z każdym miesiącem, poczynając od czerwca, „strata” w odniesieniu do 2019 r. jest coraz mniejsza – po półroczu przekraczała ona 5 proc. Dzieje się tak pomimo tego, że nasi główni partnerzy handlowi notują ciągle znaczące spadki PKB. Dla przykładu – Wielka Brytania, nasz trzeci rynek eksportowy, zmniejszyła swoje PKP o 9,8 proc. rok do roku w III kwartale 2020 r.
Sporządzany przez Światową Organizację Handlu (WTO) barometr obrazujący stan koniunktury w globalnej wymianie towarowej przebił w tym roku minima osiągnięte podczas poprzedniego załamania światowej gospodarki w latach 2008–2009. WTO ocenia, że w porównaniu z poprzednim rokiem wartość obrotów między krajami spadnie o 9 proc., podczas gdy globalny PKB obniży się o 4,4 proc. W sumie są to pozytywne dane, gdyż w kwietniu najbardziej pesymistyczne prognozy mówiły o zmniejszeniu światowego handlu nawet o jedną trzecią, ale także na ich tle Polska wypada wyjątkowo dobrze.
Skąd się bierze taka żywotność polskiego eksportu? Niewątpliwie zdecydowana interwencja państwa w postaci kolejnych odsłon tarczy antykryzysowej pozwoliła zachować płynność sektorowi przedsiębiorstw, w tym eksporterom. Nie było kłopotów z dostępem do finansowania i nie pojawił się na szerszą skalę problem zatorów płatniczych. Uniknęliśmy też fali upadłości; jak pokazują dane gromadzone przez KUKE, ich liczba jest względnie stabilna w ostatnich miesiącach. Przybywa za to od połowy roku przedsiębiorstw w restrukturyzacji, ponieważ podmioty borykające się z problemem niewypłacalności korzystają z uproszczonego trybu ochrony przed bankructwem.

Czynniki sukcesu

Bardzo pomocne w zachowaniu konkurencyjności polskich produktów na zagranicznych rynkach było osłabienie złotego, stymulowane polityką banku centralnego. Jednym z ważniejszych czynników jest relatywnie dobra sytuacja u naszego głównego partnera handlowego. Niemcy wsparły swoją gospodarkę gigantycznym pakietem finansowym, co sprawiło, że spadki produkcji nie były tam tak gwałtowne jak w innych europejskich krajach. Po dziewięciu miesiącach sprzedaż do zachodniego sąsiada notuje już wzrost o prawie 1 proc., a jego udział w naszym eksporcie wzrósł o 0,7 pkt proc. – do 28,5 proc.
W handlu z krajami naszego regionu także notujemy niewielki wzrost i zbilansowane saldo. Perspektywy są zachęcające, ponieważ branża motoryzacyjna, która ma tu znaczący udział w eksporcie, przeżywa gwałtowne odbicie. Dzięki wypracowaniu w przemyśle skutecznych standardów sanitarnych broni się on w większości gospodarek przed powtórną falą zachorowań lepiej niż sektor usługowy.
Zdecydowanie najlepiej idzie nam sprzedaż na rynki państw rozwijających się – od kilku miesięcy notuje stabilny wzrost o ok. 8 proc. w skali roku. To pokazuje, że dobrze wykorzystujemy relatywnie mniejsze kłopoty tych krajów spowodowane koronawirusem.
Na naszą korzyść przemawia też fakt, że polska gospodarka i eksport są mocno zdywersyfikowane. Praktycznie przez cały rok, włączając w to nawet wiosenny okres lockdownu, doskonale radziła sobie branża żywnościowa i spożywcza, mająca duży, bo ok. 12-procentowy udział w eksporcie. Wykorzystaliśmy z jednej strony mocną markę polskich produktów, a z drugiej ich cenową atrakcyjność, która nabrała większego znaczenia w sytuacji kryzysu, niepewności i niższych dochodów konsumentów w wielu krajach.

Lista wyzwań jest długa

Oczywiście przed eksporterami stoją wciąż nie lada wyzwania związane z pandemią. Spowodowała ona m.in., że mocno w górę poszły koszty transportu, które odpowiadają nawet za 1/3 kosztów w handlu ogółem. Z powodu uziemienia znacznej części flot samolotowych zmniejszyła się dostępność cargo. Wyrażony w dolarach Baltic Dry Index, pokazujący cenę transportu towarów morzem, od marcowego dołka wzrósł do lata czterokrotnie, chociaż powrót obaw o stan światowej gospodarki spowodował niedawno jego przecenę o niemal połowę od tego szczytu.
Obecna sytuacja powoduje też trudniejszy dostęp do komercyjnego finansowania handlu. Banki, ubezpieczyciele i reasekuratorzy unikają ponoszenia dodatkowego ryzyka lub zaczynają je drożej wyceniać. Jak wskazuje najnowszy raport firmy brokerskiej Marsh, w III kwartale stawki w ubezpieczeniach majątkowych wzrosły globalnie o 20 proc., czyli najwięcej od ośmiu lat, a samych ubezpieczeń finansowych średnio o 40 proc.
Niepokojące sygnały płyną też z Unii Berneńskiej. Skupia ona agencje kredytów eksportowych, w tym KUKE, a jej członkowie ubezpieczają transakcje handlowe o wartości 1,6 bln dol. Według październikowej ankiety, przeprowadzonej wśród członków Unii, początek przyszłego roku przyniesie znaczący wzrost odszkodowań wypłacanych przez ubezpieczycieli z powodu nasilenia się zjawiska niewypłacalności. Największe obawy dotyczą branży transportowej, ale też handlu detalicznego, budownictwa i przetwórstwa przemysłowego.

Podtrzymać dobrą passę

Wypełniając swój mandat, KUKE również przyczyniła się do podtrzymania dobrej passy polskiego eksportu. Podobnie jak inne instytucje z Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju, natychmiast zareagowaliśmy na pojawienie się kryzysu wywołanego pandemią. Wprowadziliśmy dwa instrumenty zabezpieczające: GAP EX dla eksporterów na rynku Unii Europejskiej i wybranych krajów OECD oraz Polisę bez Granic na pozostałe 165 rynków. Zmniejszyliśmy ograniczenia w korzystaniu z ubezpieczeń gwarantowanych przez Skarb Państwa, poszerzyliśmy zakres ubezpieczenia inwestycji zagranicznych dokonywanych przez polskie firmy.
Na początku przyszłego roku wejdą kolejne rozwiązania wynikające z szerszego traktowania przez nas definicji eksportu. Dzięki temu będziemy mogli objąć pomocą większą grupę polskich firm i finansujących je banków.
I chociaż elementów ryzyka wynikających z pandemii nie brakuje, do czego dochodzi jeszcze nieustający spór między USA a Chinami czy zamieszanie wokół brexitu, można oczekiwać, że rok 2020 będzie można określić jako udany dla polskiego eksportu, a nasz udział w globalnym handlu jeszcze się zwiększy.