Właśnie pod tym przemożnym wpływem chwili wybrałem ze stosika nowych biznesowych poradników „Reputację lidera” Michała Chmieleckiego. Nie od dziś sądzę (uważni czytelnicy tej kolumny pewnie to wiedzą), że polscy przywódcy czy menedżerowie powinni śmielej sięgać po literaturę przedmiotu. Bo deficytów na polu dobrego zarządzania mamy w Polsce niestety bardzo wiele. W dużej mierze winę za to ponosi struktura polskiego kapitalizmu, przez wiele lat oparta na stałej i systemowej przewadze pracodawcy nad pracownikiem. W takiej sytuacji wejście na pozycje kierownicze sprawiało, że człowiek stawał się półbogiem lub czymś na kształt. A jego decyzje miały być wykonywane bez zbędnych pytań. Doprowadziło to do mocnego rozleniwienia naszych liderów. Tylko niewielu znajdywało w tej sytuacji odpowiednio wiele zachęt, by nad sobą i swoim stylem przywództwa popracować. Ze szkodą zarówno dla siebie, jak i dla zespołów, którym przychodziło im kierować. Efektem był (jest?) triumf domorosłych strategii liderowania, często oscylujących właśnie między rzeczonymi „chamstwem a charyzmą”. Dość tego! Książki Michała Chmieleckiego nie należy oczywiście traktować jako całościowego ujęcia problemu. Przeciwnie. Tak naprawdę (i to świadomie) dotyka ona jedynie wycinka kwestii przywództwa. Chodzi o ten jego wymiar, który określić można skrótem EP, czyli „executive presence”. Sam autor zaznacza, że mowa tu o czymś więcej niż tylko „zrobieniu świetnego pierwszego wrażenia”. Chodzi raczej o mieszankę reputacji, wizerunku, umiejętności projektowania dojrzałej pewności siebie. A także poczucia, że można przejąć kontrolę nad trudnymi, nieprzewidywalnymi sytuacjami. To też gotowość do podejmowania złożonych decyzji w odpowiednim czasie i do utrzymywania dobrych relacji z innymi utalentowanymi, silnymi członkami kierownictwa.
Jak pracować nad EP? Zwyczajnie: metodycznie i wytrwale. Bo EP da się nauczyć i wyszlifować. Zdobywa się ją dzięki wysiłkom w trzech obszarach. Pierwszym jest strefa wyznaczana przez triadę „charakter-wiedza-umiejętności”. To jakby rodzaj fundamentu, na którym wszystko się zasadza. Na samym charakterze nie zajdziemy daleko, gdy zabraknie wiedzy. Ale i wiedza - choćby największa na świecie - na nic się zda bez charakteru. Tak to działa. Dopiero budując wyżej, sięgamy do drugiego kluczowego obszaru: faktycznego zachowania i komunikacji. Jest to praktyka naszego EP: język, metody perswazyjne, budowanie relacji, mowa ciała, zarządzanie konfliktem, sprzedawanie wizji i inspirowanie innych. A nawet takie rzeczy jak poziom osobistej energii. I jeszcze jeden obszar. Może się ktoś obruszy, słysząc o jego istnieniu. Ale nie zmienia to faktu, że wygląd i styl były, są i będą częścią liderowania. Dopiero z tych trzech elementów może powstać coś sensownego. Klocków jest - jak widać - całkiem sporo. Bez jednego czy dwóch można sobie poradzić. Coś da się czasem zastąpić czymś innym. Ale im więcej tych kawałeczków będzie w posiadaniu lidera, tym mniej dziurawa cała budowla jego EP. Żeby nie było tylko „albo chamstwo, albo charyzma”. ©℗