O historii nierówności wiemy coraz więcej. Dzieje się tak dzięki badaczom, którzy kontynuują szlak przetarty przez Thomasa Piketty’ego i Branko Milanovića (a więc postaci nieraz na łamach tej kolumny w ostatnich latach goszczących). Wśród podejmujących ten temat jest Guido Alfani z mediolańskiego Uniwersytetu Bocconiego. W najnowszej pracy (napisanej z Victorią Gierok i Felixem Schaffem) sięgnął do historii Niemiec rozpiętej między XIV w. a XIX w.

Oczywiście dzisiejszych Niemiec wtedy nie było. Były państwa niemieckie tworzące najpierw Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, potem zaś różne obszary integracji gospodarczej, które w 1871 r. zjednoczyła dopiero dyplomatyczno-militarna ofensywa kanclerza Otto Bismarcka. W międzyczasie (wieki XVI i XVII) obszar dzisiejszej Republiki Federalnej był teatrem niezwykle ciekawych wydarzeń. Wpierw rozwoju protestantyzmu, co pociągnęło za sobą wybuch wojen religijnych, a potem wojny trzydziestoletniej – uważanej za prequel wojen totalnych XX w. Jakby tego było mało, w międzyczasie niemieckie ziemie zostały jeszcze nawiedzone przez dwie epidemie; najpierw w XV w., a potem po pokoju westfalskim z 1648 r.
Wszystkie te dramatyczne wydarzenia miały znaczenie dla poziomu nierówności. Alfani pokazuje, że przed atakiem dżumy, ok. 1350 r., nierówności na ziemiach niemieckich liczone współczynnikiem Giniego (im wyższy, tym społeczeństwo mniej równe) wynosiły ok. 0,7. Śmiercionośna plaga mocno je zniwelowała. Mechanizm, który zadziałał, jest w ekonomii dobrze opisany – im więcej jest ofiar śmiertelnych, tym bardziej zmniejsza się podaż rąk do pracy, w efekcie pozycja tych, którzy przeżyli, staje się lepsza, bo pracodawcy muszą im oferować wyższe stawki. W ten sposób sto lat później, ok. 1450 r., niemieckie nierówności spadły w okolice 0,55. Musiało upłynąć kolejnych 150 lat, zanim znów wzrosły do poziomu sprzed uderzenia czarnej śmierci.
Dżuma w podobny sposób zmniejszyła nierówności w państwach włoskich i we Francji. Potem jednak losy Niemiec i innych krajów zaczęły się rozjeżdżać. Głównie – powiada Alfani – z powodu wybuchu wojny trzydziestoletniej. Jej gwałtowność dotknęła ziemie niemieckie, doprowadzając (znów via zmniejszenie podaży rąk do pracy) do spadku nierówności. W efekcie państwa niemieckie ok. 1750 r. były miejscem dużo bardziej równym – współczynnik Giniego na poziomie 0,55, niż Florencja (0,85), Sabaudia (0,8) albo Niderlandy (0,63).
Sto lat później Niemcy będą już na drodze do politycznego zjednoczenia, a ich skok cywilizacyjno-ekonomiczny przypominać będzie tempo rozwoju dzisiejszych Chin. Czy na nieprawdopodobny rozwój miały wpływ niskie nierówności w poprzedzających go wiekach? Czy równiejsze społeczeństwo łatwiej buduje nowoczesne państwo? To pytania, które zostają w głowie po lekturze pracy ekonomisty Alfaniego. Intrygujące pytania.
Tuż przed atakiem dżumy nierówności na ziemiach niemieckich liczone współczynnikiem Giniego wynosiły ok. 0,7. Śmiercionośna plaga mocno je zniwelowała – im więcej jest ofiar śmiertelnych, tym bardziej zmniejsza się podaż rąk do pracy, a pozycja tych, którzy przeżyli, staje się lepsza, bo pracodawcy muszą im oferować wyższe stawki