Sławomir Lenartowicz, administrator z Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego, przybył do Pławowic ostatniego dnia lutego 1945 r. W majątku Ludwika Hieronima Morstina zastał wysiedleńców z Poznańskiego i Leopolda Staffa, który znalazł tu schronienie po powstaniu warszawskim. Przyjazd Lenartowicza rozpoczął konflikt, w którym udział bierze kilku aktorów społecznych.
W historii tej, jak w soczewce, skupia się wiele problemów związanych nie tylko z reformą rolną. Pławowice - obecnie to powiat proszowicki w Małopolsce - były majątkiem należącym przed wojną do Morstina, który był dziedzicem, poetą, działaczem kulturalnym i mecenasem literatów. Uprawa ziemi nie była jego głównym zajęciem, lecz reforma rolna go nie ominęła. Majątek został znacjonalizowany, przy czym dawny dziedzic otrzymał zapewnienie, że powstanie tu dom pracy twórczej dla literatów. Ale ziemię chcieli otrzymać również chłopi. Z kolei reprezentujący komunistyczne władze komisarz miał plan stworzenia tu wielkiego, państwowego gospodarstwa rolnego obejmującego stawy. Pojawiło się także podziemie. Konflikt był nierozwiązywalny: niemożliwe było jednoczesne rozparcelowanie ziemi, stworzenie państwowego gospodarstwa, zachowanie pałacu z parkiem jako miejsca pracy twórczej i uniknięcie zwarcia z partyzantami.
I ten konflikt przyniósł ofiary. Zamordowani zostali kowal Władysław Mróz i młynarz Józef Sendek, a także komisarz jednego z sąsiednich majątków. Z kolei Lenartowicz musiał uciec, obawiając się Urzędu Bezpieczeństwa.
Kiedy Lenartowicz przyjechał do Pławowic, napisał, że na terenie powiatu zaczęły się dziać rzeczy niepokojące. Aktywne było podziemie. Ale pewną władzę miał tu Józef Kocioł ps. Piotrowski, były PPS-owiec, który pod koniec wojny przeszedł z oddziałem do konspiracyjnej PPR, a następnie wstąpił do UB. W czasie reformy rolnej znany jest z tego, że jeździ z ludźmi po okolicy i na własną rękę wymierza sprawiedliwość. W Pławowicach pojawia się kilkakrotnie, m.in. po to, by dopilnować słusznego jego zdaniem podziału ziemi. Kowal Władysław Mróz był przedwojennym ludowcem, przewodniczącym komitetu folwarcznego, potem zaś wójtem. Nie do końca poznaliśmy przebieg wydarzeń - wiadomo, że w kluczowym momencie walki politycznej PPR z PSL nieznani ludzie zabrali go z czworaków, potem zaś jego ciało znaleziono na drodze. IPN przeprowadził śledztwo w sprawie tych wydarzeń, lecz nie ustalił sprawców. Być może stał za tym ten skonfliktowany z Mrozem lokalny watażka. Bierze się również pod uwagę UB, którego funkcjonariusze często likwidowali osoby o niewygodnych dla nowej władzy poglądach. Zwróciłabym jednak uwagę na towarzyszącą parcelacji atmosferę: panował niepokój, zagrożeni czuli się zarówno ci, którzy dzielili ziemię, jak i ci, którzy ją otrzymywali. W pamięci mieszkańców Pławowic, o czym mogłam się przekonać, prowadząc tam badania terenowe, pozostał ślad tych wydarzeń: usłyszałam różne wersje na temat ich przebiegu, ale to, co istotne, to utrwalone we wspomnieniach oraz wciąż utrzymujące się w relacjach napięcie i niepewność.
Jaki w ogóle stosunek do reformy rolnej ma podziemie antykomunistyczne?
Niejednoznaczny. Podziemie poakowskie było przeciwne reformie, bo była flagowym projektem władz komunistycznych, które chciały przekonać do siebie masy chłopskie. Oficjalnie musiało stać na stanowisku jak najbardziej krytycznym. Ale po pierwsze, reforma rolna nie została wymyślona przez komunistów. Wszystkie partie polityczne podczas wojny miały ją w programach, choć nie w takim kształcie. Po drugie, ogromną część powojennego podziemia stanowili synowie chłopów, pochodzący z niezamożnych rodzin. Reforma więc stała w sprzeczności z wartościami partyzantów, a jednocześnie była szansą dla ich rodzin. Znamy przypadki, kiedy wykonawcy reformy, rzadziej beneficjenci, byli szykanowani przez podziemie. Dochodziło do egzekucji osób znajdujących się w kręgach władzy. To jednostkowe przypadki, jednak cel zastraszenia i tworzenia dusznej atmosfery wokół reformy został osiągnięty.
Napisała pani, że „na wsi po reformie nie ma spokoju”. Ponadto „ziemia z reformy nie stanowi ani głównej, ani jedynej przyczyny lęków i konfliktów, ale dziwnym trafem wiele nitek prowadzi do reformy rolnej jak do kłębka”.
Bo konflikty, o których rozmawiamy, są również pokłosiem tego, jak wyglądała wieś przed reformą. Często wyobrażamy sobie chłopów jako monolit. To nie była jednolita klasa: byli chłopi zamożni, jak i folwarczni, mieszkający w czworakach, którzy chcieli dostać ziemię, bo jej nie mieli. Byli też chłopi małorolni - ci z kolei mieli jej za mało. I pomiędzy tymi grupami już przed wojną dochodziło do konfliktów, które reforma tylko zaostrzyła. Podczas gdy chłopi folwarczni i małorolni czekali na swój przydział ziemi, zamożni gospodarze obawiali się zmian, bo wyobrażali sobie, że kolejnym etapem będzie kolektywizacja, w wyniku której stracą wszystko. Oprócz konfliktów wewnątrz społeczności wiejskich, toczył się także spór pomiędzy mieszkańcami wsi a władzą: urzędnicy często chcieli znacjonalizowania, ale już nie dzielenia majątku. Ponadto niektórym towarzyszyło poczucie, że ziemi otrzymali za mało.