Sposoby uodparniania firm na kryzys wydają się proste. Redukcja zespołu, obniżki pensji, wstrzymanie i zrewidowanie ryzykownych inwestycji, słowem – odchudzenie finansów. Wszystko to wygląda jednak ładnie tylko w P&L i Excelu. I nie ma nic wspólnego z rzeczywistym budowaniem odporności





Kryzys to nie czas nerwowych dusigroszy. Kryzys to czas dla firm, które potrafią myśleć o ludziach. Adekwatne jest tu porównanie z burzliwym morzem, na którym kapitan w kryzysowej sytuacji nie wyrzuca załogi za burtę, by uratować cenny towar. Między innymi dlatego, że ludzie mogą mu pomóc uratować statek.