W takim kontekście gwałtowne podwyżki cen energii w Unii Europejskiej wydają się drobną niedogodnością. A mimo to budzą niepokój, bo nikt nie wyobraża sobie życia bez elektryczności.
Rodzaj egzekucji czyni różnicę
„Panowie, życzę wszystkim powodzenia. Wierzę, że odchodzę do dobrego miejsca i jestem gotowy” - oznajmił William Kemmler zaraz po wejściu do celi śmierci, gdzie czekało na niego krzesło elektryczne. O poranku 6 sierpnia 1890 r. człowiek, którego skazano za zabicie konkubiny, miał przejść do historii postępu techniki.
Cztery lata wcześniej władze stanu Nowy Jork uznały, iż wieszanie skazańców jest zbyt okrutne. Powołano więc komisję mającą wybrać nową metodę wymierzania sprawiedliwości - ostatecznie przyjęto ofertę złożoną przez konstruktora Harolda P. Browna, który na zlecenie Thomasa Edisona zbudował urządzenie zabijające za pomocą ładunku elektrycznego. Znany wynalazca zadbał jednak o to, by krzesło elektryczne było zasilane generatorem, który opracował jego największy rywal - Nikola Tesla. Edison miał nadzieję, że nagłośnienie przez prasę, iż za pomocą prądu przemiennego da się łatwo zabić człowieka, zachęci do wybrania prądu stałego oferowanego przez jego elektrownie.
O planie Edisona dowiedział się George Westinghouse, który finansował prace Tesli i miał prawa do urządzeń zaprojektowanych przez geniusza z Bałkanów. Milioner odciął więzienia w stanie Nowy Jork od możliwości korzystania z prądu wytwarzanego przez jego elektrownie i odmówił odsprzedania im produkowanych przez Westinghouse Electric Corporation generatorów. Wówczas zmotywowany przez mocodawcę Brown, ukrywając tożsamość, odkupił używany generator Tesli i dostarczył do więzienia Auburn, gdzie dokończono budowę krzesła elektrycznego.
Brown eksperymentując, używał generatora prądu stałego wynalezionego przez Edisona - i zwierzęta po uderzeniu ładunku elektrycznego szybko umierały. Ale gdy kat uruchomił urządzenie zasilane generatorem Tesli, skazaniec zaczął się żywcem smażyć. Nawet po zwiększeniu napięcia do 2 tys. woltów Kemmler wciąż oddychał, choć jego ciało skwierczało. Makabryczne męki trwały osiem minut. Gdy następnego dnia pisała o tym prasa, Westinghouse w udzielonym wywiadzie podsumował rzecz krótko: „Lepiej by zrobili, używając siekiery”. Milioner miał powody do zadowolenia, bo intryga Edisona się nie powiodła - nie udało się udowodnić, że prąd przemienny szybko zabija ludzi. Na dodatek wkrótce okazało się, iż krzesło elektryczne działa wyśmienicie, gdy podłączą się je do prądu stałego.