Wskaźnik maksymalnego zysku jako główny wyznacznik rozwoju musimy odłożyć na półkę. Równie ważna musi być droga, którą przedsiębiorstwo do niego kroczy.
System gospodarczy w Polsce budujemy od 28 lat. Od samego początku na jego rozwój miały wpływ uwarunkowania zewnętrzne. W latach 80. i 90. stawiano na mocne ograniczenie roli państwa, niskie podatki i ulgi dla przedsiębiorców. Była to reakcja na kilka dekad wzrastania roli związków zawodowych i regulacji gospodarczych. Jednak w połowie lat 70., po kryzysie paliwowym, klimat zaczął się zmieniać. Nowe prądy, których symbolem stały się polityki ekonomiczne USA i Wielkiej Brytanii, obiecywały wyrwanie się z marazmu.
– Na początku lat 90. panowało przekonanie, że dzięki działaniom Reagana i Thatcher obalono komunizm. To był model kapitalizmu ultraliberalnego, więc dochodziło do absurdów. Na przykład w 1991 r. ujawniono notatkę podpisaną przez głównego ekonomistę Banku Światowego Larry’ego Summersa, w której sugerował, by toksyczne odpady eksportować do krajów Trzeciego Świata ze względu na to, że i tak ludzie żyją tam krócej – tłumaczy Marek Dietl, szef Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.