Milton Friedman powiedział kiedyś, że „tylko kryzys – rzeczywisty lub domniemany – powoduje prawdziwą zmianę”. Osoby budujące od podstaw własne firmy lub zarządzające nieraz miliardowymi organizacjami wiedzą, że zmiana może mieć wiele twarzy. Może prowadzić do sukcesu albo do porażki, ale na pewno wiąże się z ewolucją dotychczasowego statusu, stymuluje do wyjścia ze strefy komfortu, w której do tej pory przebywaliśmy. Co zatem należy zrobić, by kryzys był kolejnym etapem rozwoju w pożądanym kierunku, a nie destrukcyjną siłą niszczącą nasz dorobek?
Jednym z kluczowych etapów zarządzania kryzysem jest rozpoznanie samego kryzysu, jego symptomów, ocena potencjalnej skali i wpływu na bieżącą, ale również na przyszłą działalność firmy. Cześć kryzysów pojawia się znienacka, np. wypadki losowe, ale dobrze byłoby, gdyby organizacja mogła przygotować się do nich wcześniej. Jednym z podstawowych działań jest opisanie procedur np. na wypadek pożaru, incydentu z udziałem pracowników, utraty danych, których gromadzimy i przetwarzamy coraz więcej.
W chwili gdy kryzysy się pojawiają, aktywujemy procedury i odpowiednio reagujemy. Nie dopuszczamy do dalszego rozprzestrzeniania się, minimalizujemy szkody, staramy się jak najszybciej przezwyciężyć sytuację problematyczną. Mając procedury, ograniczamy chaos, bo działamy według planu. Każdy z zespołu wie, za co odpowiada i co jest dla niego priorytetem. To istotne, bo jeżeli postawimy na improwizację, ryzykujemy utratę cennego czasu, który w trakcie kryzysu jest na wagę złota, albo życia.