Na ile władza powinna się angażować w różne projekty unowocześniające gospodarkę, jak powinna wyglądać współpraca urzędników i przedsiębiorców, jak ci ostatni mogą wpływać na ważne polityczne decyzje – o tych sprawach dyskutowano w redakcji Dziennika Gazety Prawnej w ramach projektu „Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości”.
Co działa dobrze, a co należałoby poprawić we współpracy państwa z biznesem?
Artur Wiza: Trudno planować rozwój firm, jeśli przepisy się zmieniają i powodują w firmach rewolucje przy planowaniu budżetów czy realizowaniu strategii inwestycyjnych. Jednym z takich przypadków jest chociażby ostatnio głośna 30-krotność. Z jednej strony państwo chce pomagać przedsiębiorcom, z drugiej wprowadza zmiany powodujące skokowy wzrost kosztów pracy, zwłaszcza w dziedzinach, które są bardzo istotne dla rozwoju innowacyjnej gospodarki. W branży IT są miejsca, w których wprowadzane nowe przepisy przekładają się na wzrost kosztów pracy 100 proc. zatrudnionych na stanowiskach związanych z badaniami i rozwojem. Przy dużej konkurencji o pracowników może to spowodować ich odpływ na inne rynki. Inny przykład dotyczący inwestycji. Firma windykacyjna Kruk kupiła za ok. 100 mln zł firmę pożyczkową Wonga od Anglików i po kilku tygodniach dowiedziała się z mediów, że państwo planuje mocno ten rynek doregulować. Gdyby wcześniej było wiadomo, że będą takie zmiany, do inwestycji by nie doszło. Oczywiście przedsiębiorcy działają w zmiennych warunkach: mamy konkurencję, zmienia się sytuacja na rynku światowym, ale tym bardziej ważne jest, żeby państwo nie zmieniało przedsiębiorcom reguł w trakcie gry.