Ze Sławomirem Gadomskim rozmawia Klara Klinger
Przez rok przygotowywał pan wielką reformę szpitali. Projekt jest, ale przed nim najgorsze: przejście przez Sejm, obrona przed krytyką. Może robić to tylko osoba, która projekt zna i wierzy w reformę. A pan z końcem stycznia odchodzi z ministerstwa.
Odchodzę, ale zostawiam zmotywowany zespół pracowników Ministerstwa Zdrowia, którzy byli zaangażowani w ten projekt. Pozostaję też do dyspozycji ministra Niedzielskiego i będę wspierał reformę w dalszych pracach, również w parlamencie, jeżeli będzie taka potrzeba.
Kto dopilnuje tego, by w Sejmie nie dopisano do projektu niczego, co wypaczy jego sens?
Ja - będę obserwował i bacznie czuwał, skoro będę miał więcej czasu. A tak całkiem serio - to trudna reforma wrażliwego obszaru. Z jednej strony przestrzegam przed pochopnymi próbami zmian, z drugiej liczę na konstruktywną krytykę i jeżeli będzie trzeba - wypracowanie kompromisów.
To już któraś z rzędu reforma szpitali. Pięć lat temu ówczesny minister zdrowia zapowiadał, że dzięki wprowadzeniu sieci szpitali chorzy nie będą czekać w kolejkach, a placówki pozbędą się długów i…
Nie zadziałało.
No właśnie. Nie pierwszy raz. W poprzedniej reformie dosypano szpitalom kupę pieniędzy. Na chwilę pomogło, teraz znów placówki są zadłużone.